DZIESIĘĆ PISM O STAROWIERSTWIE.

 

Kapłan-męczennik Andriej, biskup Ufijski (Książę Uchtomski).

 

Kapłan-męczennik Andriej, biskup Ufijski (Książę Uchtomski) rozstrzelany w 1937 roku w więzieniu w Jarosławiu, kanonizowany w 1981 roku przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną Za Granicą.

 

 

Lata 1923 – 1925

 

  1. Seminaryjne kłamstwo o starowierstwie

 

Do liczby wielkich grzechów naszych tak zwanych seminariów duchownych można odnieść całą literaturę seminaryjną na temat rosyjskiego rozłamu (ros.- расколa) starowierstwa. Cała urzędowo-seminaryjna historia rozłamu starowierstwa i piętnowanie tego rzekomego rozłamu – jest to jedno kompletne kłamstwo, za wyjątkiem znikomego wyjątku; zwykła urzędowa opinia naszych teologów na ten rozłam (ros. – raskoł – раскол; pol.-schizma) jest taka, że rozłam jest produktem narodowej głupoty i niewiedzy. Dosłownie tak mówili w prasie nasi synodalni misjonarze tacy jak Ajwazow, Skworcow i inni. I tylko bardzo nieliczna grupa rosyjskich myślicieli patrzyła na raskoł inaczej.

 

Wśród wielkich myślicieli rosyjskich, którzy umieli mówić o rozłamie prawdę obywatelską, był Nikita Pietrowicz Gilarow-Płatonow. Napisał doskonały, choć krótki esej zatytułowany „Logika rozłamu”. Gilarow w tej pracy powiedział, że „przy petersburskim urzędowym Prawosławiu, przy straszliwej pogardzie dla religii, która jest wychowywana przez to urzędowo – policyjne Prawosławie, wszystko co czyste, uczciwe i sumienne powinno odejść od tej państwowej Cerkwi i stworzyć swoje wolne wspólnoty albo w Cerkwi staroobrzędowej, albo w rozłamie sekciarskim”. I rzeczywiście, od czasu do czasu rozdział i sekciarstwo tylko się rozwijały, pomimo wszystkich prześladowań sądowych i policyjnych. Tymczasem polityka patronatu państwa nad Cerkwią nadal demoralizowała sług Cerkwi, dopóki sprawa nie doszła do straszliwego „rasputinizmu, kiedy brudny nadworny rozpustnik zaczął jawnie komenderować urzędnikami Cerkwi w sutannach, a Prawosławni tylko milczeli i pokornieli przed wszelką zwykłą obrzydliwością.

 

W tym czasie staroobrzędowcy mądrze zachowywali nakazy najlepszych rosyjskich ludzi i swoją rodzimą kulturę chrześcijańską. Pod tym względem bardzo charakterystyczną jest opinia Metropolity Moskiewskiego Filareta, który mówił, że drogi Boga są nieprzeniknione i że tylko rosyjskie starowierstwo uratowało w XVIII – XIX wieku rosyjską hierarchię przed katolicyzmem, a rosyjską arystokrację – przed nadwornym protestantyzmem. Ale nawet do dziś starowierstwo pozostało wierne Chrystusowi i Jego Cerkwi wśród powszechnej rosyjskiej apostazji, odstępstwa od Boga. Starowierstwo wycierpiało sobie swoją hierarchię. Hierarchia ta, chociaż kanonicznie była kwestionowana, jednak pozostała wierna cerkiewnym początkom i nie uległa pokusie cezaropapizmu. Staroobrzędowcy w swoich wspólnotach zachowali cerkiewny wspólnotowy soborowy rozum i prawdziwą chrześcijańską zasadę: wolności, równości i braterstwa.

 

Tak więc, pomimo dwóch wieków prześladowań, pomimo całego uczonego kłamstwa o istocie starowierstwa, mimo wszystkich oszczerstw przeciwko niemu, starowierstwo doniosło do naszych dni prawdę o autentycznym Prawosławiu i zachowało czystym i nieskalanym ideał życia cerkiewno-społecznego.

P.S.Ale przepraszam, za pozwoleniem! Skąd wzięliście odwagę, aby to napisać po pięćdziesięciu latach? A przedtem milczeliście? To pytanie – zarzut mojego czytelnika pod moim adresem uznaję za całkiem uzasadniony, ale wnoszę małą korektę: mówiłem o starowierstwie prawdę począwszy od 1901 roku: mówiłem, chociaż słabo. Wtedy grzmiały jeszcze takie autorytety, jak Subbotin, Iwanowskij i sam Pobiedonoscew, i żaden głos krytyki nie mógł przełamać panującego złego systemu prześladowań wolności sumienia.

 

  1. Starowierstwo jako nieudany termin

 

Trudno powiedzieć, skąd wziął się ten termin „starowierstwo, staroobrzędowstwo”, ale możemy powiedzieć na pewno, że termin ten jest dość niefortunny, ponieważ wcale nie wyraża on istoty tego ogromnego zjawiska historycznego, które jest nazywane starowierstwem.

Na temat starowierstwa istnieje kilka poglądów: niektórzy ludzie uważają, że jest to przejaw braku kultury rosyjskiej. Tak patrzeli nasi misjonarze i władze policyjne. Inni uważali, że był to ruch ziemski, ludowy protest przeciwko uciskowi państwowemu, który rozpoczął się od czasu reformy imperatora Piotra. Inni patrzyli na starowierstwo, jak na zjawisko cerkiewno – kulturowe, jak na wielką próbę narodu rosyjskiego zachowania swojej duszy narodowej i ochrony życia całej ziemi rosyjskiej przed niszczącym wpływem cywilizacji miejskiej. Ostatnie spojrzenie jest absolutnie sprawiedliwe. Starowierstwo zachowało, rzeczywiście, w swoim środowisku prawdziwie rosyjską kulturę, swoją ludową, całkowicie wolną republikę. Od władzy carskiej staroobrzędowcy cierpieli tylko prześladowania, w większym lub mniejszym stopniu, począwszy od czasów imperatora Piotra. Imperatorzy żądali bezwarunkowego milczącego posłuszeństwa sobie. Staroobrzędowcy żądali dla siebie wolności myśli i wolności życia publicznego. Imperatorzy wnosili do życia początek niemieckiej cywilizacji państwowej. Staroobrzędowcy występowali przeciwko tej przemocy cywilizacji, głosząc wolność ducha narodowego i kultury narodowej. Co prawda, przywódcy ruchu staroobrzędowego bardzo często nie umieli w zrozumiały sposób wyrazić swoje myśli, ale instynkt prawdy, zmysł rzeczywistej prawdy ich nigdy nie opuścił i ożywiał ich na dwa wieki cierpień za prawdę. Tymczasem wielu misjonarzy prowadziło niegodną zdradziecką politykę wobec staroobrzędowców; z jednej strony, przedstawiali oni staroobrzędowców jako przedstawicieli narodowej niewiedzy i głupiego uporu; z drugiej strony misjonarze szczuli władzę cywilną na staroobrzędowców, jak na jakichś buntowników – w ten sposób najsilniejsze kulturalne osobistości narodu rosyjskiego były wydalane i na Kaukaz, i do Rumunii i na Syberię, a nawet do Mongolii. I jechali Rosjanie do obcych krajów, pod przezwiskiem staroobrzędowców, opuszczając ojczystą ziemię, przez nikogo nie rozumiani i przez wszystkich oczerniani. Ogólny ruch przeciwko nim polegał na tym, że są oni fanatykami obrzędu wiary. W rzeczywistości staroobrzędowcy nigdy nie byli obrzędowiercami, ale zawsze pamiętali tę prostą prawdę psychologiczną, że środowisko albo wychowuje albo deprawuje człowieka. I tak oto, broniąc prawa do własnego samostanowienia, staroobrzędowcy cierpieli za swój rodzimy byt, i to z ich grona wyrastali pierwsi rosyjscy świadomi obywatele. A ci, którzy wypędzali staroobrzędowców, jak byli niewolnikami i lokajami tak i pozostali nimi do teraz. Wcześniej oczerniali oni staroobrzędowców, a teraz oczerniają tak zwanych starocerkowników (ros.- cтароцерковников), ujawniających bezprawie „Żywej Cerkwi”.

 

Staroobrzędowcy XVII – XVIII wieku – to są obecnie prześladowani starocerkownicy. Dominująca Cerkiew XVII – XVIII wieku – to jest obecna Żywa Cerkiew z jej więzieniami i twierdzami ze sprzedajnością i antycerkiewnością.

 

III. Staroobrzędowość i bezobrzędowość

 

Jeżeli przyjąć termin „staroobrzędowcy” dla tych, którzy uparcie pozostawali wierni dawnym czasom, i kto z uporem nazywał siebie po prostu synami prawdziwego starożytnego Prawosławia, to jak nazwać tych, którzy zdradzili starożytno-cerkiewny byt? Należałoby ich nazwać nowoobrzędowcami, ale oni żadnego nowego obrzędu nie wprowadzili w życie, a tylko wypaczyli dawne obrzędy. Zostały wprowadzone nowe księgi liturgiczne, a wraz z tymi księgami – kompletne naruszenie jakiegokolwiek Ustawu (kodeksu, regulaminu) i wprowadzenie jednej pół bluźnierczej reguły: „jak zezwoli przełożony.” Tak więc, można zupełnie bezstronnie nazwać ten nowy kierunek życia, przeciwstawny staroobrzędowemu – po prostu  jako bezobrzędowość. Za staroobrzędowością pozostała zatem cerkiewna dyscyplina i dobre wychowanie, a wśród nowoobrzędowców, jako ich smutny przywilej, zaczęły się rozwijać niedbalstwo cerkiewne, moralna rozwiązłość i całkowity brak zasad. Staroobrzędowcy bronili dla siebie wolności życia cerkiewnego, i w istocie byli prawdziwymi republikanami ze wspaniałym ideałem biblijnej teokracji. To byli ludowi obrońcy ludowej kultury. Nowoobrzędowcy w istocie byli zawsze tylko bezobrzędowcami, kłaniając się jedynie przed zewnętrznym blaskiem policyjnej państwowości, w głębi duszy byli tylko niewolnikami i lokajami wszelkiej władzy, tylko żeby godziła się ona ich karmić. Zasada ta, głęboko antyludowa i antykulturowa, czasami była wyrażana w życiu skrajnym cynizmem. Na przykład, jeden dumny ulubieniec imperatora Aleksandra I Arakcziejew, kiedy mówiono mu, że wszystkie jego działania są szkodliwe dla Ojczyzny, odpowiadał: „Co mi tam ojczyzna, byłby tylko zadowolony car – batiuszka.” Taka przeklęta służalczość przed carem, w końcu stworzyła ten wstydliwy rozdział historii Rosji, który można by zatytułować „rasputinszczyzna”. W tym czasie, głupi car stał się niemal członkiem chłystowskiej sekty, a słudzy Cerkwi zapomnieli o swoich obowiązkach przed cerkiewnym narodem i płaszczyli się przed nielegalną władzą. Tacy byli nie staroobrędowcy. A staroobrzędowcy z przerażeniem patrzeli na to oddychanie Antychrysta i przepowiadali bliski upadek całej tej „nikoniańskiej” hierarchii ze wszystkimi jej regulaminami misjonarskimi i komisjonarskimi. I wkrótce spełniła się ta przepowiednia i wszystko się rozwaliło aż do podstaw. I ujawniły się wrzody „panującej” Cerkwi. Panująca hierarchia okazała się głęboko oderwaną od narodu, nieznaną przez niego i niepotrzebną dla niego. Naród, wychowany na przemocy i nieprzyzwyczajony do szanowania ani siebie, ani innych – przekształcił się w tłum niereligijny, niemoralny i dlatego dziki, groźny. A rosyjscy rewolucjoniści z inteligencji krzyczeli do tego narodu: „Naplujcie na Rosję, niech żyje rewolucja światowa”. I rosyjski dziki tłum oszalał z zachwytu, od stóp do głów okłamany i opluty albo przez Arakcziejewych, albo ich wychowanków. Więc systematyczne przestępstwa wobec Cerkwi ze strony władzy cesarskiej przyniosły narodowi rosyjskiemu następujące gorzkie owoce:

 

1) pełna bezobrzędowość i rozkład życia cerkiewnego;

 

2) oderwanie hierarchii od narodu;

 

3) brak zasad moralnych, tak katastrofalnych dla narodu;

 

4) jako skutek braku zasad moralnych – jego kosmopolityzm, tak przeciwstawny zdrowemu internacjonalizmowi, kiedy jeden moralnie silny naród szanuje inny naród.

 

  1. „Nikonianizm” jako cezaropapizm

 

Staroobrzędowcy zawsze wytykają prawosławnym „nowoobrzędowcom” „nikonianizm”, przyrównując nikonianizm do największych herezji, podobnych do arianizmu. A „nikoniańscy” misjonarze zawsze przekonywali, że żadnego „nikonianizmu” nie ma, że każde oskarżenie dominującego Prawosławia o jakąś herezję jest ordynarnym oszczerstwem ignorantów. Ponieważ obie strony w warunkach cenzury nie mogły wypowiedzieć jednak pełnej prawdy, to nikonianizm dominującej Cerkwi był dla niewielu zrozumiały, a dla wielu wydawał się naprawdę oszczerstwem na Prawosławie. Ale rewolucja wszystko wyjaśniła i wiele udowodniła. Rewolucja pokazała, na ile staroobrzędowcy właściwie oceniali i rozumieli istotę patronatu państwa nad Cerkwią, na ile mieli rację, nie ulegając pokusie tego patronatu. Rewolucja wyjaśniła również całą niecerkiewność   dominującej hierarchii. Hierarchia ta okazała się naprawdę solą, która straciła całą swą moc.

 

Oto jak wielkie konsekwencje miał z początku nieistotny błąd patriarchy Nikona. „Nikonianizm” rozpoczął się w istocie od tego, jak car Aleksiej Michajłowicz nazwał patriarchę Nikona „wielkim panem, monarchą” (ros.- «великим государем»). U nowego wielkiego pana od tego zakręciła się jego żądna władzy głowa, wkrótce Nikon wydał jakieś drobne polecenie bez decyzji soborowej. Najbliższe patriarsze duchowieństwo zaznaczyło mu, że nie ma on prawa do dowodzenia całą trzodą, a ma jedynie obowiązek, aby ją uczyć. Patriarcha się obraził i zażądał realizacji poleceń. Archiprezbiter Habakuk (ros- Аввакум) odmówił ich wykonania, chociaż przewidział, że „zima chce nadejść”, to znaczy, że nastąpi prześladowanie. Patriarcha zdecydował się oprzeć na mieczu cara … Od tego samego miecza, patriarcha Nikon wkrótce sam ucierpiał, ale car w osobie imperatora Piotra, postanowił już nie wypuszczać z rąk tego miecza w stosunku do Cerkwi i zaczął dowodzić (komenderować) hierarchią cerkiewną dokładnie tak samo, jak komenderował swoimi „wojskami ćwiczebnymi” (ros.- «потешными»). Rola biskupów od tego czasu ograniczała się tylko do milczącego wykonywania carskich dekretów, które zastąpiły sobą całą soborowość (kolegialność decyzji – A.L.) Cerkwi. – Oto czym jest „nikonianizm” rosyjskich biskupów.

 

Herezja to czy nie herezja? W kanonach na taką herezję wskazówek nie ma, ale rewolucja pokazała, że jest to najgorsza herezja, wyniszczająca cały cerkiewny organizm. Nikonianizm zrodził również naszą sławną „Żywą Cerkiew”. I nikonianizm i Żywa Cerkiew – to jest praktycznie arianizm. Nikonianizm jak i Żywa Cerkiew – to całkowite zapomnienie tej prawdy, że Cerkiew Bożą stworzył Chrystus, i że żyje ona w czystych sercach, a nie w kamiennych murach. I oto przeciwko takiemu nikonianizmowi przez 200 lat powstawali starożytni prawosławni Chrześcijanie, staroobrzędowcy, i oczywiście mieli oni rację.

 

Odtąd ten cezaropapizm, który miał ogromne znaczenie w petersburskim okresie rosyjskiej historii, powinien na zawsze odejść do zbioru głupich przekazów, a rozdzielenie Cerkwi od państwa powinno zostać uznane za aksjomat rosyjskiego życia pod względem cerkiewnym i cywilnym. Ale może to być zrealizowane tylko wtedy, jeśli społeczność prawosławna będzie tak zorganizowana, jak jest zorganizowana u staroobrzędowców: z wybieralną cerkiewno-parafialną radą i wybieralnym cerkiewnym prezbiterem; oczywiście, biskup również powinien być wybierany, wolny sługą Cerkwi, a nie lokaj władzy państwowej. To będzie przywrócenie tego uczciwego i wolnego życia rosyjskiego, kiedy na Rusi były wolne wspólnoty, które nie doświadczyły jeszcze przemocy ze strony władzy państwowej. Tak żyli Rosjanie w czasach świętych cudotwórców Moskiewskich, którzy byli prawdziwymi staroobrzędowcami i którzy umieli mówić carom prawdę królów, chociaż za to cierpieli, niekiedy do utraty życia (jak metropolita Filip).

 

Potępiając „nikonianizm” dominującej hierarchii powinniśmy zauważyć, że, oczywiście, w tym „nikonianizmie” wielu biskupów były niewinnych, na przykład, biskupi Woroneża Mitrofan i Tichon, kapłan-męczennik Arsienij Macijewicz, uśmiercony przez Katarzynę II i wielu innych – wszyscy oni to wielkie kagańce Cerkwi wśród powszechnej ciemności.

 

  1. Walka starowierstwa z przemocą

 

Cała ponad dwuwiekowa historia starowierstwa jest protestem przeciwko przemocy państwa i walką z nią w miarę możliwości. Zazwyczaj nasza kłamliwa nauka seminaryjna przedstawiała staroobrzędowców jako upartych buntowników, bezmyślnych obrońców „dwupierstija”*, dwukrotnego** Alleluja, chodzenia „posołoń”***, czyli zgodnie z ruchem słońca, ze wschodu na zachód itp. Te złe kłamstwa, rzucone na staroobrzędowców całkowicie zasłoniły prawdziwą istotę starowierstwa w oczach rosyjskich mało myślących obywateli. A jego istota polegała na obronie rzeczywistego soborowo- cerkiewnego życia, na przekonanej obronie wolności cerkiewnej i walce z przemocą. Patriarcha Nikon nakazał modlić się „trójpierstijem”* – staroobrzędowcy zaczęli bronić „dwupierstija”, jako symbolu wolności Cerkwi. Patriarcha nakazał zniszczenie starodawnych ikon – staroobrzędowcy zaczęli bronić swoich świętości, ukrywać je przed patriarchą. Patriarcha zaczął wprowadzać poprawione księgi liturgiczne, niszcząc stare. Staroobrzędowcy odpowiedzieli, że dla nich są drogie księgi, według których modlili się Moskiewscy Cudotwórcy.

 

*/ „dwupierstije” (ros.- „двуперстиe” – układ dwóch palców na przykład przy wykonywaniu znaku krzyża podczas żegnania się; odpowiednio „trójpierstije”, ros.- „троеперстие” – to samo, ale z udziałem trzech palców – A.L.1)

 

** /«Aллилуиа» – „Alleluja” – jest to pieśń cerkiewna, od dawna wykonywana w chrześcijańskiej służbie Bożej, ale tylko w rosyjskiej Cerkwi stała się ona przedmiotem sporów, rosyjscy staroobrzędowcy już trzecie stulecie upierają się, aby słowo Alleluja było powtarzane tylko dwukrotnie (stąd сугубая аллилуиа– czyli dwukrotna), natomiast w Cerkwi Prawosławnej używana jest трегубая аллилуиа– czyli trzykrotna – na cześć Trójcy Świętej, czyli słowo „Alleluja” powtarzane jest trzykrotnie, co staroobrzędowcy uważają za herezję – A.L.2).    

 

***/ „По́солонь и про́тивосо́лонь”; dosłownie – zgodnie ze słońcem i przeciwko słońcu – są nazwami kierunku ruchu modlących się podczas Krestnogo Chodu.

„Посолонь” – jest to ruch wykonywany zgodnie z ruchem wskazówek zegara, „противосолонь” – odwrotnie. Ruch ten, wykonywany np. podczas Krestnogo Chodu nie odnosi się do dogmatycznej czy kanonicznej części Prawosławia, a do jego strony obrzędowej. Spór o kierunek ruchu w historii Cerkwi Prawosławnej wynikał dwukrotnie: w końcu XV i w drugiej połowie XVII w. Cerkiewnej reformy patriarchy Nikona staroobrzędowcy nie przyjęli, w wyniku czego nowoobrzędowcy poruszają się w czasie np. Krestnogo Choda ” противосолонь”, a staroobrzędowcy – „посолонь” – A.L.3).    

 

W nowych księgach wprowadzono nową pisownię imienia Pana Jezusa: „Иисус”, zamiast „Исус”,  wprowadzono trzykrotne Alleluja (ros.- трегубая аллилуия) i inne rytuały. Staroobrzędowcy oznajmili, że od ciemięzcy – patriarchy nic nie przyjmą, i że proszą oni tylko o jedną rzecz – aby zostawić ich w spokoju. Wówczas władza cerkiewna poskarżyła się carowi, że staroobrzędowcy buntują się przeciwko wszystkiemu, co uznaje sam car. I rozpoczął car uśmierzać wszelkie „bunty”, zaczynając od monastycznych – Sołowieckiego, a kończąc na Moskiewskim – Strzeleckim.

 

Dominująca Cerkiew zaczęła wprowadzać trojepierstije i triegubą Alleluja oraz święte księgi – poprzez aresztowania, egzekucje i tortury. Staroobrzędowcy w końcu znienawidzili wszystko, co pochodziło z rąk nikonian, a Piotr Wielki w ich oczach przemienił się w prawdziwego Antychrysta. Dlatego, kiedy ten Antychryst zaczął wtrącać się również do organizacji wspólnoty cerkiewnej, kiedy wybieranych kapłanów zastępowano zwolennikami Antychrysta, wtedy rozpoczęły się ucieczki   staroobrzędowców do lasów i nad Don, nad Jaik i do Rumunii, i gdzie popadnie – tylko żeby uratować się od przeklętej rosyjskiej przemocy nad sumieniem religijnym.

 

Taka jest wkrótce nieskomplikowana filozofia historii Staroobrzędowców. A za swoje dążenie do zachowania wolności swego życia religijnego staroobrzędowcy płacili katorgą, a nawet życiem. Ich świątynie i monastery narażane były na obławy, bezczeszczenie i grabieże. Tak było zawsze, aż do rewolucji. Takie było przestępstwo. A kara nadeszła w postaci organizacji „Żywej Cerkwi”, która swoimi oszczerstwami aresztowała wszystkich uczciwych biskupów i splądrowała ich prawosławne cerkwie. Staroobrzędowcy słusznie mówią, że ojcowie zniszczyli cudze świątynie, a dzieci zniszczyły świątynie swoich ojców. – W ten sposób przemoc nigdy nie zostanie ukarana! Ale dwa wieki cierpienia staroobrzędowców pozostaną na zawsze ozdobą rosyjskiej historii narodowej, historii walki ducha przeciwko brutalnej sile.

  1. Wielkie nieszczęście staroobrzędowców

 

O ile piękna i godna podziwu i naśladowania jest zewnętrzna strona starowierstwa w jego stosunkach z władzami cerkiewnymi nikonianskimi i państwowymi, o tyle smutno jest mówić o jego historii wewnętrznej.

 

Była tam bohaterska walka z nieprawdą; wewnątrz – odbywało się prawie ciągłe rozdrabnianie na oddzielne sekty. To rozdrabnianie było niemal nieuniknione ze względu na bezczelne prześladowania staroobrzędowców z różnych stron; i tym niemniej z powodu tego rozdrabniania można tylko gorzko płakać, ponieważ moc staroobrzędowców na skutek tych podziałów mocno osłabła, poniesiono znaczne straty. Podział staroobrzędowców nastąpił głównie ze względu na fakt, że stopniowo pozbyli się oni swojej hierarchii. W skutek tego pojawili się „bezpopowcy” (ros.- беспоповцы), którzy zdecydowali, że z powodu braku uczciwych legalnych biskupów trzeba się obchodzić bez popów (kapłanów – A.L.) w ogóle. Druga część staroobrzędowców, powołując się na przykłady z historii Cerkwi, zaczęła przyjmować kapłanów z Cerkwi Grecko-Rosyjskiej, jako drugiego stopnia. Ci staroobrzędowcy przez cały czas starali się mieć u siebie „swego” biskupa, ale nie znaleźli nikogo, kto poszedłby do nich. Trwało to około 100 lat, kiedy powstało tzw. jednowierstwo (ros.- единоверие), kiedy wielu staroobrzędowców uznało hierarchię Cerkwi Grecko-Rosyjskiej, ale stanowczo odrzucili zależność od urzędników cywilnych, począwszy od ober-prokuratora z „Najświętszego” Synodu. To jednowierstwo kanonicznie było całkowicie dopuszczalne, ale staroobrzędowcy byli tak przestraszeni różnymi prześladowaniami, w takim stopniu nie wierzyli hierarchii panującej, że do jednowierstwa poszły dziesiątki, a setki pozostały jako nieprzejednani staroobrzędowcy. W połowie XIX wieku tym staroobrzędowcom w drodze bardzo skomplikowanych i bardzo kontrowersyjnych kanonicznie zabiegów udało się pozyskać biskupa, od którego wzięła początek Białokrynicka (ros.- Белокриницкая) hierarchia staroobrzędowa. Ale ta białokrynicka hierarchia uzyskała początek od tak kontrowersyjnego źródła, że nawet wielu staroobrzędowców wolało pozostać przy „zbiegłych” popach, niż przyjąć białokrynicką hierarchię. – W ten sposób utworzyły się cztery główne grupy staroobrzędowców: bezpopowcy, jednowiercy, białokryniccy i zbiegli popowcy (ros.-беглопоповцы), mający jeszcze swoje podziały.

 

Oczywiście, jest to wielkie nieszczęście staroobrzędowców. I oczywiście, trzeba je jak najszybciej przeżyć, i tę krwawiącą ranę wyleczyć, żeby staroobrzędowcy wspólnymi siłami mogli pomóc w przywróceniu życia całej Rosji. Ale jak to zrobić? Cała historyczna i moralna prawda, jest oczywiście, po stronie staroobrzędowców jako całości, ale kanonicznie – formalna prawda jest po stronie dawnej „dominującej” hierarchii, oczywiście, nie z Żywej Cerkwi … Jaka siła może zjednoczyć te rozproszone przez przemoc grupy wiernych? Po której stronie jest prawda Boża? Gdzie jest prawdziwa Cerkiew Chrystusowa? – Tam, gdzie jest Jego prawdziwa miłość, gdzie odczuwa się powiew Ducha Bożego. I zaprawdę, – nie przez ludzkie wysiłki, lecz przez wszystko uświęcającą Łaskę Ducha Bożego skrzywdzeni mogą zapomnieć o swoich krzywdach, a krzywdziciele zmienią się na tyle, aby nie panować nad dziedzictwem Bożym, ale tylko pokornie paść owczarnię Chrystusową.

 

A więc trzeba modlić się do Pana, aby dokonał On cudu i przywrócił do życia sparaliżowane części Rosyjskiej Cerkwi i zjednoczył je – aby była na Rusi Jedyna Święta Powszechna (Soborowa) Cerkiew,   obejmująca staroobrzędowców i całą zdrową część nowoobrzędowców.

 

VII. Starowierstwo po upadku caratu

 

Po rewolucji lutowej mój pierwszy smutny artykuł był o starowierstwie. Ten artykuł został napisany przeze mnie w wagonie w dniach 6-7 marca 1917 roku i został opublikowany w najbliższym numerze „Rosyjskich Wiadomości” («Русских Ведомостей»). (W artykule tym pisałem, że wraz z upadkiem petersburskiego reżimu policyjnego padł główny mur, oddzielający starowierstwo od panującej Cerkwi. Przed 1917 rokiem już się wyjaśniło, car Mikołaj osobiście nie życzy zwołania Cerkiewnego Soboru i woli towarzystwo Rasputina i popleczników Rasputina od każdego „Soboru” uczciwych ludzi. I oto ten wróg rosyjskiej soborności zszedł z drogi … Droga była wolna).

 

Jako dowód szczerości swoich uczuć 31 maja 1917 roku odwiedziłem Moskiewski Rogożski cmentarz podczas staroobrzędowego Soboru i błagałem staroobrzędowych biskupów podjąć wszelkie środki, aby połączyć się z Prawosławiem. Ale dwa wieki podziału i ludzkie namiętności zrobiły swoje. Na Rogożskim cmentarzu zostałem przywitany bardzo dobrze przez nielicznych i bardzo sucho przez   pozostałych; a „hierarchia panująca” nazywała mnie przestępcą za moje wypowiedzi wśród staroobrzędowców.

 

Moskiewski „prawosławny” Sobór 1917 roku do historii staroobrzędowców nie dodał ani słowa. Ale podczas Soboru w listopadzie 1917 roku w staroobrzędowym piśmie „Słowo Cerkwi” ukazał się mój artykuł o tym, że zjednoczenie Starowierstwa z Prawosławiem jest konieczne, ale jest ono możliwe nie na podstawie litery Kanonów, ale na podstawie ich ducha miłości chrześcijańskiej. Pisałem, że hierarchia prawosławna powinna wyjść z Kremla na Plac Czerwony, a hierarchia staroobrzędowców powinna przyjść na Plac Czerwony z Rogożskiego Cmentarza i przy spotkaniu powinni się jedni i drudzy nawzajem ukłonić się do stóp i prosić jedni i drudzy o przebaczenie za wzajemne krzywdy. Ten artykuł na Soborze prawosławnym dyskutowany był ze wszystkich stron, ale do żadnej określonej decyzji nie doszło. Stąd jasny wniosek, że nic anty cerkiewnego i anty kanonicznego w moich poglądach nie ma. Teraz, po wszystkich słowach, tak licznych, dotyczących zjednoczenia i pojednania, potrzebne jest święte dzieło. Komu Pan pobłogosławi na pracę w tym dziele, kto zasłuży na Łaskę Pana – to jest znane Samemu Bogu, a my musimy tylko nieustannie modlić się, aby Pan sprowadził robotników na Swoje żniwo. A żniwo jest bardzo wielkie, ponieważ pokryła nas, lud rosyjski, teraz prawdziwa ciemność.

 

Niedawno widziałem pewnego starego dobrego protojereja. On, widzicie, nie zgadza się z oszustwami „Żywej Cerkwi”, ale nie zgadza się też z „błędami” patriarchy Tichona („jak boleśnie – mówi – tak wiele ich: co miesiąc jeden błąd”!) i wykrzyknął w rozpaczy: „Do którego boga mam teraz się modlić?”- Biedny: zapomniał o Chrystusie! Całe życie modlił się do bożków, a kiedy bożków już nie ma, dusza starego kapłana okazała się pusta.

 

Tak, tak – żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało!

 

VIII. Zbiegli popowcy* w październiku – listopadzie 1917 roku

 

Moja znajomość ze zbiegłymi popowcami (ros.-беглопоповцы), w Moskwie jesienią 1917 roku rozpoczęła się od tego, że mnich Hieronim, zbiegły popowiec z Niżniego Nowogrodu, zaprosił mnie na kolację do Prezesa Bractwa zbiegłych popowców Lwa Aleksandrowicza Molechonowa. Z zadowoleniem przyjąłem to zaproszenie, domyślając się, że będzie to posiłek wiary i miłości. Czy się nie pomyliłem? Podczas obiadu dwie lub trzy godziny rozmawialiśmy o możliwości dla mnie być biskupem zbiegłych popowców z Bractwa. Po dwóch lub trzech tygodniach zaproszenie na obiad powtórzyło się, z tą różnicą, że tym razem na obiad zostali zaproszeni przedstawiciele zbiegłych popowców z całej centralnej Rosji: Tuły, Kaługi, Briańska, Powołża. Omawialiśmy jeszcze raz kwestię możliwości dla mnie, abym był „zbiegłym” biskupem. Oczywiście, zaproponowano mi „przemalowanie”, czyli przyjęcie mnie do zbiegłego popowstwa w Bractwie jako „drugiego stopnia”. Ale ja, oczywiście, stanowczo odmówiłem wszelkiego „przemalowywania”. Powiedziałem, że jestem biskupem prawosławnym i do żadnych herezji nie należałem i dlatego nie mogę wyrzekać się jakiejkolwiek herezji. Zamiast tego bluźnierczego mego wyrzeczenia się Prawosławia, zaproponowałem następującą możliwość: wchodzę do świątyni zbiegłopopowskiej jako pielgrzym, w podriasniku (wkładanym pod sutannę – A.L.), półmantii  i w kłobuku  z żezłem. Przy wejściu wierzący bracia pytają mnie: „Kim jesteś i po co tu przyszedłeś?” – Moja odpowiedź: „Jestem Biskupem Jedynej Świętej Powszechnej (Soborowej) Apostolskiej Cerkwi”. – Pytanie: „W kogo wierzysz?” – Odpowiedź: „Wierzę w Jednego Boga Ojca Wszechmogącego …” i tak dalej, i tak dalej – cały obrzęd biskupiej przysięgi według Wielkiego Potrebnika (też: Требника – Księgi obrzędów cerkiewnych) Patriarchy Józefa (ros.- Иосифa). Po tym wszyscy bracia zwracają się do biskupa ze słowami: „Arcybiskupie Cerkwi Chrystusowej, w którą wierzysz, okaz miłość i zostań naszym biskupem, módl się z nami i przynieś na nasz ołtarz ofiarę Panu za wszystkich”. Po wyrażeniu zgody biskup ubiera się w szatę biskupią (ros.- мантию), otrzymuje od bractwa berło, idzie do Św. Wrót i prosi bractwo o zwykłe przebaczenie i rozpoczyna liturgię zgodnie z Trebnikiem (mszałem).

 

*/ – Popowcy – Staroobrzędowcy, którzy w odróżnieniu od bezpopowców przyjmowali kapłanów, przechodzących z Cerkwi Prawosławnej (uciekinierów, zbiegłych popów).

 

Ku mojej wielkiej radości ten sposób przejścia na łono Bractwa przeze mnie ułożony, następnego dnia został przyjęty przez wszystkich zebranych przybyłych gości. Ale równocześnie kategorycznie zażądali ode mnie pełnej separacji od patriarchy Tichona. Usłyszałem od jednego z obecnych następujące słowa: „Wierzymy tobie, nie znamy patriarchy Tichona i nie wierzymy mu; ponieważ przy zmianie okoliczności on znowu wejdzie w kontakt z byle kim”.

 

Nie byłem przygotowany na taki obrót sprawy i zrezygnowałem z tego niekanonicznego postępowania. Ale, ku mojemu zaskoczeniu, zostałem wezwany ponownie następnego dnia do L. A. Molechonowa i zaproponowano mi taką kombinację, abym przyszedł do staroobrzędowców według ułożonego przeze mnie i przyjętego przez nich sposobu przejścia, jedynie z błogosławieństwem mojego spowiednika, ale bez wiedzy patriarchy Tichona. Jednocześnie poprosili mnie, abym chociaż  sam namaścił siebie drogocennym dla nich przednikonowskim olejem patriarchalnym. Poprosiłem o pozwolenie na rozmowę z moim spowiednikiem, który był moim kierownikiem od 2 grudnia 1895 roku (arcybiskupem Antonijem z Charkowa). A mój spowiednik, wykonując swoje obowiązki kanoniczne z radością pobłogosławił mnie na czyn służenia staroobrzędowcom i na (spełnienie) podanych wyżej próśb ich przedstawicieli. Ta jego decyzja została przekazana L.A. Molechonowi i wtedy rozpoczęła się ucieczka z Moskwy wszystkich, którzy mogli uciec, i wkrótce nastąpił mój wyjazd do Ufy. Potem wybuchło powstanie Czechów nad Wołgą, a następnie mój czteroletni pobyt w  więzieniach za obronę rozdziału Cerkwi od państwa. W tym czasie w Moskwie utworzyła się „Żywa Cerkiew” i zbiegli popowcy wzięli sobie biskupa z „Żywej Cerkwi”. Moim zdaniem był to wielki błąd, ponieważ do przedstawicieli „Żywej Cerkwi” absolutnie nie można mieć zaufania, i oni wśród staroobrzędowców wierzących mogą wprowadzić jedynie pokusę i podział i nie potrafią uspokoić cierpiących dusz.

 

  1. Biskup Innocenty Niżnonowogrodzki (ros.- Иннокентий Нижегородский) i F.E. Mielnikow

 

Do grona najciekawszych moich znajomych należą niewątpliwie ci dwaj staroobrzędowcy: Niżnonowogrodzki biskup Innocenty i pisarz-publicysta Fiodor Jewfimowicz Mielnikow. Pierwszego z nich poznałem w lipcu 1917 roku na zjeździe jednowierców w Niżnym Nowogrodzie; drugiego – w Tomsku w 1918 roku podczas Tomskiej Narady Soborowej. Znajomość z nimi dała mi możliwość sprawdzenia wszystkich moich poglądów na temat starowierstwa oraz na możliwość zjednoczenia staroobrzędowców z prawosławnymi. W znajomości z biskupem Innocentym nawet wystąpiło coś mistycznego. Dosłownie w ciągu jednej godziny zdecydowaliśmy się wyjść naprzeciwko siebie, nie będąc jeszcze znajomymi. Gdy poznaliśmy się, to okazało się, że obaj jesteśmy tych samych myśli. Biskup Innocenty cały czas powtarzał, że zjednoczenie podzielonych części Jedynej Świętej Cerkwi jest dziełem Łaski Bożej i dziełem szczerej modlitwy. Osobiste wysiłki i tylko słowne potyczki do niczego nie doprowadzą; dowodem na to jest cała działalność misjonarzy, którzy nie tylko, że nikogo nie zjednoczyli, a tylko dzielili i rozdrażniali.

 

„Dlatego, -mówił biskup Innocenty, – załóżmy, że jesteśmy w zmowie i uznamy siebie w naszych istniejących stopniach (rangach) – ale z tego nic nie wyjdzie, ponieważ ani prawosławni, ani staroobrzędowcy nas nie zrozumieją, a tylko potępią i zostaniemy sami, trzeba przede wszystkim iść do ludzi i niszczyć ludowe uprzedzenia”. Na tym rozstaliśmy się z biskupem Innocentym, dając sobie wzajemnie obietnicę wykorzystania wszelkich środków ku temu, aby spotkać się przy lepszych okolicznościach.

 

Z F. E. Mielnikowem spotkaliśmy się w domu pewnego pobożnego tomskiego staroobrzędowca i dyskutowaliśmy przez cały wieczór i całą noc, a o czwartej rano poszliśmy razem do najbliższej świątyni, która była świątynią jednowierców. I oto w dniu 14 listopada, dniu Św. Filipa w tomskiej świątyni jednowierców obok siebie modlili się prawosławny biskup i najmądrzejszy staroobrzędowy  publicysta F.E. Mielnikow. Później widziałem go modlącego się w Cerkwi Krzyża Omskiego domu biskupiego. Generalnie trzeba oddać sprawiedliwości, że świadomi staroobrzędowcy odnoszą się do cerkiewnego zjednoczenia o wiele bardziej tolerancyjnie, niż ich staroobrzędowi doktrynerzy i nasi prawosławni zarozumialcy, którzy arogancko myślą, że posiadają wszelką prawdę, a wszyscy, którzy nie zgadzają się z nimi – to są ludzie, którzy umarli. Dlatego ten śmiertelny grzech pychy przeszkadza zjednoczeniu prawosławnych ze staroobrzędowcami i zakłóca praktyczną realizację w życiu    chrześcijańskiej prawdy.

 

Oderwaną wiedzę o prawdzie chrześcijańskiej ci zarozumialcy uważają dla siebie za w pełni wystarczający wyczyn, wcale nie licząc się z koniecznością urzeczywistnienia tej prawdy w życiu i uczynienia jej chrześcijańską prawdą o życiu. Tymczasem to nie przemyślenie czyni chrześcijańską prawdę bezpłodną dla życia i zmusza najbardziej aktywne i gorliwe osoby do odejścia z Cerkwi i zadowalania się wspólnotami sekciarskimi. Wszystko to powinno być przerwane i tacy wielcy działacze staroobrzędowców, jak na przykład biskup Innocenty i F.E. Mielnikow, powinni pomóc w realizacji w życiu ideałów chrześcijańskich i nawrócenia (ros.- воцерковления, tj. wyznania wiary w Pana Boga i rozpoczęcia życia według Przykazań Bożych) narodu rosyjskiego.

 

  1. Prawda o starowierstwie i koniec rozłamu (ros.- раскола) starowierstwa

 

Historyczne zasługi starowierstwa dla Cerkwi i narodu rosyjskiego są ogromne. Takie są one w przeszłości, a jeszcze więcej tak zwane starowierstwo może uczynić dobra w przyszłości. Ale   prawosławni i staroobrzędowcy powinni pamiętać, że starowierstwo jest zjawiskiem religijnym, kulturowym i bytowym, a nie tylko wąsko obrzędowym, rytualnym. Że nie jest to przesadzone, ale jest prawdą historyczną, możemy podać wiarygodne dowody:

 

1) Staroobrzędowcy, broniąc czystości chrześcijaństwa Ewangelijnego, powstali przeciwko samowoli hierarchii w osobie patriarchy Nikona i ochronili w ten sposób czystość Rosyjskiego Prawosławia.

 

2) Staroobrzędowcy przez całe swe życie dążyli do urzeczywistnienia prawdziwej wolności ducha, społecznej równości i cerkiewnego braterstwa; i pod tym względem parafia staroobrzędowców jest wzorem wspólnoty chrześcijańskiej.

 

3) Staroobrzędowcy wypracowali doskonałą formułę odnoszenia się do obrzędów religijnych. Mówią oni, że obrzędy – to drogocenne naczynie, które zawiera w sobie religijne uczucia. Brak szacunku dla   cerkiewnych obrzędów i w ogóle do życia cerkiewnego zrodził w dominującej Cerkwi całkowity brak dyscypliny i spowodował całkowite zniszczenie wspólnoty cerkiewnej.

4) Staroobrzędowcy donieśli do naszych czasów światły ideał proboszcza – ojca parafii i modlitwy, a także przewodnika sumienia wspólnotowego. U staroobrzędowców nigdy nie było takiego  powiedzenia: „co nie pop, to tata”, które od korzeni niszczyło cerkiewne życie w parafiach dominującej Cerkwi. Dla staroobrzędowca parafialny pasterz – koniecznie wybieralny, to rzeczywiście, świeca, ustawiona przed tronem Boga.

 

5) Stanowczo protestując przeciwko dumnym papieskim roszczeniom hierarchii, staroobrzędowcy nigdy nie przestawali protestować również przeciwko przemocy nad sumieniem ze strony carskiej władzy cywilnej, a kiedy reżim petersburski zaczął zginać w barani róg (ros.- стал гнуть в бараний рог, czyli zmuszać na siłę do całkowitego posłuszeństwa – A.L.) wspólnotę cerkiewną, to staroobrzędowcy użyli wszystkich sił, aby zachować dla siebie wolność cerkiewno-wspólnotowego samostanowienia i tę wolność u siebie zrealizowali, podczas gdy „dominująca” hierarchia sama własnymi rękami kopała dół i dla wspólnoty cerkiewnej i dla siebie.

 

Taka jest prawda o starowierstwie – jasna, bezsporna i światła. Tylko jeden punkt w organizacji staroobrzędowców jest kontrowersyjny – kanoniczna godność białokrynickiej i biegłopopowskiej hierarchii. Nie można jednak nie ubolewać nad faktem, że hierarchia białokrynicka swój początek otrzymała nie z nieskazitelnego pod względem kanonicznym źródła, a struktura hierarchii biegłopopowskiej jest jeszcze mniej zadowalająca. Oczywiście hierarchia białokrynicka kanonicznie stoi nieporównywalnie wyżej od biskupów Żywej Cerkwi, jawnie niegodziwych, jawnie wyznających arianizm i jawnie odrzucających samą istotę życia cerkiewnego; ale grzech jednych nie może być usprawiedliwieniem innych.

 

Teraz należy modlić się do Pana, aby zesłał kroplę Swojej Łaski dla wszystkich, kto choruje na choroby cerkiewne i nauczył ich rozumu, aby udało im się zjednoczyć starowierstwo z Cerkwią Powszechną.

 

Należy zachować całą prawdę o starowierstwie, ale oprócz tego utrwalić je na niepodważalnych podstawach kanonicznych.

 

Rozłam (ros.- раскол) starowierstwa, wynaleziony przez cezaropapistów XVII wieku i utrwalony krwią męczenników staroobrzędowców powinien przejść do historii. Dla tego „rozłamu – raskoła” nie ma już więcej miejsca, nie ma podstaw i uzasadnienia.

 

Źródło: Odpowiedzi Pomorskie

 

Źródło:

Сщмч. Андрей, архиеп. Уфимский (князь Ухтомский). Десять писем о старообрядчестве

http://rpczsouth.org.ru/drevlepravoslavie/sshhmch-andrej-arxiep-ufimskij-knyaz-uxtomskij-desyat-pisem-o-staroobryadchestve.html

 

 

Tłumaczył Andrzej Leszczyński

2.6.2016 r.

Reklamy
Categories: ETYKA CERKIEWNA, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: