CZY UMIEMY SIĘ MODLIĆ?

Arcybiskup Nikon (Rożdiestwienski) / Архиепископ Никон (Рождественский)

Czym jest modlitwa w życiu duchowym Chrześcijanina? W istocie, jest ona oddechem duszy, żyjącej z Bogiem, stałym wznoszeniem umysłu i serca do Boga, jest pełnym czci słowem do Boga – wypowiadanym albo na głos, albo wewnętrznie, w sercu.

 

Czy umiemy „oddychać modlitwą”, wznosić swoje serce, swój umysł do Boga, jak należy, jak nas nauczył Zbawiciel, jak uczą Święci Boży? Czy umiemy się modlić?

 

Jednak z przykrością trzeba powiedzieć, że my, dzisiejsi Chrześcijanie, albo oduczyliśmy się, albo wcale nie nauczyliśmy się modlić. I czy nie dlatego w modlitwie odchodzimy od Boga, sercem jesteśmy daleko od Niego, gaśnie w nas też życie duchowe, a wielu z nas nawet nie ma pojęcia o tym, co to jest to życie duchowe, i żyjemy tylko życiem ciała i duszy, zapominając zupełnie, że jest w nas jeszcze duch, zasadniczo odróżniający nas od innych istot żywych, nie mających ducha? … Czy nie   dlatego tak szybko zaszczepiają się w nas takie nauki jak darwinizm, wywodzący człowieka od małpy? W rzeczywistości, jeśli człowiek wcale nie czuje w sobie pierwiastków życia duchowego, życia ducha, to żyje on tylko życiem zwierzęcym, psychicznym, nie styka się ze światem ducha, duch w nim jakby zamarł, nie oddycha, i dla niego staje się jakby naturalnym już odczuwanie siebie – tylko jako zwierzęcia, a resztę niezatartego w nim obrazu Boga, ostatnie ślady Jego usuwa w każdy możliwy sposób pod naciskiem grzesznych namiętności, zagłuszając głos sumienia chytrze wplataną sofistyką naturalnych pseudo-nauk … Człowiek stopniowo zanurza się z powrotem w tę ciemność zapomnienia o Bogu, w której znajdował się kilka tysięcy lat przed Narodzeniem Chrystusa Zbawiciela i znów upodabnia się do nierozumnego bydła.

 

Modlitwa jest wielkim darem Boga, ale daje się go tylko temu, kto za nim wyciąga ręce do Boga, kto przychodzi do Boga z chęcią modlitwy. Czy przejawiamy należną chęć, czy dążymy do Ojca Niebieskiego, jak jeleń do źródeł wody, czy szuka, czy prosi nasze serce modlitwy?

 

Nie umiemy, oduczyliśmy się modlić, ale – dzięki Bogu: są jeszcze wśród nas pragnący modlitwy, wołający do Boga sercem: Panie, naucz nas modlić się! Na adres mego blogu, zatytułowanego „Nieco o modlitwie i pokorze” otrzymałem od czytelników nowe listy z pytaniami i wątpliwościami, wykazującymi, jacy jesteśmy dziecinni w dziele modlitwy. Nastał czas świętego postu i pokuty; bez modlitwy nawrócenie jest niemożliwe; porozmawiajmy więc o modlitwie w odpowiedzi na listy moich czytelników, w których słychać pytania o życiu duchowym.

 

„Piszesz, Władyko, – mówi jeden z moich czytelników – że wcale nie należy w swojej fantazji wyobrażać osobę, do której się modlisz. Przykro mi, ale ja nie rozumiem Twojej, Władyko, wskazówki. Ojciec Ioann z Kronsztadu powiedział: „W modlitwie do Ojca Niebieskiego obrazowo przedstawiaj Go stojącego przed tobą i z miłością słuchającego każdego twojego słowa.” Po cóż są wtedy dla nas obrazy, które służą nam dla naszego nastroju i wyobrażenia tego, do kogo skierowana jest nasza modlitwa: przecież nie modlimy się do zwykłej deski. Jakże można sobie nie wyobrażać i nie odczuwać podczas modlitwy Pana, Boga naszego? On – jest wszechobecny”.

V_Sayapin-01_Staroveru-MMDM-DSC_0076

Trzeba być ostrożnym, aby nie mieszać słów i pojęć do siebie podobnych, ale nie identycznych. „Obrazowo przedstawiać”, to jeszcze nie oznacza „rysować w wyobraźni.” W dziennikach Ojca Ioanna  wszędzie, gdzie mówi się o takim przedstawieniu, rozumiane jest stanie z czcią w myślach przed wszechobecnym i wszechwiedzącym Bogiem i Jego Świętymi, kiedy człowiek uświadamia siebie w obecności niewidzialnego stworzenia, i jakby odczuwał tę obecność, nie dopuszcza nawet i myśli o tym,  że nie jest słyszany przez to stworzenie – tym nie mniej – nie odważa się wnikać swoją nieokrzesaną wyobraźnią do świata niewidzialnego i zachowuje swój umysł „jako niewidzący”, zgodnie ze słowami świętych ascetów. Na pytanie mego czytelnika co do znaczenia świętych ikon pół wieku temu odpowiedział zmarły autor „Doświadczeń ascetycznych”, dobrze znany asceta Biskup Ignacy Brianczaninow. „Święte ikony, – pisze on – zostały przyjęte przez Cerkiew Świętą dla pobudzenia pobożnych wspomnień i uczuć, a wcale nie dla pobudzenia marzycielstwa. Stojąc przed ikoną Zbawiciela, stój jakby przed Samym Władcą Jezusem Chrystusem, niewidzialnie wszechobecnym i przez Swoją ikonę obecny w tym miejscu, w którym ona się znajduje; stojąc przed ikoną Matki Bożej, stój jakbyś stał przed Samą Najświętszą Dziewicą, ale swój umysł zachowuj jako niewidzący: ogromną różnicą jest być w obecności Boga i stać przed Bogiem lub – wyobrażać sobie Boga. Odczucie obecności Boga sprowadza do duszy zbawienny lęk pobożności, a wyobrażenie Boga i Jego Świętych informuje umysł, że jest to prawdziwe, prowadzi go do fałszywej, dumnej opinii o sobie – prowadzi duszę do fałszywego stanu – stanu samooszukiwania, samozłudzenia (ros.- самообольщения)”.

Oto, co mówi mąż o wielkim doświadczeniu duchowym i nie mówi od siebie, choć nie mamy wątpliwości, że on sam tego wszystkiego doświadczył, – ale mówi w oparciu o doświadczenie i pisma Świętych i noszących Boga w sercu Ojców. „Najbardziej niebezpieczny, niewłaściwy sposób modlitwy – pisze on w innym miejscu – polega na tym, kiedy modlący się tworzy marzycielskie obrazy (a zaczyna się to właśnie z marzycielskiego wyobrażenia Boga i Jego Świętych), pożyczając je, najwyraźniej z Pisma Świętego, w rzeczywistości natomiast ze swego stanu upadku i samooszukiwania; tymi obrazami schlebia on swojej zarozumiałości, swemu upadkowi, swojej grzeszności i oszukuje siebie. Oczywistym jest, że wszystko to, co zostało stworzone, wymyślone przez naszą upadłą naturę, nie istnieje w rzeczywistości, jest wymysłem i kłamstwem, tak pokrewne i właściwe dla upadłego anioła. Marzyciel pierwszego kroku na drodze modlitewnej wychodzi z dziedziny prawdy, wchodzi do dziedziny kłamstwa, namiętności, grzechu, szatana.”. Św. Symeon Nowy Teolog opisuje modlitwę marzyciela i jej owoce w ten sposób: „On podnosi do Nieba ręce, oczy i umysł, wyobraża w swoim umyśle boskie spotkania, niebiańskie dobra, czyny świętych Aniołów, miejsca przebywania Świętych, w skrócie mówiąc, zbiera wszystko, co słyszał w Boskim Piśmie, w swojej wyobraźni, rozpatruje to wszystko podczas modlitwy, spogląda w Niebo i wszystkim tym pobudza duszę swoją do boskiego pragnienia i miłości; niekiedy leje łzy i płacze. W ten sposób, krok po kroku, pyszni się serce jego, nie zdając sobie sprawy z tego w umyśle; myśli on, że to, co robi, jest owocem Łaski Bożej dla jego pocieszenia i prosi Boga, aby pozwolił mu zawsze pozostawać w tym stanie. To jest – oznaką czaru, zwiedzenia. Człowiek taki, jeśli i będzie zachowywał milczenie przez idealną ciszę, nie może nie stracić rozumu i nie stać się szalonym. Jeśli nie stanie się to z nim, to jednak nigdy niemożliwym będzie osiągnięcie przez niego duchowego rozumu i cnoty lub beznamiętności. W ten sposób zostali oszukani ci, którzy widzieli światło i blask swoimi cielesnymi oczami, którzy czuli zapach swoim węchem, którzy słyszeli głosy swoimi uszami. Jedni z nich oszaleli i przechodzili z pomieszaniem umysłów z miejsca na miejsce; inni przyjęli diabła, przemienionego w Anioła światłości, zostali oszukani i pozostali jako niepoprawni nawet do końca, nie przyjmując rady od nikogo z braci; inni z nich, namówieni przez diabła zabił siebie sami; inny wpadli do otchłani, inni  wieszali się … Oto jaką szkodę przynosi ten sposób modlitwy”- podsumowuje Święty Symeon.

Oto co znaczy dawać upust swojej wyobraźni w czasie modlitwy, powiemy o tym i my.

Godne uwagi jest to, że w naszej Prawosławnej Cerkwi, z Łaski Bożej, jeszcze zachowana jest Święta Tradycja o tym, jak tworzyć miłą Bogu i zbawienną modlitwę; a w odpadłym od jedności z nią Kościele Zachodnim, Łacińskim, widocznie, została ona zagubiona i zamieniona na modlitwę marzycielską i na stan czaru, zwiedzenia, jak to widać z żywotów wszystkich zachodnich Świętych po opadnięciu Zachodu od Wschodu. Proszę przeczytać na przykład opowieści o życiu Franciszka z Asyżu: opisywane są tam ciągle – wszystkie stany zwiedzenia, przyjmowane przez samego Franciszka i jego zwolenników za stan łaski. Odzwierciedlone to zostało nawet w sztuce religijnej: w tym czasie, jak prawosławna ikona, szczególnie napisana w duchu starożytnych tradycji cerkiewnych, nie wciąga wyobraźni w dziedzinę marzycielskiego naturalizmu: te cienkie linie, proste rysy, wysokie ciemne postacie, jakby tylko umownie przypominające żywych ludzi, prawie nie są zdolne unieść wyobraźni, rozpalić fantazji, – to malarstwo łacińskie urzeka pięknem zewnętrznych, cielesnych form i szybko opanowuje wyobraźnię, przyczyniając się w ten sposób do modlitwy marzycielskiej. To, oczywiście, przejawia się również w literaturze, zwłaszcza duchowej, w Kościele Łacińskim. Nawet takie, szanowane u nas książki, jak „Naśladowanie Chrystusa” Tomasza a Kempis, zgodnie z opinią doświadczonych w życiu duchowym naszych pisarzy, jak Biskup Pustelnik Teofan, napisane zostały według ich „opinii”, a więc w stanie marzycielstwa, zbliżonego do stanu uroku, zwiedzenia.

 

W żywotach świętych można zobaczyć wiele przykładów zgubnego zwiedzenia z powodu niewłaściwej modlitwy; spotykane są one również obecnie zarówno w monasterach, jak i wśród świeckich. Biskup Ignacy Brianczaninow podaje takie przykłady z współczesnego życia. Opowiada on o pewnym urzędniku, który podczas modlitwy ciągle widział światło z ikon, czuł przyjemny zapach, odczuwał w ustach niezwykłą słodycz itd. Gdy ten modlący się opowiedział o tym mnichowi, to mnich zapytał go: „Czy nie myślałeś, żeby się zabić?”„A jakże, – odpowiedział urzędnik: – Rzuciłem się do rzeki Fontanki, ale mnie wyciągnęli”. Okazało się, że urzędnik używał wspomnianego sposobu modlitwy, rozpalał swoją wyobraźnię i krew, przy czym człowiek staje się wtedy zdolny do zwiększonego postu i czuwania. Do stanu samo-oszukiwania, wybranego dowolnie, diabeł dołączył swoje działanie, podobne do tego stanu, a ludzkie samo-oszukiwanie przeszło w jawny demoniczny urok. Mnich próbował przekonać urzędnika, aby zostawił przyjęty przez niego sposób modlitwy. Urzędnik ze wzburzeniem sprzeciwił się jego radzie. „Jak mogę zrezygnować z jawnej Łaski?” – mówił. „Kiedy urzędnik odszedł, to ja – pisze Święty Ignacy, – zapytałem mnicha: z jakiego powodu przyszła do niego myśl, aby zapytać urzędnika o zamiarze samobójstwa?” Mnich odpowiedział: „Jak wśród płaczu do Boga przychodzą chwile niezwykłego spokoju sumienia, na tym polega radość płaczących, tak też wśród fałszywej przyjemności, dostarczanej diabelskim zwiedzeniem, przychodzą chwile, w których to zwiedzenie jakby się ujawnia, demaskuje i pozwala się poznać, czym jest”. Te chwile są okropne! Ich boleść i wywoływana przez tę boleść rozpacz – są nie do zniesienia! Według tego stanu, do którego doprowadza zwiedzenie, najłatwiejszym byłoby, gdyby rozpoznał je sam zwodzony i aby podjął kroki do uzdrowienia siebie. Ale niestety! Początkiem zwiedzenia – jest duma, a owocem jej – nadmierna duma. Zwodzony, uznający siebie za uczestnika Boskiej Łaski, prawie zawsze gardzi radą bliźnich, jak to zauważył Święty Symeon.”.

 

Biskup Ignacy opowiada również o pewnym kapłanie – schimnichu z Góry Athos, którego poprosił, aby ten nauczył go modlić się. „Kapłan ten, schimnich, natychmiast zgodził się być moim nauczycielem – mówi Biskup – i – o zgrozo! z największym podekscytowaniem zaczął przekazywać mi sposób entuzjastycznej marzycielskiej modlitwy. Patrzę: rozgrzaną ma i krew i wyobraźnię – jest w stanie samozadowolenia, w zachwycie z samego siebie, w samooszukiwaniu, w zwiedzeniu! Pozwoliwszy mu na wypowiedzenie się, zacząłem po trochu, jako uczeń, przedstawiać mu nauczanie Świętych Ojców o modlitwie, zawarte w „Filokalii” (ros.- «Добротолюбии») i prosząc o wyjaśnienie mi tego nauczania. Mnich z Athosu wpadł w całkowite oszołomienie. Widzę, że nie jest on zapoznany z nauką Świętych Ojców o modlitwie. W rozmowie powiedziałem do niego: „Słuchaj, Ojcze: jak będziesz żył w Petersburgu, to nie zajmuj mieszkania na najwyższym piętrze, tylko koniecznie na najniższym” – „A to dlaczego?” – pyta mnich. „Dlatego – odpowiadam – że jeśli zechce się Aniołom nagle porwać ciebie i przenieść z Petersburga na Górę Athos i niosąc cię z najwyższego okna upuszczą na ziemię, to zabijesz się na śmierć; a jeśli zabiorą cię z najniższego, to tylko się potłuczesz”. – „Wyobraź sobie – odpowiedział mnich – ileż razy, kiedy się modliłem, przychodziła do mnie żywa myśl, że Aniołowie pochwycą mnie i postawią na Athosie!” Okazało się, że kapłan – schimnich nosi łańcuchy, prawie nie śpi, mało je i czuje w ciele taki żar, że w zimie nie potrzebuje ciepłej odzieży. Zacząłem prosić go, aby wypróbował sposób, przekazany przez Świętych Ojców, polegający na tym, aby umysł podczas modlitwy był całkowicie obcy od wszelkich marzeń, aby cały był pogrążony na uwadze wypowiadanych słów modlitwy, zawierał się i skupiał się, zgodnie z wypowiedzią Świętego Ioanna Lestwicznika, w słowach modlitwy, przy czym serce zwykle współczuje umysłowi zbawiennym poczuciem żalu za grzechy, jak powiedział prepodobny (pol.-bogobojny) Marek – asceta: „Nie rozproszony podczas modlitwy umysł, uciska serce: natomiast serca skruszonego i pokornego Bóg nie zniszczy.” Gdy to wypróbujesz na sobie, – powiedziałem do mnicha z Athosu: to i mi powiedz o owocach doświadczenia, bo ja sam takiego doświadczenia podjąć się nie mogę z powodu życia, prowadzonego przeze mnie. Mnich chętnie się zgodził. Po kilku dniach przychodzi znów do mnie i mówi: – „Coś ty ze mną zrobił?” – „A co takiego?” – „Bo jak tylko spróbowałem modlić się z uwagą, zamykając umysł w słowach modlitwy, to wszystkie moje wizje zniknęły i już nie mogę powrócić do nich”. Później w rozmowie z mnichem z Athosu już nie widziałem tej pewności siebie i śmiałości, które były widoczne w nim podczas pierwszej wizyty. Poradziłem mu, aby nie wyróżniał się zewnętrznie od innych, ponieważ prowadzi to do zarozumiałości, więc zdjął łańcuchy i oddał mi je. Miesiąc później był znowu u mnie i  powiedział, że żar w jego ciele ustał, że musi mieć ciepłą odzież i o wiele więcej snu. Pokusa zatem w  taki sposób się skończyła.”

 

Zdarzało się i mi spotykać przykłady takiego zwodzenia wśród samowolnych wielbicieli niewłaściwej modlitwy. Dwadzieścia pięć lat temu, w Ławrze Świętej Trójcy i Świętego Sergiusza był pewien nowicjusz, ślepy od urodzenia, dzwonnik według posłuszeństwa. Żył też w dzwonnicy, pod dzwonami. Do wszystkich służb wychodził na czas, żył niezwykle wstrzemięźliwie, nie zaspał nigdy na Jutrznię, jednym słowem – był pilnym nowicjuszem. Pewnego razu otworzył się spowiednikowi, że „widzi wszystko, co dzieje się w celach mnichów w nocy.” – „Jakże możesz widzieć, kiedy jesteś ślepy, i co więcej, żyjesz na dzwonnicy?” – zapytał spowiednik. „Siedzę w celi – mówi nowicjusz – i myślami wędruję po celach i widzę, kto co robi.” – „A jak ty odmawiasz modlitwę w celi? Jaką regułę    przestrzegasz?” – „Każdej nocy robię tysiąc pokłonów”- odpowiedział nowicjusz i opowiedział o sposobie modlitwy marzycielskiej. Wtedy starzec zabronił mu srogo robić pokłony samoczynnie, wyjaśnił niebezpieczeństwa tego sposobu, jakiego używał i dał polecenie: robić nie więcej niż dziesięć pokłonów ponad wymagane w regule duchownej. Minął jakiś tydzień i nowicjusz zjawia się u spowiednika. „Ojcze, – mówi – co się ze mną stało? Ja już nie widzę niczego, co mnisi robią w celach i nie mogę zmusić się do robienia tych pokłonów, których zabroniłeś”. Tak zakończyła się pokusa tego brata. Ale nie zawsze sprawa tak się kończy pomyślnie. Inni i rozum tracą, i mają wizje i popełniają samobójstwa …

Прп. Илья Муромец в пещерной келье в Киеве.

Dlatego należy ściśle przestrzegać reguły modlitwy, którą Biskup Ignacy wyraża w takich słowach: „Umysł podczas modlitwy powinien być niewidzący i z całą starannością to zachowywać, odrzucając wszystkie obrazy, które powstają w wyobraźni, ponieważ umysł w modlitwie stoi przed niewidzialnym Bogiem, Którego nie da się przedstawić w jakikolwiek materialny sposób. Obrazy, jeśli dopuści je umysł w modlitwie, staną się nieprzeniknioną zasłoną, ścianą między umysłem a Bogiem.” – „Ci, którzy w swoich modlitwach nie widzą niczego, widzą Boga” – powiedział prepodobny (bogobojny)  Mieletij Wyznawca.

 

„Najprostsza reguła modlitwy – pisze Święty Pustelnik Teofan – to nic nie wyobrażać, a skupiwszy swój umysł w sercu, być przekonanym, że Bóg jest blisko, że widzi i słyszy i w tym przekonaniu przypadać do Niego, strasznego w Swojej wielkości i bliskiego w Swojej wyrozumiałości do nas.”

 

 

Źródło:

 

Умеем ли мы молиться?

http://orthoview.ru/umeem-li-my-molitsya

6 marca 2014 r.

 

Tłumaczył Andrzej Leszczyński

4.9.2016 r.

Reklamy
Categories: ETYKA CERKIEWNA, MODLITWY PRAWOSŁAWNE, POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: