Monthly Archives: Maj 2016

350 lat od Wielkiego Soboru Moskiewskiego: początek rozłamu Cerkwi Rosyjskiej

W 2016 roku mija 350 lat od Wielkiego Soboru Moskiewskiego, który zatwierdził reformy Cara Aleksieja Michajłowicza i Patriarchy Nikona i zapoczątkował rozłam (raskoł) w Rosyjskiej Cerkwi.

 

Na początku Wielkiego Postu 1653 roku Patriarcha Nikon rozesłał po moskiewskich cerkwiach „Pismo” o zamianie części ziemnych pokłonów na modlitwę Świętego Efrema Sirina pokłonami do pasa i o wykorzystaniu trzech palców zamiast dwóch palców podczas wykonywania znaku krzyża. W ten sposób dano początek reformom, które faktycznie uczyniły nieodwracalnym rozłam w Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Wielki Moskiewski Sobór Cerkiewny lat 1666-1667, który odbył się dokładnie 350 lat temu, zaakceptował księgi nowego druku, zatwierdził nowe obrzędy i stopnie (rangi) dla duchownych i nałożył klątwy i anatemy na stare księgi i obrzędy. Zwolennicy starych obrzędów zostali ogłoszeni jako raskolnicy i heretycy.

 

***

Car Aleksiej Michajłowicz i jego wspólnik Patriarcha Nikon (Minin), którzy rozpoczęli w połowie XVII wieku reformy cerkiewne, nie spodziewali się, że ich przeprowadzenie spowoduje poważny opór w społeczeństwie rosyjskim. Niektórzy biskupi, większość szeregowego duchowieństwa, i monastycyzmu (mnichów i mniszek) oraz świeckich, od najbogatszych do biednych, w takim czy innym stopniu wystąpili przeciwko reformom cerkiewnym.
Патриарх Никон и царь Алексей Михайлович

Patriarcha Nikon i Car Aleksiej Michajłowicz

 

Gdzie niegdzie wyznawcy i obrońcy Starej Wiary otwarcie i publicznie potępili „nikonowe pomysły”, a gdzieś po prostu po cichu ignorowali patriarsze nakazy i nadal służyli i modlili się po staremu. Przez okres co najmniej dziesięciu lat reforma pozostawała udziałem elity państwowej, która wszczęła ten nikomu niepotrzebny cerkiewny przewrót. Sytuację władzy carskiej komplikował i ten fakt, że Aleksiej Michajłowicz wszedł w poważny przewlekły konflikt z Patriarchą Nikonem, z powodu podziału władzy duchowej i świeckiej. Autorytet władzy carskiej i reformy cerkiewnej zaczął gwałtownie spadać.

 

Aby jakoś zaradzić tej sytuacji, rząd Aleksieja Michajłowicza postanowił zwołać cerkiewny Sobór, który miał na celu przezwyciężenie oporu ludu przeciwko reformom cerkiewnym i jednocześnie pozbawić wszelkiej władzy Patriarchę Nikona. Aby nadać temu Soborowi wystarczający autorytet, oprócz rosyjskich biskupów, zostali zaproszeni zagraniczni hierarchowie, w tym wschodni patriarchowie, a także liczni teologowie, znawcy prawa cerkiewnego i tłumacze.

 

Zwołany Sobór składał się z dwóch części: pierwsza część odbyła się w 1666 roku, a druga – w 1667 r.

Собор 1654 года во главе с патриархом Никоном. Фото со съемочной площадки  фильма «Раскол». Автор фото Г. Чистяков

Sobór 1654 roku pod przewodnictwem Patriarchy Nikona.  Zdjęcia z planu filmowego „Raskoł” (ros.- «Раскол»).  Autor zdjęcia G. Czistiakow

 

Podczas pierwszej części Soboru zostali wysłuchani niektórzy najaktywniejsi obrońcy z przed rozłamowych tradycji cerkiewnych i Starej Wiary. Byli wśród nich biskup Aleksandr Wiatski, kapłan protopop Awwakum, kapłan Nikita Dobrynin (Suzdalski), diakon Teodor, mnich Efraim Potiomkin, hieromnich Siergiej, mnich Łazar, kapłan-mnich Grigorij (Ioann Nieronow). Niektórzy z nich, tacy jak bp Wiatski Aleksandr i Ioann Nieronow, złożyli bojaźliwą skruchę, za co otrzymali przebaczenie. Inni wyznawali wierność starocerkiewnym przekazom i otrzymali za to różne według surowości wyroki. Święty Męczennik Awwakum został pozbawiony godności duchownej, nałożono na niego anatemę i wysłano do więzienia w Pustoziersku. Święty diakon Teodor „został przekazany sądowi miejskiemu. Ten go  osądził, wydając wyrok: pozbawić języka przez odcięcie”. Również później został skazany ich współwięzień kapłan Łazar. Sobór rosyjskich biskupów nakazał stosować się do nowych obrzędów.

 

W 1667 roku do Soboru dołączyła znaczna liczba duchownych, przybyłych z różnych Cerkwi Wschodnich: Konstantynopola, Jerozolimy, Aleksandrii, Serbii, Cypru. Wszyscy zostali zaproszeni przez Cara Aleksieja Michajłowicza. Głównymi postaciami tej części Soboru stali się Metropolita Paisjusz (Ligarid) oraz Patriarchowie Paisjusz z Aleksandrii i Makary z Antiochii.

С. Д. Милорадович. «Черный собор. Восстание Соловецкого монастыря против новопечатных книг». 1885 год

S.D. Miłoradowicz. „Czarny Sobór. Powstanie Monasteru Sołowieckiego przeciwko nowo drukowanym książkom.” 1885 rok

Czytaj dalej

Categories: ETYKA CERKIEWNA, POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Chłopczyk z wędką czy z pentagramem?

W Białymstoku sypano mandale swego czasu, a następnie wsypywano je rytualnie do rzeki Białej. Niedawno narodziła się nowa tradycja tzw. mural. Prekursorem była chyba w Białymstoku „Dziewczynka z konewką” „podlewająca” prawdziwe drzewko. Wszystko byłoby fajnie , ale powstaje ostatnio pewne „ale”.

Mamy ostatnio wysyp murali w Polsce jak również w Białymstoku. Czy niektóre z nich nie zawierają okultystycznej i innej symboliki? Weźmy świeżo powstały mural „Chłopczyk z wędką” .

Wszystko byłoby pięknie gdyby to była wędka, a nie linie w bloczkach ułożone  w kształcie pentagramu wlokące na lince rybę (symbol chrześcijaństwa w pierwszych wiekach) . Co się stanie jak chłopczyk zacznie ciągnąć linkę zawieszoną między bloczkami do góry? Ni mniej ni więcej rybka znajdzie się w centrum linkowego pentagramu. Co to oznacza? Należałoby zapytać tych co to projektowali lub tych co zlecili tego typu projekt . Nie ulega wątpliwości, że jest tam  jeszcze kilka symboli okultystycznych. Pierwotnie na ulotce chłopczyk miał czarną twarz jak jakieś mroczne widmo (patrz foto na samym dole), zaś na muralu trochę uczłowieczono mu tą twarz. Ale i tak w swojej symbolice i znaczeniu mówi wyraźnie jedno…. KONIEC ERY RYB A NASTAJE ERA WODNIKA , a  na pewno i jeszcze gorzej, ale nie nam straszyć tylko obudzić czujność chrześcijan.

Pewnym jest , że ten mural nie ma nic wspólnego z „Dziewczynką z konewką” (oprócz farby) i ma wymowę symboliki okultystycznej.

Patrząc na te wszystkie murale ,które powstały ostatnimi czasy to mają one wyraz sataniczno-demoniczny jak widać na załączonych obrazkach.

Warto się zastanowić nad tym, kto zatwierdza projekty tych murali i jaki mają cel w swojej pokrętnej symbolice w Białymstoku i nie tylko? A PŁACI ZA TO I PAN I PANI…. SPOŁECZEŃSTWO!

Takimi „ślicznościami” został uraczony Białystok.

 

To  jest  to”Chłopczyk z wędką” , czy „Chłopczyk z pentagramem … i rybą”? 

(ulotka reklama tego muralu wydana przez bok.bialystok.pl)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

pentagram

 

 

 

 

 

Opracował:Starik.

Categories: APOSTAZJA I POGAŃSTWO, HEREZJE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Św.Mcz. Wiktor (Ostrowidow), Bp Głazowski – Nowi teolodzy

51261_600

Krótki, ale bardzo treściwy artykuł św. Mcz. Wiktora (Ostrowidowa), bpa Głazowskiego, napisany w 1911 roku, na temat heretyckich nauk abpów – Antoniego (Chrapowickiego) i Sergiusza (Stragorodskiego). Mimo 100 lat, które upłynęły od jego publikacji (w prasie staroobrzędowej, gdyż ówczesna cenzura cerkiewna nie dopuściła do jego opublikowania) wstrząsa swoją profetycznością i aktualnością. Tutaj odnajdziemy korzenie takich współczesnych błędów, jak niewiara w realną, fizyczną obecność Najświętszego Ciała i Najdrogocenniejszej Krwi Zbawiciela na Św. Ołtarzu (i uznawanie tego – O ZGROZO! – za “herezję zachodu”); tutaj jest teoretyczna podstawa teatralizacji Św. Liturgii (“przedstawienie dla ludzi”, jak to określił pewien arcybiskupi protodiakon) i sprowadzenia jej albo do psychoterapii, w czasie której “ludzie mają odpocząć od cieżkiej pracy”, albo do “podtrzymującego tradycje śpiewacze i językowe zebrania mniejszości narodowej”; stąd wypływają zatrute wody teologii słynnego prof. Osipowa; mówiąc ogólnie – tutaj znajdujemy bardzo szeroką teologiczną podstawę dla apostazji współczesnych prawiesławnych modernistów, przygotowaną ponad wiek temu i z tego powodu dzisiaj przywdziewającą szaty “prawdziwego”, “nieskażonego”, “wolnego od katoliczestwa”, “swiatootieczeskogo” i “tradycyjnego” Prawosławia; teologiczną podstawę, której nie powstydziłby się również żaden z “reformatorów” z Vaticanum II. Skutki są jasno widoczne dla wierzącego obserwatora i zostały dokładnie przewidziane przez autora przed 100 laty w konkluzji poniższego artykułu.

Źródło: antimodernizm.ru
Św. Mcz. Wiktor (Ostrowidow), Bp Głazowski

Nowi teolodzy

Niedawno w Cerkwi Rosyjskiej powstał nowy kierunek teologiczny, płynący z pragnienia ożywienia w świadomości wiernych martwej nauki teologicznej za pomocą uwolnienia chrześcijańskiej nauki o wierze z jej niezrozumiałości i formalizmu. Głównymi twórcami tej szkoły myślenia są arcybiskupi – Antoni (Chrapowicki) i Sergiusz (Stragorodski), których trudy przyjęło się uważać za odrodzenie prawdziwego nauczania świętych ojców.

Teolodzy nowego kierunku mówią tak: “Jest koniecznością, żeby wszystkie  teoretyczne twierdzenia religii chrześcijańskiej, wszystkie dogmaty, które w tej chwili wydają się jedynie pozbawionymi znaczenia metafizycznymi subtelnościami, nabrały dla wierzących głębokiego, życiowego i praktycznego sensu. I tak długo, póki nie ukażemy ścisłego związku między wszystkimi prawdami dogmatycznymi wiary prawosławnej a życiem opartym na cnotach, nie będziemy w stanie utrzymać, czy wręcz przywrócić cerkwi jej rozpraszających się dzieci”. Zgodnie z tym pragnieniem teolodzy owi rzeczywiście starają się udowodnić, że dogmaty wiary chrześcijańskiej są potrzebne w życiu człowieka nie z tego powodu, iż w ich treści objawiono światu wielką prawdę o Bożym zbawieniu, a dlatego, że każdy z nich może jakoby stanowić zasadę pobudzającą i umacniającą w człowieku jego instynktowne dążenie do dobra. I dlatego ekscelencje-teolodzy naprężają swoje myśli, by odnaleźć jakieś “idee moralne”, które mają być zawarte w dogmatach Cerkwi i ukazać w ten sposób, by tak rzec, życiową niezbędność tych dogmatów w dziele rozwoju moralnego człowieka.

Duch nowych teologów oburza się nie tylko na rzekomą abstrakcyjność i nieżyciowość nauczania prawosławnego, ale również na obecność w życiu człowieka elementu “mechanicznego” (jak nazywają element nadprzyrodzony), jako na coś, co działa poza wolą ludzką, (a więc) jest martwe wobec życia ludzkiego. To, co nadprzyrodzone, w opinii nowych teologów, za osobistą zgodą człowieka pozbawia znaczenia samego zbawiającego się człowieka, podmienia moralny podwig jego życia jakimś magicznym nad nim działaniem, i tym samym w konieczny sposób rujnuje samo zbawienie, które jest tożsame z doskonałością moralną. W opinii nowych teologów ten właśnie “element magiczny”, szczególnie widoczny w nauczaniu o Świętych Sakramentach Cerkwi, stanowi istotę odstępstwa Zachodu, które jedynie przypadkiem zostało wniesione do nauczania Cerkwi. Więcej, według ich nowo-teologicznych wyobrażeń, nic, co działoby się mimo woli człowieka, nic nadprzyrodzonego, nie może mieć udziału w dziele zbawienia człowieka, zaś to, co rzeczywiście prawdziwe w chrześcijańskim nauczaniu o wierze powinno zmierzać do jednego tylko celu: umocnienia samodzielności moralnej człowieka. W rozumowaniu nowych teologów w naturalny sposób wypływa stąd wniosek o niepotrzebności i nieprzydatności niektórych Świętych Sakramentów Cerkwi Prawosławnej, jako nie odpowiadających wyżej opisanemu celowi. Chodzi w szczególności o małżeństwo, sakrament chorych i in. Dlatego też ich świadomość, delikatnie mówiąc, ze zdziwieniem przygląda się tej zasadniczej prawdzie chrześcijańskiej, że tylko krzyżowa śmierć Chrystusa, sama w sobie, daje człowiekowi oczyszczenie z grzechów, i że Święty Chrzest w śmierć Chrystusową rzeczywiście daje człowiekowi natychmiastowe i prawdziwe odrodzenie, czyniąc zeń współspadkobiercę Chrystusa. Okazuje się, że wedle opinii nowych teologów ani cierpienia, ani sama śmierć Boga i Człowieka nie mają same w sobie żadnego znaczenia dla zbawienia człowieka, a są jedynie zwykłym świadectwem miłości Boga do człowieka. Zbawiciel świata zmienia się w “świadka”, zaś konieczność cierpień “świadka”, według nowej teologii wynika po prostu z tego, że sam człowiek z trudem uczy się czynić dobro i dlatego musi mieć zawsze przed swoimi oczami gotowy ideał cierpienia za dobro, żeby z niego czerpać moc dla siebie.

Pozostawiwszy w tej chwili na boku prace teologiczne arcybiskupa Antoniego, których istota została powyżej ukazana i o których sami profesorowie-recenzenci mówią, że “u arcybiskupa Antoniego jest dużo oryginalnych rzeczy”, które “nieświadomym” mogą się wydać nowością i niszczeniem nauczania Cerkwi – zatrzymajmy się na nauczaniu arcybiskupa Sergiusza na temat Sakramentu Chrztu Świętego.
Wedle nauczania Cerkwi Prawosławnej Sakrament Chrztu Świętego jest duchowym, pełnym łaski narodzeniem człowieka przez Samego Boga. W sakramencie tym człowiekowi darowana jest zbawienna moc krzyżowej śmierci Chrystusa, to znaczy – wszystkie grzechy człowieka przyjmuje na Siebie Zbawiciel świata i dlatego człowiek zostaje całkowicie oczyszczony ze swoich grzechów z racji tego, że natychmiast staje się członkiem Jego Królestwa i współspadkobiercą Jego wiecznej chwały. Takie działanie Świętego Sakramentu dokonuje się nie tylko w myśli i w wyobraźni, ale w rzeczywistości, to znaczy naprawdę następuje odnowienie człowieka przez Bożą moc, która bezpośrednio daruje chrzczonemu: “odstąpienie od kary, uwolnienie z więzów, zjednoczenie z Bogiem, swobodę śmiałości przez Bogiem i w miejsce niewolniczego poniżenia – cześć równą anielskiej” (św. Grzegorz z Nyssy). “Gospodzin umarł dobrowolnie po to, aby zgładzić grzechy… grzech został przybity do krzyża, przez krzyż zostały odpuszczone grzechy”, – uczy św. Jan Złotousty. I dlatego “Zbawiciel jest ofiarą oczyszczającą dla całego świata, albowiem przez Swoją dobrowolną śmierć krzyżową oczyszcza On, gładzi wszystkie grzechy ludzi”. Każdy wierzący staje się uczestnikiem tej oczyszczającej ofiary, a wraz z tym dziedzicem dóbr niebieskich tylko i wyłącznie w Sakramencie Chrztu Świętego. “W Sakramencie Chrztu Świętego – powiada Złotousty – Bóg oczyszcza grzechy, albowiem łaska dotyka samej duszy i wyrywa z niej grzechy z korzeniami. Dlatego dusza chrzczonego jest czystsza od promieni słonecznych… Duch Święty, Który przetapia duszę w Chrzcie, niczym piecu ogniowym, i Który wyniszcza grzechy, sprawia, że staje się ona czystsza od najczystszego złota”.
To prawosławne nauczanie o Sakramencie Chrztu Świętego można odnaleźć w pracach wielu biskupów Cerkwi Rosyjskiej. I tak, biskup Teofan Zatwornik mówi: “Umierając na krzyżu Gospodzin Zbawca wniósł nań nasze grzechy i stał się oczyszczeniem z grzechów naszych. Śmierć krzyżowa Zbawiciela to moc oczyszczająca z grzechów. Ten, który jest chrzczony – jest zanurzany – w śmierć Chrystusową, zostaje zanurzony w moc oczyszczającą z grzechów. Moc ta przez samą czynność zanurzenia niszczy wszelki grzech w taki sposób, że niknie po nim wszelki ślad. Dzieje się tutaj coś takiego, jak gdyby ktoś przygotował mieszankę chemiczną, która, po zanurzeniu do niej czegoś, oczyszcza to coś z wszelkiego brudu. Tak samo śmierć Chrystusowa, jako moc oczyszczająca z grzechów, wyniszcza wszelki grzech w momencie, w którym ktoś jest zanurzany w tę śmierć przez Chrzest Święty. W ochrzczonym nie pozostaje nawet ślad grzechu: stał się dla niego martwy…”. W taki sposób, czyli za pośrednictwem Sakramentu Chrztu Świętego, “wszystko, czego człowiek potrzebuje dla zbawienia, przechodzi z Chrystusa Zbawiciela na chrzczonego wierzącego i przyswajane mu jest nie nominalnie (to znaczy – w słowach), a realnie”.
W taki właśnie sposób Cerkiew Powszechna uczyła i do dziś dnia naucza o Sakramencie Chrztu Świętego. Jednakże nowi teolodzy nie godzą się z tym nauczaniem, zaś abp Sergiusz stara się udowodnić, że bp Teofan wcale nie powiedział tego, co powiedział: “Tutaj w słowach bpa Teofana ktoś mógłby ujrzeć skrajne w swoim realizmie wyobrażenie o usprawiedliwieniu człowieka… Jednakże wszystkie te porównania to tylko porównania, które nie wyrażają samej istoty sprawy… Nie dotyczą one rzeczywistego sensu sakramentu, dla wyrażenia którego należy porzucić szkolne formuły… Prawosławie nie ma potrzeby uciekania się do takiego nauczania o przemianie grzesznika w sprawiedliwego, nauczania przeczącego wszelkim zasadom życia duchowego”.
“Przecież dusza to nie jest jakaś substancja, w której byłaby możliwa taka mimowolna przemiana człowieka  – teologizuje abp Sergiusz – i człowiek nie może być takim pasywnym przedmiotem działania nadprzyrodzonej (Boskiej) mocy… sam zaś akt chrztu nie jest jakimś zewnętrznym, magicznym działaniem na chrzczonym”… Jest on “wielką próbą sumienia człowieka, chwilą zwrotną w jego życiu. Przecież jeśliby Sakrament Chrztu Świętego, sam w sobie, w swojej istocie, przez wiarę chrzczonego bądź jego rodziców chrzestnych w Ukrzyżowanego, dawał rzeczywiste i pełne odnowienie życia, to człowiek stałby się tylko bezwolnym przedmiotem cudzego oddziaływania, zaś świętość otrzymana w taki sposób, niczym by się nie różniła od świętości wrodzonej, nie mającej moralnego znaczenia”. “Człowiek nie może być przedmiotem zbawienia bez swojej woli i dlatego nie sposób sobie wyobrazić, że w momencie chrztu, czy pokajania, dokonuje się jakieś ‘nie-liczenie’ grzechu, jakieś ogłoszenie człowieka sprawiedliwym”, świętym, czy też godnym Królestwa Niebieskiego. “Istota usprawiedliwienia nie leży w przemianie niezależnej od woli człowieka jego natury duchowo-cielesnej, a w przemianie ukierunkowania jego woli… zaś łaska chrztu jedynie umacnia jego stanowcze postanowienie na tyle, że zaczyna on nienawidzić grzech”. W taki sposób “usprawiedliwienie jest dla prawosławnego stanem wolnym i moralnym; zależy od samego człowieka, chociaż może się dokonać tylko z pomocą łaski Bożej”… Zaś “wybaczenie grzechów nie na tym polega, że istniejący grzech zostaje przykryty, czy wybaczony; takiego wybaczenia – naucza abp Sergiusz – w Chrześcijaństwie nie ma”. “Wybaczenie grzechów w Sakramencie Chrztu, czy Pokuty polega na tym, że na skutek zasadniczego przełomu duchowego, będącego zarówno darem łaski, jak i dobrowolnym aktem, w człowieku pojawia się postanowienie życiowe całkowicie przeciwne uprzedniemu, grzesznemu, tak, że uprzedni grzech przestaje wpływać na duchowe życie człowieka, przestaje należeć do duszy – ulega zniszczeniu”. “Nić życia ludzkiego ulega jakby przerwaniu, a istniejąca w nim grzeszna przeszłość traci swoją określoną, przymuszającą moc… Owo dobrowolne przerwanie zła jest właśnie samą istotą usprawiedliwienia, jest, by tak rzec, samym sposobem, w jaki odpuszczają się grzechy człowieka… Człowiek odrzucił uprzednie grzechy i dlatego już mu się one nie liczą”, ale “to, co się stało, nie może się odstać: grzechów popełnionych człowiek zapomnieć nie może… świadomość uprzednich grzechów uczy za to człowieka rozumieć łaskę i wszechprzebaczającą miłość Bożą”.

Tak, obecność w człowieku uprzednich grzechów, jako jasno określonych aktów złej woli, nie jest ważna po chrzcie, czy spowiedzi, gdyż “z kąpieli chrzcielnej wychodzi nowy człowiek – ale przecież nie dlatego, że jego grzechy zostały unicestwione, lecz dlatego, że określił się i skierował ku dobru… przez takie właśnie samookreślenie [swojej woli ku dobru], mówiąc inaczej – przez taki swobodny i wolny przewrót ściąga się z człowieka odium grzechu… Dotyczy to zarówno grzechu pierworodnego, jak i skutków grzechów samego chrzczonego”. “Po to, aby wyjść z sakramentu odnowionym, człowiek musi sam stać się nowy, starać się z wszystkich swoich sił unicestwiać w sobie najmniejsze resztki uprzedniego, grzesznego porządku… Tak więc status sprawiedliwego, który otrzymuje człowiek na chrzcie jest raczej możliwością, a nie rzeczywistością”. A skoro tak, to “nawet nie przyjęcie sakramentu w ustalonej formie może nie być dla człowieka szkodliwe, jeśli wykształciła się w nim istota prawdziwego Chrześcijaństwa – pragnienie Królestwa Chrystusowego”. Dlatego staje się jasne, że “skoro usprawiedliwienie to nie jest kwestia magiczna, lecz moralna, skoro jego istota leży w przemianie samookreślenia życiowego człowieka, w przemianie, która tylko dopełnia się łaską [Bożą], ale jest aktem woli człowieka”, to dla oczyszczenia grzechów chrzczonego w oczywisty sposób zupełnie nie jest konieczna oczyszczająca Ofiara Golgoty. Albowiem w usprawiedliwieniu, wedle nauczania nowych teologów, wszystko zależy nie od przyswojenia sobie owoców odkupiającej śmierci Boga-i-człowieka, ale od psychicznego przełomu moralnego. “Grzech nie jest zapomniany i nie przestaje być liczony z powodu jakichś przyczyn zewnętrznych wobec duszy ludzkiej”, a dlatego, że “jeśli nawet można mówić o tym, że Bóg przestaje człowiekowi liczyć grzech, to tylko w znaczeniu zrządzenia całej Bożej ekonomii zbawienia, zrządzenia, które powstało jeszcze przed założeniem świata i które sprowadziło na ziemię Syna Bożego, które podniosło Go na krzyż i które, z drugiej strony jest wieczną rękojmią miłosierdzia dla nas, dla każdego grzesznika, który przystępuje do Boga”. Wszelkie inne wytłumaczenie dzieła uświęcenia człowieka i wybaczenia jego grzechów jest, wedle opinii abpa Sergiusza, prymitywnym błędem Zachodu, które powstało nie dlatego, że człowiek nie ma tak naprawdę środków zbawienia, a dlatego, że “taki błąd jest miły dla samolubnej natury człowieka”.
Takie jest, ujęte krótko, nauczanie nowych teologów, a w szczególności abpa Sergiusza o Sakramencie Chrztu Świętego, w którym jasno widać ich ogólny pogląd na Boże dzieło zbawienia człowieka, którego to zbawienia we właściwym znaczeniu tego słowa nie było i nie ma, a człowiek otrzymuje jednynie samą pomoc, żeby sam dokonywał swojego zbawienia. Nowi teolodzy nie są w stanie pogodzić się z nauczaniem Cerkwi Prawosławnej o rzeczywistym znaczeniu krzyżowej śmierci Chrystusa jako ofiary oczyszczającej grzechy, albowiem takie pojęcie o zbawieniu, w ich opinii, jako ignorujące własne środki człowieka, jest pozbawione zdrowego rozsądku, gdyż odrzuca prawidła życia psychicznego człowieka, w którym wszystko powinno następować według porządku naturalnego. “Zbawienie nie jest jakimś zewnętrzno-sądowym, czy magicznym działaniem, ale rozwojem stopniowo dokonującym się w człowieku przez działanie łaski Bożej, gdyż mogą być różne stopnie odkupienia” – powiada abp Sergiusz.
Nie mając w sobie siły wystarczającej do przyjęcia tajemnicy przyjścia Chrystusa na świat, jako dokładnie określonego, historycznego dzieła Bożego zbawienia człowieka, jako wiadomego momentu, który ma wartość sam w sobie – nowi teolodzy usiłują nadać Chrześcijaństwu sens w inny sposób, drogą dostosowania poszczególnych dogmatów Chrześcijańskiego nauczania o wierze do duchowego życia człowieka. Zamiast tego, aby twardo i odważnie osądzić obecne życie na podstawie nauczania o dokonanym przez Boga zbawieniu świata, usiłują nadać tej prawdzie sens tylko jako czemuś przydatnemu, wygodnemu dla życia człowieka. Pragną jakoś związać Symbol Nicejski z Kazaniem na Górze, to znaczy dogmatyczną prawdę nauczania Chrześcijańskiego z cnotliwym życiem człowieka, zapominając o tym, że moralna treść życia to dla każdego wierzącego jedynie konieczny, naturalny skutek określonego Bożego dzieła zbawienia człowieka. W ten sposób nowy teolodzy, pragnąc ożywić chrześcijaństwo przez sztuczne rozszerzenie samodzielności moralnej człowieka, w rzeczywistości powtarzają jedynie żałosny los znanych heretyków XVI wieku – socynian. “Teolodzy socyniańscy również przypisali dokonywanie zbawienia siłom moralnym samego człowieka, chociaż przy współdziałaniu łaski Bożej, tak, że krzyżowa śmierć Jezusa Chrystusa, wedle ich wyobrażeń teologicznych, była nie odkupiającą ofiarą za grzechy ludzkie, a jedynie wyjątkowym świadectwem Bożej gotowości do wybaczenia ludziom ich grzechów i okazywania im pełnej łaski pomocy w osiągnięciu życia wiecznego i Królestwa Niebieskiego. Przedstawiając w ten sposób Chrystusowe dzieło zbawienia w oczywisty sposób nie tylko zburzyli chrześcijański dogmat o zbawieniu, ale szeroko otwarli drogę do całkowitego odrzucenia dogmatyki chrześcijańskiej; dlatego że jeśliby naprawdę Boże uczestnictwo w zbawieniu ludzi ograniczało się jedynie do zwykłego ukazania Bożej gotowości współdziałania z człowiekiem w dziele jego rzeczywistego zbawienia, to dla takiego ukazania wcale nie jest potrzebne przyjście na świat Syna Bożego… I teolodzy socyniańscy rzeczywiście doszli do całkowitego zburzenia chrześcijaństwa, chociaż tak naprawdę nie myśleli o tym i nie chcieli burzyć chrześcijaństwa, a na odwrót – umocnić je jako absolutnie prawdziwą, wieczną religię”.
Taki sam koniec nieuchronnie oczekuje nowych teologów: również dla nich historyczne dzieło Chrystusa-Zbawiciela w tej formie, w której się dokonało, bez wątpienia utraci, a dla wielu nieszczęsnych już utraciło swój sens i znaczenie. A człowiek znów wraca na drogę myślenia w kategoriach naturalnych, na drogę dopiero “możliwości” swojego zbawienia i w mękach rozpaczy znowu woła ku Niebiosom słowami apostoła Pawła: “Biedny ze mnie człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?”. Czytaj dalej

Categories: APOSTAZJA I POGAŃSTWO, HEREZJE, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

OŚWIECICIELE SŁOWIAN

„Przyjęliście dar bezcenny – Święte Prawosławie. Chrońcie Je. Jeśli osłabnie wiara wasza – pokonają was wasi wrogowie i staniecie się ich niewolnikami”. (Z odezwy św.św. Cyryla i Metodego do Słowian)

OŚWIECICIELE SŁOWIAN

Takie miano uzyskali św. Bracia Sołuńscy Cyryl i Metody, niekiedy zwani apostołami Słowian.

Święty Cyryl (826 – 869) i św. Metody (815 – 885) pochodzili z Salonik (dawna nazwa Sołuń). Kształcili się początkowo w Salonikach, a następnie w Konstantynopolu w akademii cesarskiej. Św. Cyryl  był bibliotekarzem  przy Agia Sofia oraz doradcą i sekretarzem patriarchy bizantyjskiego. Św. Metody pracował w administracji cesarskiej jako archont jednej z prowincji. Obaj wstąpili do zakonu.

W latach 850 – 860 przebywali z   misją ewangelizacji wśród   Chazarów – ludu nad Morzem Czarnym, który uległ judaizmowi. W Chersonezie św.Cyryl odnalazł relikwie św. Klemensa – jednego z pierwszych papieży. Św. Klemens był zesłany   na Krym do kamieniołomów, gdzie poniósł śmierć. Dziś jest tam prawosławny monaster z  cząstką jego relikwii; głowa świętego znajduje się w Kijewo-Pieczerskiej Ławrze i mirotoczyt.

W 863 r. do Bizancjum przybyło poselstwo księcia morawskiego Rościsława  z prośbą o misjonarzy znających język słowiański, aby przeciwdziałać wpływom łacińsko-niemieckim. Na misję tę skierowano św. Braci Sołuńskich. Św. Cyryl ułożył alfabet słowiański zwany głagolicą oraz  wspólnie z bratem przetłumaczyli  na język słowiański Ewangelię, Dzieje Apostolskie, Psałterz i niektóre teksty liturgiczne. Początkowo przebywali na Morawach, gdzie już  było wielu chrześcijan,  a następnie z powodu presji i intryg duchowieństwa niemieckiego, przenieśli się do Panonii.

W 867r. udali się do Rzymu aby wyjaśnić papieżowi przyczyny konfliktu z niemieckim biskupem Salzburga, który miał formalne zwierzchnictwo nad Słowianami i chciał wprowadzić liturgię wyłącznie w języku łacińskim. Papież Jan VIII podzielił jednak stanowisko św. Braci i formalnie upoważnił do używania języka słowiańskiego (czyli cerkiewno-słowiańskiego) w liturgii. W 880 r. papież  wystosował bullę, w której potwierdził prawa św.Metodego i urząd legata apostolskiego dla ewangelizacji Słowian w ich narodowym języku. Papież Hadrian II nakazał nawet  odprawianie liturgii w języku słowiańskim w niektórych bazylikach Rzymu. Słowiańskie księgi liturgiczne były uroczyście złożone na ołtarzu w kościele Matki Bożej, zwanym Fatma. Podczas kolejnej wizyty w Rzymie  papież udzielił św. Metodemu święceń biskupich i skierował go na katedrę w pobliżu dzisiejszego Belgradu. Po śmierci św.Cyryla,  św. Metody  wrócił na Morawy i nie tylko stosował język słowiański w nabożeństwie, ale też nauczał wyznania wiary bez dodatku „filioque”. Zraził tym przeciwko sobie biskupów niemieckich, którzy przez kilka lat  nawet więzili  świętego. Uwolniono dopiero po interwencji papieża.

Wpływy działalności św. Cyryla i Metodego były rozległe, sięgały nawet Kijowa. Widoczne były wśród Chorwatów, Czechów i Wiślan. Św. Metody ochrzcił  czeskiego księcia Bożywoja i jego żonę Ludmiłę oraz doprowadził do chrztu w obrządku wschodnim  księcia Wiślan. Południowe tereny Polski – (Śląsk i tereny Wiślan) wchodziły w skład Państwa Wielkomorawskiego – stąd chrześcijaństwo obrządku wschodniego głoszone było także i w tych częściach Polski. Pod Krakowem  zbudowano kościół św. Krzyża, w którym odprawiana była liturgia w języku słowiańskim. W Wiślicy zachowała się kamienna chrzcielnica z IX w.

Po śmierci św.Metodego kościół słowiański  zaczął tracić  swój narodowy charakter.  Ulegając silnym wpływom Germanów, Papież Szczepan V zabronił stosowania języka słowiańskiego w liturgii. W wielu miejscach duchowieństwo słowiańskie zostało usunięte, a w to miejsce wprowadzono niemieckie i liturgię łacińską. Duchowni  udali się więc do Bułgarii, gdzie kontynuowali  misję chrystianizacji w języku słowiańskim.

Ocenia się, że powodzenie  apostolskiej misji św.Cyryla i Metodego przypisać należy prawdziwie chrześcijańskiemu duchowi, w jakim głosili oni słowo Boże. Nigdy nie starali się oni używać chrześcijaństwa jako narzędzia do celów politycznych, w przeciwieństwie do praktyk stosowanych przez duchowieństwo łacińskie. Nawróceni przez misjonarzy zachodnich stawali się podległymi Germanów, którzy z zawziętością niszczyli ich język i tradycje. Okoliczność ta uzasadnia powodzenie ewangelizacji głoszonej przez św. Braci Sołuńskich, którym obce były metody chrystianizacji stosowanej przez łacinników.

Po odpadnięciu Kościoła Zachodniego od Powszechnego po 1054 r. papieże gorliwie zadbali o usunięcie języka słowiańskiego z liturgii i  stosowania komunii pod dwiema postaciami. Pomimo to istnieją dowody, że liturgia w języku narodowym (słowiańskim) sprawowana była jeszcze przez dłuższy czas w wielu miejscach Czech, Moraw, Śląska i Polski – niekiedy na przekór, a niekiedy  za  przyzwoleniem Rzymu.

Tak więc Polska utraciła możliwość pozostania w gronie narodów słowiańskich wyznających Prawosławie. Stało się to jak widzimy za sprawą silnej ekspansji misjonarzy germańskich.

http://janpielgrzym.ucoz.com/

Categories: POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Śpiew cerkiewny a muzyka – s. Elżbieta Zołotariew, Grabarka.

Śpiew cerkiewny a muzyka – s. Elżbieta Zołotariew, Grabarka. Referat wygłoszony podczas sympozjum „Per musicam ad Deum”, Chrześcijańska Akademia Teologiczna, 21 kwietnia 2004.

W obliczu dzisiejszych rozważań na temat wkładu, jaki niesie muzyka na drodze poznania Boga, postawiłam sobie za cel  znalezienie odpowiedzi, czym jest kanoniczny śpiew cerkiewny? Czy jest on gałęzią historii muzyki światowej, czy raczej posiada swą własną drogę? Jak odnoszą się do siebie śpiew liturgiczny i muzyka? I wreszcie – czy traktując śpiew cerkiewny jako muzykę można osiągnąć prawdziwe poznanie Boga.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu z tu obecnych zestawienie tych dwóch terminów może wydać się niezrozumiałe. Powód jest prosty – wokół prawosławnego śpiewu wytworzyły się pewne stereotypy, kojarzące go z bardziej lub mniej zorganizowanym chórem, z potęgą i wielobarwnością brzmienia i swoistym charakterem wielogłosowej muzyki harmonicznej.  I nie ma się co dziwić – gdyż taki obraz cerkiewnego śpiewu nie uformował się w ciągu ostatnich lat, lecz na przestrzeni trzech poprzednich stuleci. Nie znaczy to jednak, że tak było zawsze, i że to, co rozbrzmiewa dziś na koncertach tzw. arcydzieł muzyki cerkiewnej rzeczywiście jest autentycznym śpiewem prawosławnym.

W czym zatem tkwi problem?

CAŁY REFERAT: http://www.ssgs.pl/recenzje/zolotariew.doc

http://www.ssgs.pl/wsieci.shtml

FILMY, KTÓRE WARTO OBEJRZEĆ PO PRZECZYTANIU REFERATU:

МЕЛОДИЯ ДУХА

Хор Сергия Кривобокова „Глас веков”Знаменный распев: Концерт в ЦМиАР. Москва, 8 октября 2009 года

https://vk.com/video_ext.php?oid=99893827&id=160579235&hash=1f20d15b4de5180f

 Музыка из глубины веков
https://vk.com/video_ext.php?oid=99893827&id=160579133&hash=265f4dd778fe1aed

Categories: PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

CUDOWNE WYDARZENIE NA ŚWIĘTEJ GÓRZE ATHOS. Proroctwo o III Wojnie Światowej … i o Carze

1 listopada 2014 roku, gdzieś około godziny 10.30 czasu greckiego, w stanie duchowym bliskim rozpaczy, wyszedłem z monasteru Docheiariou (ros.- Дохиар) bez błogosławieństwa i chciałem pojechać do spowiednika, którego znałem, aby się skonsultować, co robić dalej. Skomplikowane posłuszanije, jestem nieobecny w cerkwi, nie mam żadnej reguły modlitewnej, zdrowie już zniszczone, wygasa wiza, nie ma pieniędzy, i tak dalej i tak dalej. Jak dalej żyć w ogóle?

Z monasteru wychodziłem bez błogosławieństwa, z ciężkim sercem. W miejscu cel pielgrzymkowych pomiędzy drugim i trzecim piętrem, na ścianie jest fresk ikony Matki Bożej „Szybko Spełniającej Prośby”. I oto ja z plecakiem podchodzę do ikony i mówię: „Matko Boża, czuję, że coś robię nie tak jak trzeba, ale jeśli można, proszę, powstrzymaj, popraw, jak Ty chcesz. Nie mam nikogo zapytać, mam tylko Ciebie”. I spokojnie wyszedłem, mieliśmy jeszcze czas odpoczynku i nie było nikogo. Myślę sobie: „Nie ma nikogo, z monasteru nikt mnie nie widzi.”

 

Jak się później okazało cały monaster mnie widział, wszyscy patrzeli w okna. Stałem na arsanie (z greckiego arsana – przystań), podeszło dwóch mnichów z Sołowków i powiedzieli, że jadą do Agio Pavlo (Monaster Św. Pawła) na panigir (święto parafialne). Mówię im: „Jeśli Matka Boża zechce, to nigdzie nie pojedziecie.”

 

Nadpływa prom. Prom jest już tuż przed przystanią. Nagle pojawia się policyjny kuter i z ogromną prędkością zbliża się do naszej przystani. Wychodzi policjant i idzie do mnie. Wysoki, o jasnych włosach policjant, młody, uśmiecha się i po grecku coś do mnie mówi. Rozumiem z tematu rozmowy, że: „Potem, potem odejdziesz z monasteru, taksówką pojedziesz.” Myślę: „Jaka taksówka, o co chodzi?!” Z przystani na statek policjanci nikogo nie wpuścili. Co robić? Nie wiem…

 

Statek odpłynął bez nas. Mnisi zdenerwowani odeszli pieszo do Daphne, a ja zostałem na przystani: „Matko Boża, dzięki i za to …”. I naraz na przystani widzę dziadka, jak on tu się znalazł, tego nie wiem, nikogo nie widziałem, żeby ktoś schodził z okrętu. Dziadek taki czyściutki, rześki, jasne oczy, wzrost 165-170 cm, ubrany: czarne spodnie takie, czarna koszulka z długim rękawem, skufia na głowie, bródka siwiutka, w rękach książeczka, notatnik w brązowym skórzanym oplocie.

 

Prawie odchodziłem, a on mówi: – Aleksandrze, zaczekaj, muszę z tobą porozmawiać.

 

A ja myślę: „O, jak dobrze” – pycha taka – „coś podobnego, nawet pielgrzymi rosyjscy znają mnie z imienia, oto jaki jestem sławny.”

 

Dziadek podchodzi do mnie i mówi: – „Aleksandrze, źle robisz, że opuszczasz monaster”.

 

Myślę: „Coś podobnego, nie tylko, że zna moje imię, ale wie jeszcze, że opuszczam monaster.”

 

– Ojczulku, muszę porozmawiać, podjąć decyzję, jak dalej żyć? Dokumentów nie ma, wiza wygasa, na mnicha nie chcą brać, na Ukrainie wojna.

 

A on mówi: Was, Rosjan, tu na Górze Świętej Matka Boża bardzo kocha, dlatego wy, Rosjanie, ze Świętej Góry i z monasteru nie powinniście odchodzić. Za trzy lata będzie wielka wojna i przyjdzie Rosyjski Car i On was wszystkich wezwie, ponieważ będziecie Mu potrzebni. Wszystkie dokumenty ulegną likwidacji. Wszystkie dokumenty będą zupełnie inne. Przecież rozumiesz, że będzie Car. (1)

 

– Och, tak, Ojczulku, jestem akurat oprycznikiem Monarchy, hieroschimnich Rafael poświęcił mnie w tę sprawę i oto teraz czekam na swoja godzinę.

 

Odpowiedział: – Wiem.

 

A u mnie w głowie taka myśl: Czyżby również i Ojczulka Rafaela on znał?

 

Mówię: – A jak z dokumentami, deportacja, jeśli trzeba będzie nagle wyjeżdżać?

 

A on odpowiada: – jestem już tutaj wiele lat, ciągle wchodzę i wychodzę ze Świętej Góry, i nikt mnie o dokumenty nie pyta. Tak samo będzie i u was. Już wiele lat jestem bez dokumentów, nie miałem ich i nie korzystałem z nich. Kiedy potrzeba, to przemieszczam się tam, gdzie trzeba i nigdy nie były mi one potrzebne. Matka Boża jest zawsze ze mną. (2)

 

– A jeśli w Ouranoupolis nałożą grzywnę lub deportują?

 

– Nie, ja chodzę spokojnie.

 

– A Ty, Ojczulku, pieszo chodzisz?

 

– Tak, ja zawsze po Górze Świętej chodzę pieszo.

 

– I co teraz zrobimy? Praca ciężka, sił na regułę brakuje, czynów żadnych.

 

A on mówi: – Żadnych czynów i nie trzeba, trzeba wypełniać Ewangelię, żyć według Ewangelii, modlić się po prostu do Boga i pracować. To wszystko, co jest wymagane. A potem przyjdzie Car i was wszystkich wezwie.

 

Wtedy mu się poskarżyłem: – Ojczulku, jak żyć, popatrz: wypełniałem posługi cerkiewne, chór i sprawy ołtarza, i organizację festiwali, pracowałem w seminarium, i wszystko Pan mi zabrał i nic nie mogę zrobić, gwoździa żadnego nie mogę wbić, ponieważ moje umiejętności nie są potrzebne.

 

A on mówi: – Aleksandrze, nie sądź tak, Bóg jest w stanie przywrócić i pomnożyć.

 

Następnie udaliśmy się do monasteru. Powiedział: – Odprowadzę cię trochę.

 

Kiedy schodziłem z monasteru na arsanę (przystań), nie było nikogo, ani żadnej duszy, chociaż już był koniec odpoczynku i Grecy powinni wychodzić, pielgrzymi, ale nie było ani jednego pielgrzyma. Kiedy szliśmy z powrotem, szli ludzie na oliwki, jeden coś powiedział. Był 30 metrów od nas,  ukłoniłem mu się i ten odszedł. Poza tym, nie było nikogo. Jest tam olejarnia, tam ojciec Mark pracował z ojcem Amfilohijem. Oto otwarte drzwi, nikt nie wychodził. Od przystani do krzyża, gdzie jest zakręt, który prowadzi do altany, po tej drodze przeszliśmy i już przy samej altanie rozstaliśmy się z dziadkiem. Później wyjaśniło się, że mnisi widzieli na przystani i w okolicach monasteru mnie samego i żadnego dziadka nie widzieli.

 

– Ojczulku, muszę biec do swoich prac. I to wszystko, nie zapytałem go, dokąd dalej zamierza iść, jakoś się nie domyśliłem. W czasie całego spotkania nie dotykaliśmy siebie nawzajem, nawet przy pożegnaniu.

 

Powiedziałem przy pożegnaniu: – Ojczulku, a jak masz na imię?

 

Mówi: – Jak ty. (3)

 

No i na tym się rozstaliśmy. Poszedłem na posiłek, posługiwałem tam. Udałem się do sali jadalnej, zwróciłem uwagę na ikonę – 30 x 40 cm, taka stara ikona Świętego Mikołaja, była tam w niszy. Na ikonie był na pewno on – „dziadek”, różnica była tylko taka, że Święty Mikołaj w stroju biskupa. A wszystkie rysy twarzy, jak na ikonie. Tylko na ikonie Św. Mikołaj ma krótszą brodę.

Czytaj dalej

Categories: ETYKA CERKIEWNA, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | 5 Komentarzy

LESTOWKA STAROOBRZĘDOWCÓW

Co to jest lestowka staroobrzędowców i czym różni się ona od czotek (ros. – чёток) nowoobrzędowców? Duchowe znaczenie lestowki

Фото старообрядческих лестовок

Zdjęcia lestowek staroobrzędowców

 

Lestovka (od staroruskiego słowa „lestwica”, czyli „drabina”) – jest to rodzaj czotek (ros.- чёток),służących do modlitwy u staroobrzędowców. W odróżnieniu od czotek nowoobrzędowców, lestowka zewnętrznie przypomina elastyczną drabinę i symbolizuje w tradycji staroobrzędowców drabinę duchowego wznoszenia się z Ziemi do Nieba. Lestowka  – to tradycyjne dawne prawosławne czotki na Rusi. Życia codziennego każdego chrześcijanina-staroobrzędowca, postępującego zgodnie z cerkiewno-kanoniczną tradycją, nie można sobie wyobrazić bez małej skórzanej lestowki. Jest ona pomocnikiem nie do zastąpienia w regule modlitewnej. Lestowka nazywana jest także „mieczem duchowym” do wypędzania duchowych przeciwników.

 

Chwyć, Panie, Twoją broń i walcz przeciwko tym, którzy mnie prześladują. Powiedz duszy mojej: Jam zbawieniem twoim.  – starożytna modlitwa monastyczna na noszenie lestowki.

 

Treść modlitwy w języku starocerkiewnym:

Изсуй, Господи, оружие Твое и заври сопротив гонящих мя. Рцы души моей: спасение твое есмь Аз, — древняя иноческая молитва на ношение лестовки.

 

Symbole lestowki oraz jej duchowe znaczenie

 

Jak wspinamy się do góry po drabinie rzeczywistej, z każdym stopniem coraz wyżej od Ziemi, tak również i przy pomocy lestowki – drabiny duchowej – wspinamy się duchem do Nieba, kiedy przebieramy palcami jej „stopnie”. Lestowka przedstawia sobą zamknięty krąg – symbol wieczności. Składa się ona z ciasno zaciągniętych i przeplecionych ze sobą twardych skórzanych pętelek, które idą jedna za drugą w ściśle określony sposób, niezmienny w ciągu długich wieków.

 

Początkiem tej modlitewnej drabiny, jest rozciągnięty od łapostków (ros.-„лапостки”), pusty odcinek, od którego zaczyna się nasza praca modlitewna i który jest nazywany „Ziemią”, jako pierwszy wstępny krok w jakiejkolwiek aktywności duchowej. I cały krąg lestwiczny jest głęboko symboliczny, przypomina o wyższym świecie, który powoli wznosi z każdym przebytym stopniem swoich pobożnych rozmówców. A więc, 12 pierwszych małych stopni (ros.-„ступеней”) mówi nam o dwunastu Apostołach Chrystusa. Następne odliczanie – 38 małych stopni, symbolizujących czas przebywania Dzieciątka Jezusa w łonie Najświętszej Bogurodzicy. 2 duże stopnie i zawarte między nimi 38 małych razem stanowią 40 – co jest liczbą tradycyjną dla symboliki cerkiewnej. Dalsze małe 33 stopnie oznaczają lata ziemskiego życia Zbawiciela, a ostatnie 17 – starotestamentowych proroków, którzy mówili o Chrystusie. Pusta przestrzeń przed łapostkami symbolizuje tutaj Niebo.

Лестовка наставника безпоповской поморской общины. Современная работа

Lestowka nauczyciela bezpopowskiej pomorskiej wspólnoty. Praca współczesna

 

Ściśle zachowana jest zapowiadana jeszcze w czwartym wieku przez Św. Bazylego Wielkiego ogólna liczba stopni – sto małych, oddzielonych przez trzy duże. Sześć odrębnych dużych stopni, znajdujących się przed górną krawędzią łapostków, wraz z trzema dużymi stopniami lestowki symbolizują dziewięć stanów (chórów) anielskich. Przypominają nam o aniołach – stróżach, którzy nieustannie wspierają ludzi w długim i pracochłonnym wspinaniu się po duchowej drabinie i ostrzegają przed upadkami.

 

Zamknięty krąg stopni – to przypomnienie o nieustannej modlitwie. Cztery trójkątne (na cześć Świętej Trójcy) łapostki symbolizują czterech Ewangelistów, obszyte obrzeża wokół łapostków – nauczanie Ewangelii. Wewnątrz, pomiędzy górnymi łapostkami, wszywa się siedem niewielkich łatek tkaniny lub koralików – „przesuwek” (ros.- („передвижек”) zgodnie z liczbą siedmiu Sakramentów.

Czytaj dalej

Categories: ETYKA CERKIEWNA, MODLITWY PRAWOSŁAWNE, POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

NOWOOBRZĘDOWCY POWINNI PRZYJŚĆ DO TEGO, OD CZEGO ODESZLI

Bp Jewmienij: Nowoobrzędowcy powinni przyjść do tego, od czego odeszli

Вл.Евмений: Новообрядцы должны прийти к тому, от чего ушли

 

Powtarzamy materiał w związku z 73-letnim dniem Anioła, który czcigodny Biskup Jewmienij obchodził 20 listopada 2015 roku i przyłączamy się do mnóstwa gratulacji i pozdrowień w sieciach społecznościowych!

 

 

Мно-га-я ле-та, мно-га-я ле-та, мно-га-я ле–та!

Многая Лета, крюки, Епископ Евмений, о.Евгений Михеев, старообрядцы, Молдавская епархия РПСЦ, Кишинёв, Вознюк, Верея, Рогожское, Россия, Политика, ГУЛАГ, репрессии, гонения, СССР, Советская власть, лагеря, потомственные, староверы, Рогожская Слобода, чиновники, партийные, коммунисты, биография, советская власть, Брежневская эпоха, РПЦ МП, застой, Москва, жизнеописание, биография, Рогожская Слобода, митрополит Корнилий, Митрополит Алимпий, Епископ Геронтий Лакомкин, Русская Планета

Biskup Jewmienij (Michiejew), zdjęcie opublikowane na stronie o.Aleksieja Michiejewa z okazji 73-go dnia Anioła Władyki

 

Artykuł z maja 2014 roku

 

W związku z dziesięcioleciem arcypasterskiej służby Władyki Jewmienija (Michiejewa) ponownie publikujemy wywiad sprawozdawcy z portalu internetowego „Rosyjska Planeta” Siergieja Prostakowa z Biskupem Kiszyniowskim i całej Mołdawii Rosyjskiej Prawosławnej Cerkwi Staroobrzędowców, który został przeprowadzony w maju 2014 roku.

 

Temat rozmowy – wzajemne stosunki Cerkwi i władz w czasach sowieckich i drogi Biskup Jewmienij, którego nazwisko jest znane każdemu mieszkańcowi Moskwy, świadczy o tym okresie z pierwszej ręki. Wywiad ten jest ciągiem dalszym serii reportaży niezależnych mediów o hierarchii staroobrzędowców. Na końcu artykułu jest podany nie mniej ciekawy wywiad Nowosybirskiego Biskupa Siłuana, jak również pierwszy od kilku lat wywiad Metropolity Korneliusza dla federalnego kanału telewizyjnego. Pozostałe materiały również usilnie zalecamy przeczytać.

 

Z kolei redakcja strony STAROVE.RU wykonała drobną pracę archiwalną i oferuje czytelnikom ekskluzywny wybór zdjęć naszego biskupa. Za zdjęcia, przesłane do nas w różnych latach, kłaniamy się nisko Władimirowi Sajapinowi, Alinie Rodionowej, Wadimowi Sztrikowi, Diemianowi Tkaczowowi, Andrejowi Fadiejenko, Władimirowi Niesowowi, Maksimowi Szerowi i Olegowi Chochłowowi. Jeśli są u Państwa inne zdjęcia, na przykład, z czasów radzieckich – przyślijcie je do nas na adres e-mail mstarover@pisem.net   Dodatkowe ilustracje do tego artykułu są również w głównym źródle – na stronie „Rosyjska Planeta” («Русская Планета»).

.

Епископ Евмений, о.Евгений Михеев, старообрядцы, Молдавская епархия РПСЦ, Кишинёв, Вознюк, Верея, Рогожское, Россия, Политика, ГУЛАГ, репрессии, гонения, СССР, Советская власть, лагеря, потомственные, староверы, Рогожская Слобода, чиновники, партийные, коммунисты, биография, советская власть, Брежневская эпоха, РПЦ МП, застой, Москва, жизнеописание, биография, Рогожская Слобода, митрополит Корнилий, Митрополит Алимпий, Епископ Геронтий Лакомкин, Русская Планета

„Wtedy nie badali, jaki przed nimi kapłan – staroobrzędowy czy nikoniański”

 

Staroobrzędowy Biskup Jewmienij opowiedział o różnicy między prześladowaniami bolszewickimi a carskimi, o ukrytych staroobrzędowcach wśród członków KPZR i triumfie Prawosławia po upadku  sowieckiej historii.

 

„Rosyjska Planeta” kontynuuje serię wywiadów z przedstawicielami różnych ruchów ideologicznych i religijnych o ich doświadczeniu w obronić swoich przekonań w czasach sowieckich. Kolejnym rozmówcą wydania – jest biskup Rosyjskiej Prawosławnej Staroobrzędowej Cerkwi Jewmienij, który stoi na czele Diecezji Kiszyniowskiej. Władyka Jewmienij urodził się w 1942 roku w rodzinie staroobrzędowców. W ciągu kilku dziesięcioleci był on jednym z niewielu czynnych starowierskich kapłanów w Związku Sowieckim, sprawujących służbę Bożą w okolicach Moskwy i w wielu innych regionach. Obecnie jest jednym z najbardziej autorytatywnych hierarchów w Staroobrzędowej Cerkwi Sogłasija Biełokrynickieo.

 

Епископ Евмений, о.Евгений Михеев, старообрядцы, Молдавская епархия РПСЦ, Кишинёв, Вознюк, Верея, Рогожское, Россия, Политика, ГУЛАГ, репрессии, гонения, СССР, Советская власть, лагеря, потомственные, староверы, Рогожская Слобода, чиновники, партийные, коммунисты, биография, советская власть, Брежневская эпоха, РПЦ МП, застой, Москва, жизнеописание, биография, Рогожская Слобода, митрополит Корнилий, Митрополит Алимпий, Епископ Геронтий Лакомкин, Русская Планета
Biskup Jewmienij w kruchcie świątyni Pokrowskiej w Rogożskiej Słobodzie. Zdjęcie: Maksym Szer    „Rosyjska Planeta” / «Русская планета»

 

Dlaczego przyjął Biskup święcenia kapłańskie?

 

Ponieważ urodziłem się i wychowałem w rodzinie kapłańskiej.

 

Mój dziadek, protojerej Piotr Siemionowicz Michiejew był dziekanem w województwie moskiewskim. Zmarł 25 listopada 1953 roku. W tamtych latach biskupem mołdawskim był Józef Morżakow (ros.-Иосиф Моржаков), to on pochował mego dziadka. Ojciec Piotr był szanowanym kapłanem, wiele lat ukrywał się przed władzami sowieckimi, kontynuując służbę, ale nie uniknął aresztowania. Spędził wiele lat w obozie, przy budowie Kanału na Morzu Białym. Zaraz po wojnie wrócił i kontynuował służbę we wsi Szuwoje w województwie moskiewskim. Jest to wioska staroobrzędowska w odległości dziesięciu kilometrów od Jegorjewska. Tam mieszkam.

 

Po wojnie, w Szuwoje, z rówieśnikami chodziliśmy do świątyni. I jakichś szczególnych prześladowań już w tych czasach nie odczuwaliśmy. Być może powodem było to, że przewodniczącym rady wiejskiej w tym czasie był staroobrzędowiec i wszyscy mieszkańcy wsi byli staroobrzędowcami lub pochodzili z ich rodzin. I wszyscy wspieraliśmy się nawzajem. A sekretarz rady wiejskiej w ogóle pomagała dziadkowi w jego sprawach, pomagała z zaświadczeniami, kiedy musiał on gdzieś pojechać, aby sprawować Liturgię.

Czytaj dalej

Categories: ETYKA CERKIEWNA, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

UNIA BRZESKA

W bieżącym roku mija 420 lat od zawarcia unii brzeskiej, unii  tak bardzo brzemiennej w skutkach dla Prawosławia, w szczególności dla Cerkwi prawosławnej na Ukrainie, Białorusi i w Polsce. Zanim jednak powiemy słów kilka o samej unii, spróbujmy zastanowić się nad przyczynami odwiecznej ekspansji Watykanu na Wschód, podejmowania przeróżnych, wyszukanych form podporządkowania sobie Prawosławia, a  przede wszystkim  uznania zwierzchnictwa papieża.

W historii  pierwszych wieków Kościoła znajdujemy wśród biskupów Rzymu, zwanych papieżami, osoby niezwykłe, wielkich teologów, postacie  zaliczone  przez cały Kościół  do grona  świętych. Mamy tu na względzie  św. Klemensa, którego relikwie  toczą miro w Kijowie po dzień dzisiejszy,  św. Grzegorza – autora Liturgii Uprzednio Poświęconych Darów i wielu innych.  Ponadto biskupi Rzymu odegrali znaczącą rolę w zakresie obrony czystości nauki chrześcijańskiej i postanowień soborów powszechnych.

Zmiany w postawach papieży  następowały  stopniowego, w miarę przenikania do Kościoła zachodniego  różnych  innowacji doktrynalnych. Jedną z nich była teoria o pochodzeniu Ducha Świętego od Ojca i Syna, znana jako Filioque. Pomimo kategorycznego  potępienia tej nauki przez Kościół Wschodni, uznanej za  wielką herezję,  papież  po czasie przyjął  ją  jako dogmat. Jako niedawny obrońca czystości wiary, wiedział doskonale czym jest herezja.  Według Ojców świętych jest to śmierć duchowa dla  każdego, kto przyjmuje ją za prawdę ewangeliczną. Potwierdzeniem tej tragedii dla chrześcijan Zachodu była rosnąca duma i nienawistna Bogu pycha  papieży. Uzurpowali oni sobie prawo bycia nie tylko królami ludzkich dusz ale i królami królów. Kolejne herezje, większość których powstała w samym Watykanie, popychała papieży na tę zgubną dla Kościoła drogę. Szczytem tych dążeń było ogłoszenie się wikariuszami Samego Boga, Chrystusa i Jego namiestnikami na ziemi. Był to nie tylko dowód wielkiego upadku, ale jednocześnie wielkie bluźnierstwo przeciwko Bogu.

Analizując historię Kościoła Wschodniego widzimy, że niemal od samego początku dwie siły, sterowane przez tego samego ducha   –  judaizm i katolicyzm  – upatrują w Prawosławiu swojego wroga.  Wiadomo, zło nienawidzi prawdy. Ten sam zły anioł nakłaniał Chrystusa aby, za cenę rządzenia światem, oddał mu pokłon. Jak wiemy z Ewangelii  szatan odstąpił ale najwidoczniej nie zrezygnował. Do grzechu tego podstępnie  nakłonił  biskupa Rzymu, który zasiadał na tzw. stolicy apostolskiej. Jaskrawym przykładem tego upadku był papież Aleksander Borgia i jemu podobni. Nie dziwmy się zatem, że Prawosławie  znalazło się na celowniku Watykanu. Wygląda na to, że  papieże, świadomie  lub nieświadomie, postępują tak jakby chcieli zagłuszyć  własne  sumienie,  obciążone ciężkim grzechem odstępstwa od Prawdy.   W tym niektórzy upatrują  przyczynę odwiecznej ekspansji Watykanu na Wschód.

W XVI w. na skutek reformacji odpadło od Kościoła katolickiego pół Europy.      Watykan pragnął odbudować tę stratę wyprawą na Wschód z zawładnięciem Moskwy włącznie. Ponieważ nie wchodziła w rachubę krucjata militarna jak niegdyś do Palestyny,  wykorzystał dla swoich celów   katolicką Rzeczpospolitą.

Przygotowania do unii kościelnej ze strony Watykanu były solidne. Poprzedziły ją  unie polityczne pomiędzy, w większości prawosławnym, Wielkim Księstwem Litewskim i katolicką  Polską. Były to unia w Krewie, na mocy której Jagiełło   „ziemie litewskie i ruskie”  zobowiązał się przekazać Polsce, unia lubelska,   w wyniku  której  niemal całe Księstwo Litewskie  stało  się podległe Koronie.

Dla zawarcia unii kościelnej  wystarczyło Watykanowi pozyskać kilku wiarołomnych biskupów prawosławnych, m.in. Hilarego Pocieja i Cyryla Terleckiego.  W roku 1596   podpisali oni  akta unii,  po czym  Watykan ogłosił wejście Cerkwi ruskiej pod władzę papieża.

Wielki obrońca Prawosławia – Wojewoda Kijowski książę Ostrogski  o unii pisał tak:    „Co może być bardziej  bezwstydnego i nie prawego, jak to że kilku nieprzyzwoitych ludzi, postanowiwszy po złodziejsku wyrzec się swoich pasterzy – najdostojniejszych patriarchów, od których przyjęli święcenia i urzędy, miało czelność nas wszystkich prawowiernych gwałtem, jakby mieli do czynienia z bydlętami, wedle swojej woli  od prawdy odrywać i za sobą na pohybel prowadzić”.

Unię, jak wiadomo, wspierali królowie polscy, w szczególności Zygmunt III Waza.   Lansował on politykę jednej religii panującej tj. rzymskiego katolicyzmu. Do Polski sprowadzono jezuitów, bernardynów, franciszkanów, dominikanów. W wielu miastach założono szkoły i kolegia katolickie. I zaczęło się. Prawosławnych wszelkimi sposobami zmuszano do przyjęcia unii. Odbierano im świątynie, pozbawiano miejsc pracy, zamykano w więzieniach. Dochodziło nawet do przemocy i zabójstw. Ofiarą unii stał się św. Atanazy Brzeski. Unia jak epidemia objęła  ogromne obszary i podzieliła naród. Prawosławnym wmawiano: przyjmijcie naszą wiarę, gdyż bez nas i naszej wiary nie zbawicie swoich dusz. Bez nas będziecie niewolnikami. Z nami uzyskacie taką samą godność  jaką posiadamy my, a po śmierci wstąpicie do raju. Przyjmijcie naszą wiarę dobrowolnie, jeśli nie to zmusimy was siłą,  działając rzecz jasna w waszym interesie. Prawo takie posiadamy od Boga po przez naszego papieża. Z pewnością tak mogła wyglądać agitacja do unii. Pod maską   chrześcijaństwa  kryła się  hipokryzja i pycha katolicyzmu.

Unia zakorzeniła się na Ukrainie zachodniej, częściowo na Białorusi i w Polsce. Unitom pozwolono zachować ryt liturgii wschodniej z jednoczesnym uznaniem papieża jako głowy Kościoła ze wszystkimi herezjami katolicyzmu. Ważnym argumentem,  przekonującym  do przyjęcia  unii, było twierdzenie Watykanu o braku łaski Bożej w chrześcijaństwie wschodnim. Opinia taka, niestety, pozostaje żywa w katolicyzmie po dzień dzisiejszy.

Unia rozdarła Ukrainę na części i doprowadziła do  upadku Polski. Stała się przyczyną  wielu problemów  ukraińskich.  Potrafiła  skłócać i dzielić naród, doprowadzając do wojen bratobójczych. Trudno jest zrozumieć, że zjawisko sprzed 400 lat do dziś nie utraciło swojego zgubnego oddziaływania. Cała nienawiść do Prawosławia sięga swoimi korzeniami  czasów unii. Na tym opiera się cała rusofobia, historia Ukrainy, jej nacjonalizm.  I najsmutniejsze jest to, że  szanse wyzdrowienia Ukrainy są znikome.

Wprowadzając unię Watykan odniósł zwycięstwo. Do dziś uważa  on unię  za właściwą formę zjednoczenia z Prawosławiem. Wokół tych tematów krążą rozmowy ekumeniczne. Trwają one już wiele lat i jaki z tego   rezultat?   Jak dotąd, z niczego Watykan nie zrezygnował. Kościół katolicki posiada dobrze przygotowanych do dyskusji teologów. Ponadto nie brakuje im sprytu i przebiegłości jezuickiej.  Pycha  i obłuda nie pozwala  im na jakiekolwiek ustępstwa wobec Prawosławia. Na straży swoich racji stoi również papież. Warto przypomnieć niedawną wypowiedź przewodniczącego Kongregacji Wiary biskupa Racingera, późniejszego papieża, że Prawosławie to żaden kościół, to zaledwie doktryna.  W takiej sytuacji  nie oczekujmy sukcesów.  Przeciwnie, krok po kroku Watykan oskubie nas z naszych najświętszych  prawd ewangelicznych i świętej Tradycji. Twierdzenie naszych ekumenistów, że w ten sposób niosą światło Prawosławia odpadłym Kościołom Zachodu, nie usprawiedliwia tej polityki. Trudno sobie wyobrazić, aby nieomylny w sferze wiary papież, król dusz, ponad miliarda wyznawców, mógł przyznać się do błędu, do głoszenia nauk sprzecznych z postanowieniami soborów powszechnych i wielu innowacji teologicznych. Doprowadziłoby to do podziału Kościoła katolickiego, upadku wiary,  a nawet wyrzeczenia się katolicyzmu przez masy wyznawców. Mamy nadzieję, że nasi ekumeniści świadomi  tej sytuacji   nie dopuszczą do kolejnej unii z Watykanem,  bowiem  Prawosławie tego już może nie wytrzymać.

KSIĄŻKA WARTA UWAGI: http://prawoslawnikatolicy.pl/wp-content/uploads/2014/03/Unia-Brzeska-1596.pdf

http://janpielgrzym.ucoz.com/publ/unia_brzeska/6-1-0-215

Categories: HEREZJE, PRAWOSŁAWIE, PRZECIW EKUMENIZMOWI, STRONA GŁÓWNA, ŚWIĘCI PATRONI PRAWOSŁAWNEGO BRACTWA | Dodaj komentarz

ROZMOWA O JĘZYKU NABOŻEŃSTW

Umiłowani w Panu bracia i siostry, zastanówmy się – zdarza się, ostatnio coraz częściej, że wielki skarb, który posiadała i do dzisiaj posiada nasza Prawosławna Cerkiew w postaci swojego liturgicznego języka, jest coraz mniej przez nas ceniony. Coraz częściej słyszymy, że modlitwy podczas nabożęństw czytane są w języku, który nie został uświęcony Cerkiewną Tradycją, w języku obcym Świętej Cekiewnej Tradycji. Jest to bardzo groźny znak.

Tłumaczenie służby na współczesny język: rosyjski, polski, czy też ukraiński – jest złowieszczą, martwą pieczęcią modernizmu, reformacji Prawosławia i odrodzonego w ostatnich latach renowacjonizmu.
Język jest wielką liturgiczną tajemnicą; ikoną, pisaną słowem; modlitewnym rytmem serca każdego z nas. Język jest realnym, choć nie do końca pojętym zjednoczeniem z Twórcą.
Jeśli język cerkiewnosłowiański jest dla was nie całkiem zrozumiały, drodzy bracia i siostry, nie powinniście się martwić, wszystko jedno, czy jesteście Ukraińcami, Rosjanami, Polakami czy Białorusinami. Jeśli okażecie wierność Tradycji Cerkwi, święty cerkiewny język sam w cudowny sposób uzupełni wasze braki, podniesie na skrzydłach swojej łaski i zaniesie was prosto do Pana, Który nie będzie liczyć punktów za waszą wiedzę, a będzie patrzeć w wasze serce – na ile drżąco odnosicie się do Jego Narzeczonej – Cerkwi i na ile drogie jest dla was to, co składa się na Jej świat, Jej porządek, jej prawo i świętość.
Powtórzmy, jeśli nie rozumiecie cerkiewnego języka, zaufajcie jego łasce, otwórzcie serce i kontynuujcie pokorną modlitwę. Natomiast w wolnym czasie, jeśli macie możliwość (jeśli nie macie, nic strasznego), usiądźcie nad podręcznikiem – przecież nie żałujecie czasu na naukę angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, chcecie stać się pełnowartościowymi „Europejczykami”, czyżbyście nie chcieli dostać się do Królestwa Niebieskiego? Nie należy dostrajać Cerkwi do siebie, to wy sami powinniście ciągnąć do Niej i nie zachowywać się w Niej tak, jak u siebie w domu. W żadnym wypadku nie próbujcie w Cerkwi ustanawiać nowych porządków, jest to wielki i zgubny dla zbawienia grzech. Proście duchowieństwo, aby nie szło ono w ślad za naszymi wspólnymi słabościami i aby nie eksperymentowało z językiem liturgicznym. Oczywiście to nie musi dotyczyć języka Apostoła i Ewangelii, a także języka kazania. Macie pełne cerkiewne prawo zwrócić się do duchowieństwa z prośbą (ustną lub pisemną), nie będzie to grzechem, to będzie świętą gorliwość, za którą Pan wybaczy wam niejeden grzech.
Współczesne języki – polski, rosyjski czy ukraiński, nie są w stanie oddać bogatych niuansów cerkiewnego życia i modlitewnych stanów. Współczesny język nigdy nie wywoła skruchy i szczerej pokuty, współczesny język jest skalany w podstawowym stopniu – niesie on w sobie skrycie ładunek wulgaryzmów, przekleństw i innych nikczemności. Tego wszystkiego nie ma w naszym sakralnym języku, w którym wysławiamy Pana, modlimy się do Niego, prosimy Go o zmiłowanie się. Modlitwa we współczesnym języku nie dosięgnie uszu Boga, gdyż każde, nawet małe odstępstwo będzie Mu bolesne. Jednak w miłości nie ma małych odstępstw. Wszystkie są wielkie, gdyż gaszą miłość. Wykorzystywanie współczesnego jezyka w liturgii to, mimo wszystko, „spowijanie bieli gołębia w czerń”, przytaczając zagadkowe porównanie świętego Jana Klimaka.
Kończąc naszą rozmowę, chcielibyśmy wam przypomnieć, że bolszewicy walkę z Cerkwią zaczęli właśnie od przekładu liturgii na język rosyjski – to oni sprowokowali reformatorski rozłam. O! Oni wiedzieli jak zatrzymuje się serce liturgii, oni doskonale rozumieli, co gasi Ducha. Weźmy przykład z historii i okarzmy wierność Świętej Tradycji, tym bardziej że język cerkiewnosłowiański to ostatnia rzecz, która jednoczy tak gorąco ukochany przez Boga i znienawidzony przez ciemne siły Słowiański Prawosławny Świat.
Categories: ETYKA CERKIEWNA, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz