KSIĄŻKI WARTE UWAGI

Przygotuj się do życia wiecznego!

Pouczenie posłańca Bożego

 

„Nie bierzcie nowych dokumentów!”

 

W Daniłowskiej edycji książki „Na ziemi tylko uczymy się żyć” w opowiadaniu „Posłaniec” – ros. «Вестник» – (zob. Książka protojereja Walentina Birukowa „Na ziemi tylko uczymy się żyć” – «На земле мы только учимся жить» – Даниловский благовестник. М. s. 66-68), niestety, nie całe* objawienie posłańca Bożego zostało wydrukowane (prawdopodobnie cenzura nie przepuściła).

 

 

*/

Od tłumacza:

 

Wzmianka o tym, że … niestety, nie całe objawienie posłańca Bożego zostało wydrukowane dotyczy prawdopodobnie wątku o tym, jak Ojciec Walentin i jego koledzy na wojnie złożyli przysięgę, że przez cały jej przebieg nie będą używali przekleństw, wulgarnych słów, nie będą okazywać złości, ani robić krzywdy. I Pan Bóg zachował ich przy życiu.

 

Poniżej zamieszczam treść początku PRZEPOWIEDNI, którą znalazłem w książce dziennikarki Ałły Dobrosockich właśnie o złożonej przysiędze przez młodych żołnierzy. W 1999 r. przeprowadziła ona własne śledztwo i na podstawie zebranych materiałów opublikowała książkę „Śladami Cudu Barnaulskiego. Doświadczenie śledztwa dokumentalnego”.

Książka ta dotyczy wydarzeń związanych ze śmiercią podczas operacji raka i wskrzeszeniem po 3 dobach ateistki Kławdii Ustiużaniny – o których wspomina też Ojciec Walentin w swojej książce „Na ziemi tylko uczymy się żyć”. Przeczytać książkę dziennikarki lub zapisać można, wchodząc na:

http://www.boleem.com/main/library?id=326

 

Moim zdaniem, usunięcie przez cenzurę wątku o przysiędze młodych żołnierzy, że nie będą używać wulgarnych, niecenzuralnych, nie będą „rzucać mięsem” i co z tego wynikło, nie mogło się podobać władzy komunistycznej, bo nie było zgodne z jej planami deprawacji młodzieży, niszczeniem dobrych chrześcijańskich obyczajów w narodzie rosyjskim, walką z religią… Dlatego też ten wątek usunięto.

 

Wydaje się również, że wątek ten (o godziwym wypowiadaniu słów) jest bardzo ważny w Planach Bożych. Na końcu tłumaczenia podaję w dodatku informację o wydarzeniu, związanym z omawianym tematem. Dotyczy ono naszych współczesnych czasów w Noworosji na Donbasie.

W swojej książce Ojciec W. Biriukow na wstępie opowiada wydarzenie, które tematycznie jest związane z rozkazem płk. Igora Striełkowa z Noworosji, Ministra Obrony i Zwierzchnika Armii Donieckiej Republiki Ludowej, a które przez cenzurę zostało „okrojone”. Wyjątek ten, dotyczący opowiadania Ojca, podaję niżej.

 

 

PRZEPOWIEDNIA (uzupełniona po drugim spotkaniu autora z A. Dobrosockich)

 

Podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (tak nazywano w Rosji II Wojnę Światową – od A.L.) uczyłem się w szkole wojskowej w Omsku. Potem trafiłem na front. Widziałem dużo strasznego – widziałem jak podczas bombardowania domy latały w powietrzu jak puchowe poduszki. A my, młodzi – wszyscy chcieliśmy żyć. I oto my, sześcioro przyjaciół z obsługi dział artyleryjskich (wszyscy ochrzczeni, u wszystkich krzyżyki na piersi), zdecydowaliśmy: „Chłopaki, będziemy żyć z Bogiem”. Umówiliśmy się, że podczas całej wojny nie wymówimy ani jednego bluźnierczego słowa, nie będziemy okazywać żadnej złości i nie będziemy robić jeden drugiemu żadnej krzywdy.

 

Warunki na froncie, wiadomo, były ciężkie: bez światła, bez wody, bez paliwa, bez żywności, bez soli, bez mydła. I prawdą jest też, że było wiele wszy i ropy, i brudu, i głodu. Natomiast na wojnie najbardziej gorącą modlitwą – ona leci prosto do nieba, jest: „Panie, ratuj!” I Pan ratował w najbardziej strasznych sytuacjach. Dwukrotnie objawiono mi, tak jak by zabrzmiało to w moich piersiach: zaraz tu przyleci pocisk, zabierz żołnierzy, uciekaj. I jak tylko odciągniemy działo na bok – to w tym miejscu, gdzie przed chwila byliśmy, już jest lej po wybuchu… Potem żołnierze przychodzili do mnie i ze łzami dziękowali. Ale mi dziękować nie trzeba – tylko chwalić Pana za te dobre dzieła. Przecież gdyby nie te „podpowiedzi” – to zarówno ja jak i moi przyjaciele już dawno bylibyśmy w ziemi.

 

***

 

Ale jesienią 2007 roku oraz w 2008 roku ojciec Walentin w rozmowie ze swoim synem igumenem Piotrem (Biriukowem), według świadectwa samego syna, powiedział, że Posłaniec Boży przepowiedział mu w 1948 roku, że przyjdzie czas, kiedy będą duże wahania w narodzie z powodu nowych dokumentów. Żadnych tych dokumentów brać nie można. Powiedz o tym wszystkim – dodał Posłaniec Boży.

 

POSŁANIEC

 

Kiedy wróciłem z frontu, zacząłem pracować jako sprzedawca we wsi Griszkino w województwie Tomskim. A ja tak chciałem pójść do seminarium lub do monasteru. Ale nie chcieli mnie puścić z pracy.

 

Był rok 1948, kiedy wydarzył się wypadek, którego do tej pory bez wzruszenia wspominać nie mogę.   Było to o 7-ej  godzinie wieczorem, dzień pracy się skończył. Nagle przychodzi do mnie do sklepu człowiek. Nie znałem go i do tej pory nie wiem, kto to był – zwyczajny z wyglądu, lat 55, twarz bardzo dobra. Od razu poczułem do niego zaufanie, bo twarz – to zwierciadło duszy. Nieznajomy zamknął drzwi na haczyk i mówi mi:

 

– Uklęknij, Walentinie – twarzą na wschód, przeżegnaj się trzy razy. Słuchaj – opowiem ci twoje przeszłe i przyszłe życie, o twoich przyjaciołach, co się z tobą stało – wszystko jak jest opowiem. Słuchaj uważnie.

 

Mówił powoli i wyraźnie – jakby chciał, abym każde jego słowo zrozumiał i zapamiętał. Opowiedział mi gdzie, jak i co się ze mną wydarzyło, opisał wszystkie te miejsca, gdzie przebywałem.

 

Spojrzałem na niego z niedowierzaniem i myślę: „On nie może tego wszystkiego wiedzieć! Skąd mu wiadomo, że byłem w blokadzie?” (chodzi o ponad 900-dniową blokadę Leningradu – A.L.). A kiedy ten człowiek powiedział, że w lędźwiach mam odłamek pocisku, to wtedy uwierzyłem, że on rzeczywiście mówi prawdę. Nawet zapłakałem z przerażenia – przecież tutaj, w Syberii, nikt nie wiedział o tym odłamku, nikt! Pomyślałem: no, dobrze, gdzie byłem, to może o tym wiedzieć – może to jakiś wywiadowca. Jakie mam nagrody i za co – to też nie jest trudne, aby się dowiedzieć, KGB-iści dobrze pracują. Ale o odłamku, który utknął między trzecim a drugim kręgiem, nawet tatusiowi z mamusią nie powiedziałem – nie chciałem denerwować, pomyślałem: wycierpię.

 

A potem ten człowiek pyta mnie:

 

– Czy pamiętasz, jak umówiliście się w szóstkę, żeby żadnego wulgarnego słowa nigdy nie powiedzieć i jeden drugiemu żadnej krzywdy nie wyrządzić?

 

– A jak że … Pamiętam! –tylko tyle powiedziałem (bo któż, oprócz moich przyjaciół – żołnierzy, mógł o tym wiedzieć?).

 

Z oczu łzy mi poleciały z przerażenia, że on wszystko wie. Człowiek nie może znać takich tajemnic – a ja nigdy nikomu nie opowiadałem o tym. A i po co to komu jest potrzebne.?

 

– Modliliście się, prosząc Boga, aby zostawił was przy życiu. I oto jesteś żywy. I twoi przyjaciele są wszyscy żywi. A widziałeś, jak trupy wokół was leżały? Więc gdybyście wulgarne, bluźniercze słowa wypowiadali – dokładnie tak samo leżałyby i wasze kości… Oto, co znaczą wulgarne, bluźniercze słowa – i oto, co znaczy modlitwa …Powiedz wszystkim, aby nigdy nie klęli…

 

Wiele ten człowiek opowiedział mi również o przyszłości – czyli o naszym teraźniejszym czasie i o odległej przyszłości. Przepowiedział, że ludzie będą dostawać po milionie, dwóch, a nawet więcej (rubli – A.L.).

 

– I ty też będziesz milionerem! – powiedział. Byłem zdumiony:

 

A gdzie podziać te miliony?

 

Przecież wtedy, w 1948 roku, otrzymywałem 46 rubli. A on mówi:

 

Nie martw się – te pieniądze będą puste.

 

– Jak to rozumieć – puste? Wtedy tego nie rozumiałem. Jak można uwierzyć w coś takiego? Milion i pusty? Ale on długo nie wyjaśniał:

 

Później zrozumiesz!

 

I oto teraz, w latach 90-tych stało się jasne, jakimi „milionerami” zostaliśmy. Same zera!

 

Powiedział mi, że niedługo będą budować cerkwie, złocić wieże, a życie będzie coraz gorsze i gorsze.

 

Powiedział, że przyjdzie taki czas, kiedy będą duże wahania w narodzie z powodu nowych dokumentów. Żadnych tych dokumentów brać nie można. Powiedz o tym wszystkim – dodał  posłaniec Boży.

Powiedział, że będzie ostatnie prześladowanie prawosławnych, ale kiedy ono będzie – przemilczał, o  szczegółach nie powiedział. Powiedział tylko:

 

– Mógłbym ci opowiedzieć każdy dzień twojego przyszłego życia, ale nie zapamiętasz. A i nie jest to potrzebne…

 

I wszystko, co mi przepowiedział – wszystko się spełniło. Powiedział nawet o sosnach przy cerkwi, gdzie będę służył. Z tych drzew teraz jest wykonany anałoj (rodzaj pulpitu, na którym kładzie się księgi liturgiczne i obrazy święte – od A.L.) … Wszystko to może wiedzieć tylko człowiek Boży. Nie wiem – czy był to Anioł Niebiański, który przyjął ludzką postać – nie będę twierdził! Ale czuję, że on mówił prawdę. Taka czystość była u niego w oczach! Od niego jakby niezwykłe dobro emanowało – tak dobrze mi było.

 

Wydrukowano według wydania Луг духовный, Biełgorod, 2008 r, (str. – 53, str. -108).

 

__________________________________________________________________________________

 

Od naszego stałego autora i czytelnika Nikołaja Nieustrojewa, Kiemierowo

 

Przygotuj się do życia wiecznego!

 

Ten zwrot został znaleziony w cudowny sposób w następującej sytuacji. Podczas prezentacji swojej książki „Na ziemi tylko uczymy się żyć”, która odbywała się w monasterze Świętego Daniły w Moskwie (książka została opublikowana z błogosławieństwem Patriarchy Moskwy i Wszechrusi Aleksego II i była wydawana 8 razy), jej autora, kapłana – weterana wojny, Walentina Biriukowa (Diecezja Nowosybirska i Berdska, województwo Nowosybirskie), wielu ludzi, którzy byli tam obecni, zaczęło prosić go o podpisanie im na pamiątkę zakupionych książek. Jak opowiadał sam ojciec Walentin, bardzo chciał on znaleźć dla nich odpowiednie, najważniejsze, ale jednocześnie krótkie  słowa życzeń.

Czytaj dalej

Reklamy
Categories: ETYKA CERKIEWNA, KSIĄŻKI WARTE UWAGI, POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Prawosławny kult Maryi, Bożej Rodzicielki

10806465_483734781765597_5955069774470558756_n

Wstęp

Wstęp do czwartego wydania

To nowe wydanie traktatu o Maryi, Bożej Rodzicielce, napisanego przez niedawno kanonizowanego św. Jana Maksymowicza, przetłumaczonego przez ojca Seraphima Rose na angielski, wychodzi naprzeciw nadziejom, że pobudzi anglojęzycznych czytelników do głębszego oddawania czci Bogurodzicy, która zdolna jest wspomagać słabych chrześcijan, którzy obecnie muszą stawiać czoła bezprecedensowemu pomieszaniu pojęć. To całe zamieszanie pochodzi oczywiście od złego. Jednak przyczyną tak strasznego pomieszania jest również utrata przez prawosławnych chrześcijan umiłowania Prawdy, a to automatycznie wywołuje w nich lęk przed potęgą tego świata. Umiłowanie Prawdy stanowi kamień węgielny życia duchowego, jak również pewność naszego duchowego przetrwania w czasach, gdy świadomość społeczeństwa łączy się z siłami ducha tego świata.

Św. Jan Maksymowicza był prześladowany za życia, włącznie z umieszczeniem jak kryminalisty w więzieniu, właściwie z powodu jego bezkompromisowej wierności Prawdzie. Jego pisma stały się tekstami patrystycznymi wieku współczesnego, gdyż posiadają tę samą wymowę, co dzieła starożytnych świętych Ojców. Właśnie ponadczasowy charakter tych pism popchnął późniejszego ojca Seraphima do podjęcia ich tłumaczenia, aby stały się one dostępne dla współczesnych prawosławnych.

Ikona na okładce została napisana przez znanego ikonografa Pimena M. Sofronowa na zlecenie Arcybiskupa Jana Maksymowicza. Umieszczona była w ikonostasie w katedrze w San Francisco, gdzie św. Jan celebrował Liturgię aż do swojego odejścia w 1966 roku. Kilka lat po śmierci Arcybiskupa ikona została przekazana do cerkwi monasterskiej św. Hermana z Alaski, gdzie umieszczono ją w ikonostasie. Przed nią odbyły się zarówno święcenia ojca Seraphima jak też nabożeństwo pogrzebowe po jego śmierci.

Dobrze pamiętamy jak Arcybiskup Jan modlił się przed tą ikoną, jak często stał tuż przy niej podczas głoszenia homilii w ostatnich latach jego życia na ziemi. Ponieważ ikona ta przypomina nam zarówno autora tej pracy, św. Jana Maksymowicza jak i tłumacza i wydawcę, ojca Seraphima, przedstawiamy to nowe wydanie z nadzieją, że prawosławni chrześcijanie pomnożą swoje modlitwy do Bogurodzicy.

Prawosławna teologia Arcybiskupa Jana Maksymowicza

Nie tak dawno temu przełożona monasteru Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, bardzo pobożna niewiasta, głosiła naukę w cerkwi swojego monasteru podczas święta Zaśnięcia Przeczystej Bogurodzicy. Ze łzami usilnie prosiła swoje mniszki i pielgrzymów, którzy przybyli na święto, żeby w pełni i z otwartym sercem przyjmować wszystko, co Cerkiew przekazuje nam poprzez stulecia, ponosząc ogromne cierpienia, aby przechować świętą tradycję poprzez wszystkie wieki, oraz aby nie wybierać sobie z niej tego, co nam się wydaje „ważne”, a odrzucać to, co „zbędne”, gdyż przez uważanie siebie za mądrzejszych od tradycji możemy tę tradycję w końcu utracić. Tak więc gdy Cerkiew mówi nam w swoich hymnach i ikonach, że Apostołowie zostali cudownie zebrani z krańców ziemi, aby byli obecni przy Zaśnięciu i na pogrzebie Matki Bożej, my jako prawosławni chrześcijanie nie możemy w to wątpić, albo jakoś inaczej interpretować, ale musimy wierzyć tak, jak Cerkiew nam to podaje, w prostocie serca.

Młody konwertyta z Zachodu, który nauczył się rosyjskiego, był obecny i słuchał tej nauki. Sam wcześniej rozmyślał o tym problemie patrząc na ikony, pisane w tradycyjnym stylu, przedstawiające Apostołów niesionych na obłokach, aby mogli ujrzeć Zaśnięcie Bogurodzicy; zadawał też sobie pytanie: Czy powinniśmy rozumieć to dosłownie, jako wydarzenie cudowne, czy jest to tylko „poetyczny” sposób przedstawienia przybywających Apostołów na to wydarzenie… albo też twórcze, czy nawet „doskonałe” przedstawienie tego wydarzenia, które tak naprawdę nigdy nie miało miejsca? (Rzeczywiście, są to problemy, którymi obecnie zajmują się „prawosławni teolodzy”). Dlatego słowa pobożnej przełożonej zapadły głęboko w jego serce, zrozumiał, że w odbiorze i rozumieniu Prawosławia jest coś dużo głębszego niż tylko to, co możemy odczuć czy zrozumieć. W tym właśnie momencie tradycja została mu przekazana, nie poprzez książki, ale poprzez żywe naczynie, które ją w sobie skrywało; objawiła się nie poprzez rozum czy uczucia, ale przede wszystkim poprzez serce, które w ten sposób zaczęło zanurzać się w głębi prawosławnej nauki.

Później ten młody konwertyta spotkał wielu ludzi, osobiście lub czytając ich książki, którzy studiowali teologię prawosławną. Byli oni teologami naszych czasów, którzy uczęszczali do prawosławnych szkół i stali się teologicznymi „ekspertami”. Zazwyczaj bardzo chętnie wypowiadali się o tym, co jest prawosławne a co nie, co jest ważne a co jest drugorzędne w Prawosławiu; wielu z nich szczyciło się swoim „konserwatyzmem” czy też „tradycjonalizmem” w wierze. Ale w żadnym z nich nie dostrzegł ów młody człowiek autorytetu prostej przełożonej, która mówiła prosto do jego serca, które tak jak ona było nieskażone współczesną „teologią”.

Serce tego konwertyty, który wciąż raczkował w Prawosławiu, zapragnęło dowiedzieć się jak wierzyć, co również oznacza komu wierzyć. Za bardzo był człowiekiem swoich czasów, zbyt przywiązany do swoich przekonań, aby móc zwyczajnie zaprzeczyć potędze własnego rozumowania i ślepo uwierzyć we wszystko, co usłyszał; oczywiste jest, że Prawosławie w ogóle nie oczekuje tego od nikogo, pisma świętych Ojców są żywym dowodem pracy ludzkiego rozumu oświeconego łaską Boga. Ale jest także oczywiste, że współczesnym „teologom” czegoś brakuje, gdyż pomimo całej swojej logiki i znajomości tekstów patrystycznych nie przekazują oni tego czucia, a także smaku Prawosławia tak jak ta prosta, niewykształcona mniszka.

Nasz konwertyta poszukiwał prawdziwej, żywej prawosławnej tradycji, i w końcu odnalazł ją w osobie Arcybiskupa Jana Maksymowicza. Znalazł w nim kogoś, kto pobierał nauki w „starych” szkołach a równocześnie świadomy był wszelkich krytyk tej teologii, które formułowali teologiczni krytycy naszego wieku, który był w stanie używać swojej wielkiej inteligencji by znaleźć prawdę tam, gdzie była poddawana w wątpliwość. Jednak posiadał coś więcej niż wszyscy pozostali teologowie zdawali się sobą prezentować, mianowicie tę samą prostotę i autorytet, które pobożna mniszka przekazała prosto do serca młodego poszukiwacza Boga. Jego serce i umysł zostały zwyciężone; nie dlatego, że Arcybiskup Jan stał się jego „nieomylnym ekspertem”, gdyż Cerkiew Chrystusa nie zna takich rzeczy, ale dlatego, że zobaczył w tym świętym duszpasterzu uosobienie Prawosławia, prawdziwego teologa, którego teologia wyrastała ze świętego życia i całkowitego zakorzenienia w prawosławnej tradycji. Kiedy przemawiał, można było zaufać jego słowom, mimo że starannie oddzielał nauczanie Cerkwi, które jest pewne, od swoich osobistych opinii, które mogły być błędne, i których nikomu nie zalecał. Nasz młody konwertyta odkrył, że mimo całej intelektualnej przenikliwości i zdolności krytycznych Arcybiskupa Jana, jego słowa dużo częściej zgadzały się ze słowami prostej mniszki, niż ze słowami tych, którzy byli wykształconymi teologami naszych czasów.

Pisma teologiczne Arcybiskupa Jana nie należą do jakiejś specyficznej „szkoły”, nie wykazują jakiegoś szczególnego „wpływu” jakiegoś niedawno żyjącego teologa. Prawda jest taka, że Arcybiskup Jan został zachęcony do uprawiania teologii, tak jak i do przyjęcia stanu mniszego i uczęszczania na nabożeństwa cerkiewne, przez swojego wielkiego nauczyciela, metropolitę Antoniego Krapowickiego; prawdą jest również to, że uczeń przyswoił sobie ogromny nacisk swojego nauczyciela na „powrót do świętych Ojców” oraz na to, by teologię blisko wiązać z życiem duchowym i moralnym, a nie z akademią. Jednak pisma teologiczne metropolity Antoniego są odmienne w swoim wyrazie, intencjach i zawartości; był on bardzo zaangażowany w świat teologii akademickiej w środowisku inteligencji tamtych czasów i dużo jego pism poświęconych było argumentom i polemikom, które kierował do znanych sobie środowisk, które doskonale rozumiały ten język. Z drugiej strony pisma Arcybiskupa Jana są pozbawione tego apologetycznego i polemicznego aspektu. On z nikim się nie kłóci, on po prostu przedstawia naukę prawosławną, a kiedy jest konieczne odrzucenie fałszywych doktryn, zwłaszcza w jego dwóch długich artykułach na temat sofiologii Bułhakowa, jego słowa są przekonywujące nie poprzez moc logicznych argumentów, ale raczej przez moc przedstawionego nauczania patrystycznego w jego oryginalnym brzmieniu. Nie przemawia on do wyedukowanego, akademickiego świata, ale do nieskażonego prawosławnego umysłu; nie nawołuje też do „powrotu do Ojców”, ponieważ to, co sam pisze jest po prostu przekazywaniem tradycji patrystycznej, w formie czystej, bez zbędnych komentarzy.

Źródłami teologii Arcybiskupa Jana są po prostu Pismo Święte, święci Ojcowie (zwłaszcza wielcy Ojcowie IV i V wieku) i, co jest bardzo charakterystyczne, nabożeństwa Cerkwi Prawosławnej. To ostatnie źródło, rzadko używane w takim stopniu przez teologów ostatnich wieków, jest kluczowe do praktycznego, nieakademickiego podejścia Arcybiskupa Jana do teologii. Oczywiste jest, że był całkowicie zanurzony w cerkiewny rytm nabożeństw i że jego teologiczne inspiracje pochodziły głównie z tego najważniejszego źródła patrystycznego, które kontemplował nie w wolnym czasie przeznaczonym na uprawianie teologii, ale podczas codziennej praktyki, poprzez bycie obecnym na każdym nabożeństwie. Uczył się teologii jako integralnej części codziennego życia i bez wątpienia dzięki temu, a nie przez formalne studia teologiczne, został teologiem.

Dlatego zrozumiałe jest, że nie można odnaleźć w pismach Arcybiskupa Jana żadnego „sytemu” teologicznego. Ale nigdy też nie protestował przeciwko wielkim dziełom „systematyki teologicznej” ukazującym się w XIX wieku w Rosji, czynił nawet z katechizmów tego okresu użytek podczas swojej pracy misyjnej (podobnie do wielkich hierarchów XIX i XX wieku, którzy zarówno w Grecji jak i Rosji korzystali z nich jako znakomitych pomocy przy szerzeniu Prawosławia wśród ludu); pod tym względem był ponad wszelkimi modami i stronnictwami teologów i studentów, zarówno w przeszłości jak i współczesnych, którzy byli zbyt przywiązani do jakiegoś określonego sposobu przedstawiania teologii prawosławnej. Wykazywał ten sam szacunek dla metropolity Antoniego Krapowickiego z jego zdecydowanie antyzachodnim nastawieniem, co dla metropolity Piotra Mohyły, który pozostawał przypuszczalnie pod przesadnymi wpływami zachodnimi. Kiedy ktoś mówił o błędach któregoś z tych wielkich hierarchów i obrońców Prawosławia, machał ręką i mówił: „Nieważne” – ponieważ zawsze miał przed oczami przede wszystkim świętą tradycję Prawosławia, którą ci teologowie skutecznie przekazywali następnym pokoleniom pomimo swoich błędów. Pod tym względem musiał wiele tłumaczyć młodym teologom naszych czasów, którzy podchodzą do prawosławnej teologii w duchu, który jest zarówno zbyt teoretyczny jak i zbyt polemiczny i stronniczy.

Dla Arcybiskupa Jana teologiczne „kategorie” nawet najmądrzejszych uczonych teologów były również „nieważne”, lub raczej były istotne wyłącznie w takim stopniu, w jakim wyrażały prawdziwe znacznie, a nie stawały się wyłącznie materią rutynowego nauczania. Pewne wydarzenie z czasów szanghajskich jaskrawo pokazuje wolność jego teologicznego ducha. Kiedyś, gdy przeprowadzał ustne egzaminy starszych klas katechetycznych z jego szkoły katedralnej, przerwał jednemu z uczniów absolutnie poprawną recytację wyliczającą proroków mniejszych ze Starego Testamentu raptownym i kategorycznym stwierdzeniem: „Nie ma wcale Proroków mniejszych!” Kapłan-nauczyciel tej klasy był wyraźnie zgorszony tym pozornym dyskredytowaniem jego autorytetu, ale prawdopodobnie do dzisiaj studenci pamiętają to dziwne obalenie normalnych katechizmowych „kategorii”, a możliwe że kilku z nich pojęło przesłanie, które Arcybiskup Jan próbował przekazać: razem z Bogiem wszyscy prorocy są wielcy, wszyscy są „więksi”, i ten fakt jest dużo bardziej istotny niż wszystkie kategorie naszej wiedzy na ich temat, jakkolwiek by nie były przekonywujące same w sobie. W swoich pracach teologicznych oraz w homiliach Arcybiskup Jan często umieszcza zadziwiające zwroty w swoich rozważaniach, ukazując nam wiele niespodziewanych aspektów i głębsze rozumienie poruszanego tematu. Oczywiste jest, że teologia dla niego była nie tylko ludzką, ziemską dyscypliną, której bogactwa poddają się naszym racjonalnym interpretacjom, lub w której możemy stać się samowystarczalnymi „ekspertami”, ale raczej czymś, co wskazuje na niebo i co musi porywać nasze umysły do Boga i do rzeczywistości niebieskich, których nie można pojąć żadnym logicznym systemem myślowym.

Znakomity historyk Cerkwi Rosyjskiej N. Talberg zasugerował (w Kronikach Biskupa Sawy, rozdział 23), że Arcybiskup Jan powinien być uważany przede wszystkim za „szalonego z powodu Chrystusa, który pozostał takim nawet w szatach biskupa”, i pod tym względem porównuje go ze świętym Grzegorzem Teologiem, który także nie pasował, podobnie jak Arcybiskup Jan, do powszechnie przyjętego „wyobrażenia” biskupa. Właśnie to „szaleństwo” (według norm światowych) nadaje charakterystyczny smak pismom teologicznym zarówno św. Grzegorza jak i Arcybiskupa Jana, widać to w niezależności od opinii publicznej, od tego, co „wszyscy myślą”, w nie wiązaniu się z żadnymi „stronnictwami” czy „szkołami”, w podejściu do problemów teologicznych z podniosłego, nieakademickiego punktu widzenia, i w zdrowym unikaniu nieistotnych sporów oraz braku ducha kłótliwości; świeże, niespodziewane zwroty myśli czynią z ich prac teologicznych przede wszystkim niezwykłe źródło inspiracji oraz pozwalają prawdziwie i głęboko rozumieć Boże objawienie.

Być może najbardziej zachwyca nas niezwykła prostota pism Arcybiskupa Jana. Jest oczywiste, że przyjmuje on prawosławną tradycję szczerze i całkowicie, bez żadnych „ale”, na przykład jak dochować wierności tradycji, ale nadal pozostawać „wyrafinowanym” człowiekiem współczesnym. Był świadomy współczesnej „krytyki”, a zapytany podawał solidne powody odrzucania tych krytyk w wielu punktach. Starannie studiował problem „wpływu Zachodu” na Prawosławie w ostatnich wiekach i miał na to dobrze wyważony pogląd, starannie rozróżniając pomiędzy tym, co ma być odrzucone bezsprzecznie jako obce dla Prawosławia, tym co nie jest zalecane bez specjalnego „roztrząsania”, i tym co jest do przyjęcia jako prowadzące do prawosławnego życia i pobożności (to bardzo wyraźnie pokazuje brak u Arcybiskupa Jana „uprzedzeń”; badał wszystko w odniesieniu do świętego Prawosławia). Ale pomimo całej swojej wiedzy i wprawy w krytycznych opiniach, zawsze wierzył w tradycję Prawosławia prosto, tak jak Cerkiew nam to przekazuje. Większość prawosławnych teologów naszych czasów, nawet jeżeli uniknęli najgorszych skutków protestanckich reformatorów mentalności, wciąż patrzą na tradycję oczami środowisk akademickich, w których czują się jak u siebie w domu; jednak Arcybiskup Jan był „u siebie w domu” przede wszystkim w cerkwi podczas nabożeństw, podczas których spędzał codziennie wiele godzin, w ten sposób domieszka racjonalizmu (nie zawsze w znaczeniu pejoratywnym) największych nawet teologów akademickich, była całkowicie obca jego myśli. W jego pismach nie ma „problemów”; jego zazwyczaj liczne przypisy są jedynie informacją, gdzie nauka Cerkwi może być znaleziona. Pod tym względem jest niepodzielnie jednym z „umysłem Ojców”, i ukazuje się nam jako jeden z nich, a nie jedynie jako komentator teologii przeszłości.

Pisma teologiczne Arcybiskupa Jana drukowane w różnych cerkiewnych wydawnictwach przez ostatnie czterdzieści lat, nie zostały dotąd zebrane w jedną całość. Te, które są obecnie dostępne dla Bractwa św. Hermana z Alaski, złożą się na tom o niewiele ponad dwustu stronach objętości. Jego dłuższe pisma zostały napisane w przeważającej części w jego latach wcześniejszych, gdy przebywał jako hieromnich w Jugosławii, gdzie został już zauważony jako wyróżniający się między teologami prawosławnymi. Szczególnie wartościowe są jego dwa artykuły na temat sofiologii Bułhakowa; w jednym wykazuje przekonująco, w sposób bardzo obiektywny, kompletną niekompetencję Bułhakowa jako patrystycznego uczonego, w drugim, jeszcze cenniejszym, daje wykład prawdziwej doktryny patrystycznej na temat Bożej Mądrości. Wśród jego późniejszych pism trzeba wspomnieć artykuł na temat ikonografii prawosławnej (w którym, nawiasem mówiąc, okazał się dużo bardziej świadomy problemów „wpływów zachodnich” na styl ikonografii niż jego nauczyciel, metropolita Antoni), serię homilii zatytułowanych „Trzy ewangeliczne święta”, w których odsłaniał głębsze znaczenie kilku „mniejszych” świąt cerkiewnych, oraz artykuł „Cerkiew: Ciało Chrystusa”. Jego krótkie artykuły i homilie również są głęboko teologiczne. Jedna homilia zaczyna się od „Hymnu do Boga” świętego Grzegorza Teologa i dalej trzyma się tego podniosłego tonu patrystycznego jako natchnione oskarżenie współczesnej bezbożności; inna, wygłoszona w Wielki Piątek 1936 roku, jest wzruszającą mową do leżącego w grobie Chrystusa, w tonie godnym tego samego świętego Ojca.

Zaczynamy tę serię tłumaczeń od klasycznego wykładu Arcybiskupa Jana na temat prawosławnego kultu Bożej Rodzicielki oraz głównych błędów, które ten kult atakowały. Najdłuższy rozdział jest jasnym i dobitnym odrzuceniem łacińskiego dogmatu o „niepokalanym poczęciu”.

 

I. Kult Matki Bożej podczas Jej życia na ziemi

Od czasów Apostolskich aż do naszych czasów wszyscy, którzy prawdziwie miłują Chrystusa oddają cześć Tej, która Go zrodziła, wychowała i chroniła w latach Jego młodości. Jeśli Bóg Ojciec wybrał Ją, Bóg Duch Święty zstąpił na Nią i Bóg Syn zamieszkał w Niej będąc uległym Jej w latach młodości, martwiąc się o Nią wisząc na Krzyżu, w takim razie czy ktoś wyznający Świętą Trójcę nie czciłby Jej?

Jeszcze za dni Jej ziemskiego życia przyjaciele Chrystusa, Apostołowie, okazywali wielką troskę i oddanie Matce Bożej, szczególnie Ewangelista Jan Teolog, który wypełniając wolę Jej Boskiego Syna zabrał Ją do swego domu i opiekował się Nią jak matką, odkąd usłyszał od Zbawiciela na Krzyżu – Oto Matka twoja.

Ewangelista Łukasz namalował liczne Jej wyobrażenia, w tym niektóre razem z Przedwiecznym Synem, a inne bez Niego. Kiedy zebrał je i pokazał Przeczystej Dziewicy, spodobały się Jej i rzekła – Niech im towarzyszy łaska mojego Syna, i zaśpiewała hymn tak jak kiedyś w domu Elżbiety – Wielbi dusza moja Władcę, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.

Jednakże Bogurodzica podczas swojego życia na ziemi unikała chwały należnej Jej jako Matce Zbawiciela. Wolała żyć w ciszy i przygotowywała się na Swoje odejście do życia wiecznego. Do ostatnich dni Swego ziemskiego życia starała się, aby być godną Królestwa Jej Syna, przed Swoją śmiercią modliła się, aby uwolnił Jej duszę od duchów złości, które spotykają dusze w ich drodze na niebiosa i usiłują je pochwycić, aby zabrać ze sobą do piekieł. Chrystus spełnił modlitwy Swojej Matki i w godzinie Jej odejścia z tego świata osobiście zstąpił z nieba z mnóstwem Aniołów, aby wziąć Jej duszę w Swoje ramiona.

Ponieważ Matka Boża modliła się również o to, aby mogła pożegnać się z Apostołami, Chrystus zebrał dla Niej wszystkich Apostołów, z wyjątkiem Tomasza, porwał ich niewidzialną mocą i sprowadził do Jerozolimy ze wszystkich krańców zamieszkanego świata, gdzie głosili Ewangelię, i byli oni obecni przy Jej błogosławionym przejściu do życia wiecznego.

Apostołowie śpiewając święte hymny złożyli Jej Przeczyste Ciało w grobie, a trzeciego dnia razem z Apostołem Tomaszem, który właśnie przybył do Jerozolimy, otworzyli grób, aby jeszcze raz móc oddać chwałę doczesnym szczątkom Bogurodzicy. Jednak nie znaleźli Jej Ciała w grobie i zakłopotani wrócili do domu; nagle, podczas posiłku Bogurodzica pojawiła się przed ich oczami w powietrzu, w blasku niebiańskiego światła, i wyjaśniła im, że Jej Syn objął Swoją chwałą również Jej Ciało, i teraz powstała z martwych stoi przed Jego Tronem. Przyrzekła im wtedy także, że nigdy ich nie opuści.

Apostołowie z wielką radością pozdrowili Matkę Bożą i zaczęli czcić Ją nie tylko jako Matkę ich ukochanego Nauczyciela i Władcy, ale także jako niebieską wspomożycielkę, jako opiekunkę chrześcijan i orędowniczkę całego rodzaju ludzkiego przed Sprawiedliwym Sędzią. I gdziekolwiek głoszona jest Ewangelia Chrystusa, Jego Przeczysta Matka również jest wysławiana.

 

Czytaj dalej

Categories: ETYKA CERKIEWNA, KSIĄŻKI WARTE UWAGI, POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

SIŁA MODLITWY

Wszyscy wiemy czym jest modlitwa. Jest to rozmowa człowieka z Bogiem. Potrzebę modlitwy wskazał nam Sam Chrystus, który bardzo często modlił się do Swojego Ojca. On też nauczył nas jak mamy się modlić dając nam modlitwę Ojcze Nasz. Modlili się również święci. Siła ich modlitwy czyniła cuda – uzdrawiała chorych, wskrzeszała umarłych. Bez modlitwy nie jest możliwe i nasze zbawienie.  O niezwykłej  sile modlitwy mowa jest w poniższym opowiadaniu, które z pewnością wprowadzi w zdumienie każdego czytającego. Warto zaznaczyć, że jest to wydarzenie autentyczne, opisane w książce „Ojciec Arseniusz” mającej już pięć wznowień i przetłumaczonej na kilka języków obcych (Wyd. Św.Tichonowski Uniwersytet, Moskwa 2009r.). Rzecz dzieje się w pierwszej połowie ubiegłego wieku w jednym z ciężkich obozów  o zaostrzonym  reżymie  na Syberii.  W obozie przebywały tysiące,  głównie niewinnych ludzi. Jednym z nich był prawosławny duchowny – ojciec Arseniusz, wybitny naukowiec, urodzony w Moskwie w 1894 r.   Reżim, głód, ciężka praca  i 30 stopniowe mrozy zimą,   powodowały, że nie wielu opuszczało ten obóz żywymi.

Pewnego razu do baraku, w którym przebywał ojciec Arseniusz,  wśród wielu skazańców trafił młody student o imieniu Aleksy. Był dobrze ubrany i  to stało się przyczyną jego ciężkiego pobicia, a nawet  groziła mu śmierć. Skazańcy, głownie kryminaliści, zaczęli grać w karty komu przypadnie ubranie studenta. Wygrał herszt baraku. Rozkaz – „zdejmuj ubranie” – student  przyjął za żart. Odmowa w rozumieniu kryminalistów oznaczała rychłą śmierć. Student był ciężko pobity, opływał krwią i lada moment  mógł skonać,  gdyby nie interwencja ojca Arseniusza. Wyrwał on z ręki kata nóż i odepchnął od ofiary. Bandyta padając na ziemię zranił się. W oczach  towarzyszy stracił on cały szacunek.

Następnego dnia do baraku wkroczył dyrektor obozu w towarzystwie śledczych. Niezwłocznie przystąpił do bicia ojca Arseniusza i studenta. Wyciągnięto ich z baraku i na dwie doby zamknięto w metalowym bunkrze. Oskarżył ich bandyta, który usiłował zabić studenta.

Bunkier (karcer) wyglądał jak mały domek z blachy, w którym było kilka cel jednoosobowych i jedna dwuosobowa o wymiarach 2 x 0,7 m. Do tej wciśnięto skazańców. Temperatura wynosiła wtedy minus 30 stopni, wiał silny wiatr. Trudno było oddychać. Mieszkańcy baraku jednomyślnie orzekli – wydany wyrok to pewna śmierć przez zamarznięcie. Zwykle zamykano w bunkrach na jedną dobę i też nie wielu wypuszczano żywymi. Życie ratowali całą dobę skacząc. W przypadku ojca Arseniusza i Aloszy  ze względu na ciasnotę i takich możliwości nie było. Alosza powiedział, że przez niego zamarzną obaj.  Mróz paraliżował ich, szczególnie cierpiał Alosza. Ojciec Arseniusz milczał. Alosza w cerkwi był chyba raz, z ciekawości. Rodzice ateiści, on komsomolec. Jednak zrozumiał, że o.Arseniusz modli się. Wiara w pomoc Bożą i nadzieję przeżycia w tak  dramatycznych warunkach nie opuszczała  o.Arseniusza. Alosza zaczął wsłuchiwać się w słowa modlitwy,  a nawet powtarzać je za modlącym się duchownym. Modlitwa uspakajała, usuwała ze świadomości strach przed śmiercią. Duchowny w modlitwie przytaczał słowa Chrystusa: „gdy dwoje czy troje na ziemi poproszą o coś,  dane im będzie Ojcem Moim” i  „gdzie dwóch czy trzech zebranych w imię Moje, tam i Ja pośród nich jestem”. Mróz ostatecznie sparaliżował Aloszę. Leżał on na metalowej podłodze. Nagle stało się coś niezwykłego – bunkier, mróz, drętwość ciała, ból od naniesionych ran – jakby zniknęły. Alosza spostrzegł, że z nimi  są jeszcze dwie inne osoby w świetlistych szatach,       a ojciec Arseniusz również jest w białej szacie, jaką widział przed laty u duchownego w cerkwi. Pomyślał  „to koniec,  ja już przed śmiercią bredzę”. Jednak poczuł, że w bunkrze jest ciepło, jasno i lekko się oddycha, a  o.Arseniusz nadal modli się. Zrodziła się w nim chęć wspólnej modlitwy. Modlitwa napełniła całe jego jestestwo, on wstał i zaczęli modlić się razem. Dopiero teraz zrozumiał, że jest Bóg, a świetliste postacie obok nich są posłańcami Boga. Ile czasu upłynęło w modlitwie stracił rachubę. I oto  nagle zjawiła się matka Aloszy i przytuliła go do swojej piersi. Alosza powiedział „popatrz jak modli się ojciec Arseniusz”. Matka odpowiedziała, że po tym jak zabrali ciebie ja również odzyskałam Boga. Modlili się razem. Był spokój, przerażenie   zniknęło. Ojciec Arseniusz już o nic nie prosił lecz uwielbiał i  dziękował Bogu za Jego miłosierdzie, za łaskę życia skazanym na pewną śmierć. Alosza starał się zapamiętać choć część słów modlitw. Przed jego oczyma stały dwie świetliste postacie i ojciec duchowny jakby nie w bunkrze lecz w cerkwi, sprawujący nabożeństwo. Widok ten pozostanie w jego pamięci na zawsze.

Czytaj dalej

Categories: ETYKA CERKIEWNA, KSIĄŻKI WARTE UWAGI, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

SBORNIK 2015 Prawosławnego-Monarchistycznego Bractwa Ikony Miłościwego Chrystusa Zbawcy

naszywka1.3Sbornik2015r

 

Drodzy Bracia i Siostry!

Oddajemy do rąk Waszych SBORNIK 2015 czyli wszystko co zamieściliśmy w 2015 roku na naszej stronie w porządku chronologicznym. SBORNIK jest w pliku pdf także kto ma życzenie może sobie wydrukować wszystko albo tylko te artykuły , które go zainteresują. Plik posiada spis treści , aby łatwiej odnaleźć tematy interesujące nas. Niektórzy stwierdzili, że lepiej było to pogrupować tematycznie i faktycznie racja, ale katastroficznie nie starczy nam czasu na inne ważne sprawy, a co dopiero na posegregowanie tego tematycznie 🙂 . Może przy następnym jak Bóg da ułożymy tematycznie.

Pozdrawiamy wielkopostnie i zachęcamy do zajrzenia w SBORNIK 2015 !

https://bractvospasa.files.wordpress.com/2016/04/sbornik2015r.pdf

Czytaj dalej

Categories: GAZETKA BRACTWA, INFORMACJA O BRACTWIE, KSIĄŻKI WARTE UWAGI, MODLITWY PRAWOSŁAWNE, PRAWOSŁAWIE, PRZECIW EKUMENIZMOWI, SOBÓR w 2016, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Skuteczność Psalmu 90

…. ostatnio  przypomniało mi się  o dużej  skuteczności modlitwy Psalmami, a w szczególności Psalmem 90. Jaka jest siła tego Psalmu sam doświadczyłem na sobie w różnych momentach swego życia. Wiedziałem wcześniej jak ważny jest Psalm 90 , który chroni i wybawia z wszelakiego zła i nieszczęść, ale na dobre uświadomiła mi to lektura książki NA TEJ ZIEMI TYLKO UCZYMY SIĘ ŻYĆ  -O.Walentina Biriukowa . Dopiero po przeczytaniu tej książki uzyskałem świadomość jaką broń dał nam BÓG. Psalm 90 to też ochrona i ratunek przed złymi mocami.

Oto te ważne fragmenty dotyczące Psalmu 90:

Czytaj dalej

Categories: KSIĄŻKI WARTE UWAGI, MODLITWY PRAWOSŁAWNE, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com.