Przygotuj się do życia wiecznego!

Pouczenie posłańca Bożego

 

„Nie bierzcie nowych dokumentów!”

 

W Daniłowskiej edycji książki „Na ziemi tylko uczymy się żyć” w opowiadaniu „Posłaniec” – ros. «Вестник» – (zob. Książka protojereja Walentina Birukowa „Na ziemi tylko uczymy się żyć” – «На земле мы только учимся жить» – Даниловский благовестник. М. s. 66-68), niestety, nie całe* objawienie posłańca Bożego zostało wydrukowane (prawdopodobnie cenzura nie przepuściła).

 

 

*/

Od tłumacza:

 

Wzmianka o tym, że … niestety, nie całe objawienie posłańca Bożego zostało wydrukowane dotyczy prawdopodobnie wątku o tym, jak Ojciec Walentin i jego koledzy na wojnie złożyli przysięgę, że przez cały jej przebieg nie będą używali przekleństw, wulgarnych słów, nie będą okazywać złości, ani robić krzywdy. I Pan Bóg zachował ich przy życiu.

 

Poniżej zamieszczam treść początku PRZEPOWIEDNI, którą znalazłem w książce dziennikarki Ałły Dobrosockich właśnie o złożonej przysiędze przez młodych żołnierzy. W 1999 r. przeprowadziła ona własne śledztwo i na podstawie zebranych materiałów opublikowała książkę „Śladami Cudu Barnaulskiego. Doświadczenie śledztwa dokumentalnego”.

Książka ta dotyczy wydarzeń związanych ze śmiercią podczas operacji raka i wskrzeszeniem po 3 dobach ateistki Kławdii Ustiużaniny – o których wspomina też Ojciec Walentin w swojej książce „Na ziemi tylko uczymy się żyć”. Przeczytać książkę dziennikarki lub zapisać można, wchodząc na:

http://www.boleem.com/main/library?id=326

 

Moim zdaniem, usunięcie przez cenzurę wątku o przysiędze młodych żołnierzy, że nie będą używać wulgarnych, niecenzuralnych, nie będą „rzucać mięsem” i co z tego wynikło, nie mogło się podobać władzy komunistycznej, bo nie było zgodne z jej planami deprawacji młodzieży, niszczeniem dobrych chrześcijańskich obyczajów w narodzie rosyjskim, walką z religią… Dlatego też ten wątek usunięto.

 

Wydaje się również, że wątek ten (o godziwym wypowiadaniu słów) jest bardzo ważny w Planach Bożych. Na końcu tłumaczenia podaję w dodatku informację o wydarzeniu, związanym z omawianym tematem. Dotyczy ono naszych współczesnych czasów w Noworosji na Donbasie.

W swojej książce Ojciec W. Biriukow na wstępie opowiada wydarzenie, które tematycznie jest związane z rozkazem płk. Igora Striełkowa z Noworosji, Ministra Obrony i Zwierzchnika Armii Donieckiej Republiki Ludowej, a które przez cenzurę zostało „okrojone”. Wyjątek ten, dotyczący opowiadania Ojca, podaję niżej.

 

 

PRZEPOWIEDNIA (uzupełniona po drugim spotkaniu autora z A. Dobrosockich)

 

Podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (tak nazywano w Rosji II Wojnę Światową – od A.L.) uczyłem się w szkole wojskowej w Omsku. Potem trafiłem na front. Widziałem dużo strasznego – widziałem jak podczas bombardowania domy latały w powietrzu jak puchowe poduszki. A my, młodzi – wszyscy chcieliśmy żyć. I oto my, sześcioro przyjaciół z obsługi dział artyleryjskich (wszyscy ochrzczeni, u wszystkich krzyżyki na piersi), zdecydowaliśmy: „Chłopaki, będziemy żyć z Bogiem”. Umówiliśmy się, że podczas całej wojny nie wymówimy ani jednego bluźnierczego słowa, nie będziemy okazywać żadnej złości i nie będziemy robić jeden drugiemu żadnej krzywdy.

 

Warunki na froncie, wiadomo, były ciężkie: bez światła, bez wody, bez paliwa, bez żywności, bez soli, bez mydła. I prawdą jest też, że było wiele wszy i ropy, i brudu, i głodu. Natomiast na wojnie najbardziej gorącą modlitwą – ona leci prosto do nieba, jest: „Panie, ratuj!” I Pan ratował w najbardziej strasznych sytuacjach. Dwukrotnie objawiono mi, tak jak by zabrzmiało to w moich piersiach: zaraz tu przyleci pocisk, zabierz żołnierzy, uciekaj. I jak tylko odciągniemy działo na bok – to w tym miejscu, gdzie przed chwila byliśmy, już jest lej po wybuchu… Potem żołnierze przychodzili do mnie i ze łzami dziękowali. Ale mi dziękować nie trzeba – tylko chwalić Pana za te dobre dzieła. Przecież gdyby nie te „podpowiedzi” – to zarówno ja jak i moi przyjaciele już dawno bylibyśmy w ziemi.

 

***

 

Ale jesienią 2007 roku oraz w 2008 roku ojciec Walentin w rozmowie ze swoim synem igumenem Piotrem (Biriukowem), według świadectwa samego syna, powiedział, że Posłaniec Boży przepowiedział mu w 1948 roku, że przyjdzie czas, kiedy będą duże wahania w narodzie z powodu nowych dokumentów. Żadnych tych dokumentów brać nie można. Powiedz o tym wszystkim – dodał Posłaniec Boży.

 

POSŁANIEC

 

Kiedy wróciłem z frontu, zacząłem pracować jako sprzedawca we wsi Griszkino w województwie Tomskim. A ja tak chciałem pójść do seminarium lub do monasteru. Ale nie chcieli mnie puścić z pracy.

 

Był rok 1948, kiedy wydarzył się wypadek, którego do tej pory bez wzruszenia wspominać nie mogę.   Było to o 7-ej  godzinie wieczorem, dzień pracy się skończył. Nagle przychodzi do mnie do sklepu człowiek. Nie znałem go i do tej pory nie wiem, kto to był – zwyczajny z wyglądu, lat 55, twarz bardzo dobra. Od razu poczułem do niego zaufanie, bo twarz – to zwierciadło duszy. Nieznajomy zamknął drzwi na haczyk i mówi mi:

 

– Uklęknij, Walentinie – twarzą na wschód, przeżegnaj się trzy razy. Słuchaj – opowiem ci twoje przeszłe i przyszłe życie, o twoich przyjaciołach, co się z tobą stało – wszystko jak jest opowiem. Słuchaj uważnie.

 

Mówił powoli i wyraźnie – jakby chciał, abym każde jego słowo zrozumiał i zapamiętał. Opowiedział mi gdzie, jak i co się ze mną wydarzyło, opisał wszystkie te miejsca, gdzie przebywałem.

 

Spojrzałem na niego z niedowierzaniem i myślę: „On nie może tego wszystkiego wiedzieć! Skąd mu wiadomo, że byłem w blokadzie?” (chodzi o ponad 900-dniową blokadę Leningradu – A.L.). A kiedy ten człowiek powiedział, że w lędźwiach mam odłamek pocisku, to wtedy uwierzyłem, że on rzeczywiście mówi prawdę. Nawet zapłakałem z przerażenia – przecież tutaj, w Syberii, nikt nie wiedział o tym odłamku, nikt! Pomyślałem: no, dobrze, gdzie byłem, to może o tym wiedzieć – może to jakiś wywiadowca. Jakie mam nagrody i za co – to też nie jest trudne, aby się dowiedzieć, KGB-iści dobrze pracują. Ale o odłamku, który utknął między trzecim a drugim kręgiem, nawet tatusiowi z mamusią nie powiedziałem – nie chciałem denerwować, pomyślałem: wycierpię.

 

A potem ten człowiek pyta mnie:

 

– Czy pamiętasz, jak umówiliście się w szóstkę, żeby żadnego wulgarnego słowa nigdy nie powiedzieć i jeden drugiemu żadnej krzywdy nie wyrządzić?

 

– A jak że … Pamiętam! –tylko tyle powiedziałem (bo któż, oprócz moich przyjaciół – żołnierzy, mógł o tym wiedzieć?).

 

Z oczu łzy mi poleciały z przerażenia, że on wszystko wie. Człowiek nie może znać takich tajemnic – a ja nigdy nikomu nie opowiadałem o tym. A i po co to komu jest potrzebne.?

 

– Modliliście się, prosząc Boga, aby zostawił was przy życiu. I oto jesteś żywy. I twoi przyjaciele są wszyscy żywi. A widziałeś, jak trupy wokół was leżały? Więc gdybyście wulgarne, bluźniercze słowa wypowiadali – dokładnie tak samo leżałyby i wasze kości… Oto, co znaczą wulgarne, bluźniercze słowa – i oto, co znaczy modlitwa …Powiedz wszystkim, aby nigdy nie klęli…

 

Wiele ten człowiek opowiedział mi również o przyszłości – czyli o naszym teraźniejszym czasie i o odległej przyszłości. Przepowiedział, że ludzie będą dostawać po milionie, dwóch, a nawet więcej (rubli – A.L.).

 

– I ty też będziesz milionerem! – powiedział. Byłem zdumiony:

 

A gdzie podziać te miliony?

 

Przecież wtedy, w 1948 roku, otrzymywałem 46 rubli. A on mówi:

 

Nie martw się – te pieniądze będą puste.

 

– Jak to rozumieć – puste? Wtedy tego nie rozumiałem. Jak można uwierzyć w coś takiego? Milion i pusty? Ale on długo nie wyjaśniał:

 

Później zrozumiesz!

 

I oto teraz, w latach 90-tych stało się jasne, jakimi „milionerami” zostaliśmy. Same zera!

 

Powiedział mi, że niedługo będą budować cerkwie, złocić wieże, a życie będzie coraz gorsze i gorsze.

 

Powiedział, że przyjdzie taki czas, kiedy będą duże wahania w narodzie z powodu nowych dokumentów. Żadnych tych dokumentów brać nie można. Powiedz o tym wszystkim – dodał  posłaniec Boży.

Powiedział, że będzie ostatnie prześladowanie prawosławnych, ale kiedy ono będzie – przemilczał, o  szczegółach nie powiedział. Powiedział tylko:

 

– Mógłbym ci opowiedzieć każdy dzień twojego przyszłego życia, ale nie zapamiętasz. A i nie jest to potrzebne…

 

I wszystko, co mi przepowiedział – wszystko się spełniło. Powiedział nawet o sosnach przy cerkwi, gdzie będę służył. Z tych drzew teraz jest wykonany anałoj (rodzaj pulpitu, na którym kładzie się księgi liturgiczne i obrazy święte – od A.L.) … Wszystko to może wiedzieć tylko człowiek Boży. Nie wiem – czy był to Anioł Niebiański, który przyjął ludzką postać – nie będę twierdził! Ale czuję, że on mówił prawdę. Taka czystość była u niego w oczach! Od niego jakby niezwykłe dobro emanowało – tak dobrze mi było.

 

Wydrukowano według wydania Луг духовный, Biełgorod, 2008 r, (str. – 53, str. -108).

 

__________________________________________________________________________________

 

Od naszego stałego autora i czytelnika Nikołaja Nieustrojewa, Kiemierowo

 

Przygotuj się do życia wiecznego!

 

Ten zwrot został znaleziony w cudowny sposób w następującej sytuacji. Podczas prezentacji swojej książki „Na ziemi tylko uczymy się żyć”, która odbywała się w monasterze Świętego Daniły w Moskwie (książka została opublikowana z błogosławieństwem Patriarchy Moskwy i Wszechrusi Aleksego II i była wydawana 8 razy), jej autora, kapłana – weterana wojny, Walentina Biriukowa (Diecezja Nowosybirska i Berdska, województwo Nowosybirskie), wielu ludzi, którzy byli tam obecni, zaczęło prosić go o podpisanie im na pamiątkę zakupionych książek. Jak opowiadał sam ojciec Walentin, bardzo chciał on znaleźć dla nich odpowiednie, najważniejsze, ale jednocześnie krótkie  słowa życzeń.

 

Ojciec Walentin, stojąc przed Carskimi Wrotami i podnosząc ręce ku Niebu, zaczął modlić się do Pana, aby go pouczył, co ma napisać. Podczas modlitwy sercem, nagle posłyszał głośny czysty głos, który powiedział mu tylko jedno zdanie: „Napisz: Przygotowujcie się do życia wiecznego”. I to był cud. Rzeczywiście, jakie mogą być jeszcze ważniejsze życzenia dla nas wszystkich i na wszystkie czasy. Oto takim poleceniem od Boga podpisywał Ojciec Walentin swoje książki przyszłym czytelnikom.

Kilka spotkań z tym batiuszką – (według mnie jest on jeszcze żywy i dzisiaj w 2012 roku może mieć  88 lat – N.N.) pozostawiły ciepłe światło i ślad w mojej duszy i pamięci, co zawsze występuje po kontaktach tylko z czymś lub kimś czystym i jasnym, pochodzącym od Boga. I to wrażenie pozostało nie tylko u mnie. Jest to niezwykły człowiek, człowiek modlitwy – weteran wojenny, prawdziwy pasterz Cerkwi Chrystusowej, czysty, uczciwy, o trudnym życiu, w którym było również zesłanie jako dziecka na Sybir wraz z wywłaszczonymi rodzicami (uważanymi za tak zwanych kułaków – A.L.), głód, a następnie wojna, krwawe walki pod Leningradem, rany, szpital i całe późniejsze życie kapłana tamtej generacji.

Bardzo interesujące są jego wspomnienia z ciężkich czasów wojny. Ojciec Walentin opowiedział, jak on i wielu rannych osobiście widzieli tam, w leningradzkim szpitalu, Świętą Błogosławioną Ksenię Petersburską, która w widoczny sposób objawiała się i karmiła ich z dużej miski o pojemności 3-litrowego słoika, czymś, jak sami mówili, podobnego do ciepłego roztopionego masła śmietankowego od krowy, po czym nagle znikała na ich oczach. Przy czym przychodziła ona do wielu, ale nie do wszystkich, co było również dziwne. Batiuszka przypuszczał, że przychodziła do tych, kto miał na piersiach krzyżyk. Święta również i jego, rannego w walce żołnierza, także nakarmiła, a potem pochyliła się nad sąsiadem, który był ostatnim w szeregu ich łóżek.

 

Ojciec Walentin powiedział, że chciał ją zapytać – kim jest, jakie jest jej imię, ale ona, gdy zaczęła się prostować, nagle po prostu znikała. Wspomina, że był bardzo zaskoczony i nawet pomyślał w tamtym czasie – że jest to sen i zaczął siebie obmacywać, szczypać, ale nie, to nie był sen. Co więcej, w ustach wciąż było smaczne ciepłe masło. Świętą Kseniuszkę, nawiasem mówiąc, widział on wcześniej, przez okno, kiedy wysoka, w prostych czarnych szatach zakonnych wchodziła do szpitala, do którego jego   samego niedawno przywieziono z pola bitwy z odłamkiem bomby lotniczej w plecach i który znajduje się w nich do tej pory. Był jednak przytomny, ale ledwie żywy, ponieważ stracił dużo krwi i bardzo przemarzł, bo było to na początku wiosny, myślę, że w miesiącu marcu, a on, ranny, musiał pozostać przez kilka godzin na polu bitwy, a następnie na noszach w mokrej, w tym i od krwi, odzieży.

 

Ponadto, według świadectw wielu pacjentów i personelu medycznego szpitala, Święta Błogosławiona Ksenia przynosiła do szpitala na sobie rannych z pola walki, zostawiała ich tutaj i na oczach u    wszystkich znikała. Widocznie przynosiła tych, którzy jeszcze byli żywi, ale zawezwać sanitariuszy nie byli w stanie, być może też byli nieprzytomni. I o dziwo, kiedy ranni żołnierze w szpitalu pytali o tym cudzie pielęgniarki i kim jest ta mniszka, to one spokojnie, jakby to była codzienność, odpowiadały, że jest to Święta Ksenia Petersburska.

 

Bardzo wiele wspaniałych spotkań było w powojennym życiu batiuszki. Oto jedno z nich. W 1948 roku w sklepie, gdzie, będąc jeszcze młodym człowiekiem, chociaż już przeszedł wojnę, Walentin pracował z powodu kontuzji jako sprzedawca, ponieważ uznano, że praca taka jest łatwiejsza, podczas jego zamykania, podszedł do niego nieznany mężczyzna lat 50-55. Jego twarz i oczy były bardzo dobre. Zamknął drzwi na haczyk i nazywając go po imieniu, kazał mu natychmiast uklęknąć twarzą na wschód i przeżegnać się trzy razy. Potem zaczął dokładnie, nawet w szczegółach, za wyjątkiem Walentina nikomu nieznanych, opowiadać mu całą jego przeszłość, a potem przyszłe życie, z wieloma ważnymi datami. Batiuszka w powojennych ciężkich czasach miał wiele wątpliwości co do swojej przyszłości.

 

Ten mężczyzna, którego imienia O. Walentin nie zna do tej pory, a także czy był to człowiek, czy też Anioł w ciele, wszystkie te wątpliwości rozproszył. Powiedział mu, że zostanie kapłanem, a także jego przyszli synowie, żeby nie wątpił w odniesieniu do małżeństwa i wiele innych spraw. Przepowiedział mu na 16 lat przed wydarzeniem (w 1964), spotkanie z Kławdią Ustiużaniną z Barnaułu, powiedział, że spotka się z kobietą, która umrze (na stole operacyjnym – rak IV stadium), a na 3-ci dzień zmartwychwstanie w kostnicy, duszy której zostaną pokazane Raj i Piekło. Że będzie z nią miał pięć spotkań, co później dokładnie się spełniło. A także o jego kilku spotkaniach z jej przyszłym synem Andriejem Ustiużaninem, obecnie kapłanem, który służy w jednej ze świątyń miasta Aleksandrowa pod Moskwą (nie zapamiętałem, o ilu spotkaniach z nim mówił O. Walentinowi ten jego cudowny  rozmówca). Nawiasem mówiąc, kiedy się żegnali, O. Walentyn ukłonił mu się do stóp i powiedział dziękuję, na co tamten powiedział – źle mówisz, trzeba mówić: спаси Бог! (Bóg zapłać!).

 

Również wielu innych ciekawych ludzi, historii i wydarzeń widział i słyszał w ciągu swego długiego życia ten wspaniały Ojczulek, który obecnie ma około 90 lat. O wielu rzeczach powiedział nam podczas kilku spotkań z nim. Trzej jego synowie naprawdę zostali kapłanami i dzisiaj służą Bogu, co prawda, jeden z nich – Piotr, igumen  Żyrowickiego Monasteru na Białorusi 3 lata temu (mniej więcej w 2008-2009 r.) zginął w wypadku samochodowym podczas jazdy do Rosji, gdzieś, według mnie, w województwie Niżegorodzkim. Niech odpoczywa w Bogu!. Córka, u której obecnie   mieszka batiuszka, jest żoną kapłana w Berdsku, w województwie Nowosybirskim, czyli jest Matuszką. (Po prostu ten artykuł był pisany przed tymi wydarzeniami).

Oto kilka przydatnych i ważnych rad, udzielonych nam przez protojereja Walentina Biriukowa z jego wieloletniej praktyki kapłańskiej podczas kilku spotkań z nim. Koniecznie czytajcie codziennie Świętą Ewangelię i Psalmy, co najmniej trzy Kafizmy*, ponieważ Psałterz, jak mówi Ojciec, jest karabinem, który strzela do wroga. Albo na przykład, znieważył lub obraził ktoś ciebie. Przyjdź do domu, uklęknij przed ikonami, pomódl się za krzywdziciela, odmów za niego trzy razy „Ojcze nasz” i proś Pana, aby mu wybaczył, bo nie wie, co czyni. I nadzwyczaj ważny, szczególnie aktualny dzisiaj, potwierdzony praktycznie na konkretnych ludziach, sposób uzdrowienia z raka, a także z padaczki (napadów epilepsji). W tym celu chory powinien obowiązkowo wyspowiadać się u kapłana, przyjąć Eucharystię Świętą (ros. – Priczasije), a następnie w ciągu 40 dni po 40 razy dziennie czytać Psalm 90  (Kto przebywa w pieczy Najwyższego…). Należy jednak pamiętać, że wszystko daje się człowiekowi według jego wiary w Boga. O tym mówił nawet Jezus Chrystus.

 


 

 

Ojciec Walentin urodził się w górach Ałtaju w powiecie Pawłowskim. Tam, we wiosce Koływańskie, urodziła się (przed rewolucją) i spędziła całe swoje życie przedziwna kobieta, mniszka, Matuszka  Nadzieja Chożajewa, która odeszła do Boga 24.12.1947r. w wieku powyżej 80 lat. Od 7 roku życia przestała jeść mięso, prowadziła czyste, pobożne, a następnie surowe życie zakonne, za co Pan obdarzył ją licznymi darami. Ponadto, w ciągu 3 dni po śmierci jej duszę przeprowadzono po wszystkich mytarstwach  i nauczono ją, jak ma poprawnie te mytarstwa przechodzić.

 

Kto się tym interesuje, ten wie, że do 40 dnia po ziemskiej śmierci, odeszła do wieczności dusza przechodzi 20 mytarstw, po czym Bóg na cząstkowym Sądzie określa właściwe jej miejsce pobytu według całości jej ziemskich „zasług” przed Nim – w upragnionych Rajskich Przybytkach lub strasznych podziemiach – w Piekle. To właśnie w tych miejscach i będzie znajdować się dusza do czasu Powszechnego Strasznego Sądu, na którym zostanie jej ostatecznie i na zawsze określone stałe miejsce. Bardzo ważnym dla nas, żyjących, jest modlić się za te dusze tutaj na ziemi, a szczególnie w ciągu tych 40 dni, ponieważ szczególne (osobiste) modlitwy, a zwłaszcza modlitwy cerkiewne, a także jałmużny i ofiary, które przynosimy za zmarłych, nie tylko czasowo łagodzą ich cierpienia i smutki, jeśli są oni w Piekle, a, niestety, większość ludzi przebywa właśnie tam, ale co najważniejsze, te modlitwy i dobre uczynki wpływają na ostateczną decyzję Bożą, dotyczącą każdej duszy na Jego Ostatecznym Strasznym Sądzie.

 

I jeśli za kogoś z nich pobożni rodzice, krewni i przyjaciele dużo się modlili, ciągle zamawiali w cerkwi liturgię św. i Panichidę-Nabożeństwa Żałobne, jak również w ich intencji czynili wiele innych czynów, miłych Panu Bogu, to jest całkiem możliwe, że takie dusze na Powszechnym Sądzie Bożym zostaną ułaskawione. Ponadto, również tym, którzy to dobro czynili, wypełniając za zmarłych ich dobre uczynki na ziemi, Pan uwzględni to przy zbawieniu. Niestety, współczesny człowiek, pogrążony w licznych grzechach, o tym nawet nie zastanawia się, dlatego pośmiertne doświadczenia, zmagania na mytarstwach sa przeszkodą nie do pokonania na drodze wznoszenia się jego duszy do upragnionego Królestwa Niebieskiego. Pismo Święte słowami Najpierwszego Apostoła Piotra mówi: „A jeśli sprawiedliwy z trudem dojdzie do zbawienia, to gdzie znajdzie się bezbożnik i grzesznik?” (1P 4,18).

 

Ponadto z ksiąg cerkiewnych wiadomo, że do mytarstw nawet nie dochodzą, a od razu po wyjściu duszy z ciała demony odprowadzają do piekła dusze ludzi nie ochrzczonych, samobójców, zabitych w porachunkach gangów, które przez Cerkiew przyrównywane są do samobójstw, etc. Nawiasem mówiąc, Ojciec Walentin mówił, że ci, co przyjęli numer NIP* (ros.- ИНН) również do mytarstw nie dochodzą. Powtarzał on to nie tylko w rozmowach prywatnych, ale również powiedział to kilka lat temu na zebraniu Kemerowskiego Oddziału Związku Pisarzy Rosji, kiedy zorganizowało spotkanie z  nim … ku niezadowoleniu wielu z nich.

 

*/

Według wielu hierarchów Cerkwi, Ojców Świętych, mnichów z Góry Athos również ci, którzy przyjmą paszporty elektroniczne i znak Bestii (A.L.).

 

Tylko ci, którzy po ochrzczeniu w cerkwi prawosławnej prowadzili pobożne życie na ziemi: nosili krzyżyki na piersiach, żyli w sakramentalnych związkach małżeńskich, w niedziele uczestniczyli (ros.- «стояли») na Mszy św., rano i wieczorem modlili się, czytali Psalmy, Ewangelie, przestrzegali

postów, przyjmowali Sakrament Namaszczenia Chorych, często chodzili do spowiedzi u kapłana, przystępowali do Świętych Tajemnic Chrystusowych (Eucharystii) – mają realną szansę zgodnie z Miłosierdziem Bożym na zbawienie w wieczności, a nie efemeryczną, lekkomyślną i pustą nadzieję na to. Tylko tacy mogą mieć uzasadnioną nadzieję na pozytywną odpowiedź przed Bogiem, na Jego, chociaż miłosierny, ale sprawiedliwy, srogi Sąd, gdzie o każdym znane jest absolutnie wszystko, nawet myśli. Wszyscy oni idą na mytarstwa  .

Ale w naszych obłudnych, przewrotnych czasach, z ich namiętnościami, pokusami i pożądaniami, a zwłaszcza z pomocą zamieszkałych przez demonów mediach, i tym bardziej TV i Internetu, takich ludzi jest coraz mniej i mniej. A mieć nadzieję, że również Tam, w Tamtym świecie, poszczęści nam się, jak to bywało w ziemskim życiu, jest zupełnie niedorzeczną zachcianką, głupotą i śmiertelnie niebezpieczną naiwnością. Oszukać Pana Boga nigdy i nikomu jeszcze się nie udało i nie uda. Dlatego, póki nie jest za późno, póki jesteśmy tutaj, na ziemi, gdzie pokuta jest przyjmowana, to nadal mamy nadzieję na zmianę swego ziemskiego, nieopanowanego i grzesznego życia na miły Bogu nakazany przez Niego obraz zachowania i znalezienie upragnionego przez nas wszystkich Królestwa Bożego. I, oczywiście, powinniśmy pomagać w tym najważniejszym zbawczym dziele również naszym dzieciom i bliskim.

 

Tak, jest to codzienna, nieustanna, nielekka praca duchowa, dotycząca pokonania siebie, swoich złych przyzwyczajeń, pożądań ciała itp. Ale innej drogi tam po prostu nie ma. A co najważniejsze, cena tej sprawy jest zbyt wysoka – życie wieczne w radości, z Bogiem, w Jego upragnionych rajskich mieszkaniach, ze Świętymi, Aniołami i Matką Bożą, albo wieczny smutek, cierpienia i męki, zadawane przez bezlitosnych demonów w strasznym Piekle.

 

Wróćmy do mniszki Nadieżdy Chożajewej. Ojciec Walentin mówił, że sama Matuszka Nadieżda mówiła o sobie, że umarła na te trzy dni. To wydarzenie stało się z nią jeszcze przed rewolucją. W tej wiosce ludzie wciąż czczą tę wielką Służebnicę Bożą, zachowują i przekazują wiedzę, daną jej przez Boga i Matkę Bożą, która jej się objawiała. Nawiasem mówiąc, Bogurodzica przekazała przez nią, aby ludzie na ziemi chodzili w lnianej odzieży.

 

Matuszka zalecała: jeśli czujesz, że niedługo umrzesz, to przygotuj się do tego wydarzenia zawczasu;   przygotuj swoje ciało i duszę. Duszę – przez Sakrament Namaszczenia Chorych (ros.- соборованием) i częstą Komunię (Priczasije). A ciało – przez ograniczenia w jedzeniu, i najlepiej w tym okresie korzystać tylko z prosfory (przaśnego chleba) i wody święconej. Nawet ból się cofa. Ale najważniejsze w tym okresie – to nie tracić radości, ale cieszyć się – przecież odchodzisz do Boga, do życia wiecznego w Jego upragnionych Niebiańskich Mieszkaniach. Odchodzisz z tego pogrążonego w wadach i grzechach tymczasowego świata do świata wiecznej radości, pełni szczęścia i miłości, gdzie nie ma nieszczęść, nie ma cierpienia, nie ma chorób, ani smutków.

 

Natomiast na temat bardzo oryginalnej informacji, otrzymanej od mniszki Nadieżdy, nawet nieco różniącej się od zwykłych opisów tych chwil, gdy dusza zmarłego przechodzi przez mytarstwa, to są one podane oddzielnie, w załączniku do niniejszego artykułu . I niechaj dopomoże nam Bóg!

O MYTARSTWACH: http://www.monasterujkowice.pl/articles.php?a=3

http://www.monasterujkowice.pl/books.php?b=15

http://www.bratczyk.pl/33,zywot-sw.-bazylego-nowego;-mytarstwa-sw.-teodory.html

Nikołaj Nieustrojew, Kiemierowo

 

PS: Ojciec Walentin Biriukow pobłogosławił publikację tego artykułu i jego załączników.

 

Źródło:

 

НЕ БЕРИТЕ НОВЫХ ДОКУМЕНТОВ! Наставление посланника Божия

http://3rm.info/26948-ne-berite-novyh-dokumentov.html

6 sierpnia 2012 r.

 

 

DODATEK:

 

Igor Striełkow zabronił przekleństw („rzucania mięsem”) w Armii Noworosji

 

Na blogu Błagodatnyj Ogoń:

 

Игорь Стрелков запретил мат в армии Новороссии

30/07/2014

http://www.blagogon.ru/news/320/

 

 

Publikujemy tekst rozkazu Ministra Obrony Donieckiej Republiki Ludowej Igora Striełkowa o zakazie przekleństw („rzucania mięsem”) w Armii Noworosji.

ROZKAZ

o zakazie przekleństw („rzucania mięsem”) w Armii Noworosji

 

Nazywamy się armią prawosławną i jesteśmy dumni z tego, że służymy nie złotemu cielcowi, a Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi i swemu narodowi. Na naszych chorągwiach przedstawione jest oblicze Zbawiciela. Używanie przez żołnierzy przekleństw („rzucania mięsem”) jest bluźnierstwem przeciwko Panu i Matce Bożej, którym służymy i którzy nas chronią w walce.

 

ROZKAZUJĘ:

  1. Zakazać używania obraźliwego języka („rzucania mięsem”).
  2. Dowódcy jednostek przekażą rozkaz do składu osobowego. Dowódcy i oficerowie ds. ideologii przeprowadzą rozmowy wyjaśniające o sensie języka obraźliwego i przyczynach jego niedopuszczalności.
  3. Przeklinanie w miejscach publicznych należy przyrównywać do poważnego wykroczenia dyscyplinarnego i karać w odpowiednim trybie.

 

Wyjaśnienie

Słowa przekleństw niecenzuralnych („rzucanie mięsem”) nie są pochodzenia rosyjskiego i były używane przez wrogów Rosji do profanacji naszych świętości, aby oddziałując na rosyjskich żołnierzy poprzez ducha, złamać ich w walce i rzucić na kolana. Dlatego przekleństwo niecenzuralne – to jest bluźnierstwo, która zawsze było uważane za ciężki grzech. Zasada wrogów Rosji była taka sama jak i dzisiaj u wrogów, nienawidzących chrześcijan, którzy przejęli władzę w Kijowie, którzy rozkazują prawosławnym Ukraińcom strzelać do swoich świątyń i szydzić z chorągwi z wizerunkiem oblicza Zbawiciela i prawosławnego duchowieństwa.

 

W związku z tym, żołnierz rosyjski nie może używać języka wroga. To poniża nas duchowo i prowadzi armię do porażki.

Dowódca Pospolitego Ruszenia DRL

pułkownik I. I. Striełkow

28.07.2014,

w dniu Świętego równego Apostołom księcia Władimira – dniu Chrztu Rusi.

 

Tłumaczył Andrzej Leszczyński

31.7.2014 r.

 

 

 

 

 

 

Źródło:

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/igor-strielkow-zabronil-przeklenstw-rzucania-miesem-armii-noworosji-2014-10

 

Na blogu maruchy https://marucha.wordpress.com/2014/11/01/igor-strielkow-zabronil-przeklenstw-rzucania-miesem-w-armii-noworosji/  polecam kilka komentarzy, dotyczących tematu; oto 3 z nich:

 

* Jest to bardzo ważny rozkaz, bowiem używanie słów wulgarnych jest nie tylko zaśmiecaniem kultury narodowej, o czym dotychczas byłem przekonany, ale i ciężka obrazą Boga. Dlatego Joanna d’Arc wymogła na swoim wojsku zakaz używania słów wulgarnych i Bóg je błogosławił.

 

*Ten rozkaz jest świadectwem brania rozbratu z „tradycjami” krasnoj armii.

 

* Nie sądzę, by Strielkow był głupkowatym świętoszkiem, którego zatyka po usłyszeniu sporadycznego joba. Tutaj idzie chyba o skalę zjawiska, a nie totalny zakaz. W pewnych środowiskach słowo na k… pada co 5 sekund. W armii takie tendencje tylko się umacniają.

 

Pułkownik Igor Striełkow, legendarny, niezwykle doświadczony charyzmatyczny dowódca wojskowy, który odniósł wiele zwycięstw w walkach z wojskami faszystowskiej, neobanderowskiej junty kijowskiej, w końcu został „wykolegowany” przez najbliższych współpracowników i wydalony do Moskwy, gdzie pozbawiony wszelkiej władzy i wpływów na wydarzenia w Donbasie od czasu do czasu składa jedynie oświadczenia i udziela wywiadów. Może ten wydany rozkaz też był powodem do usunięcia…

 

 

Tłumaczył Andrzej Leszczyński

15.9.2016 r.

 

 

 

Advertisements
Categories: ETYKA CERKIEWNA, KSIĄŻKI WARTE UWAGI, POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: