Prawosławni w Polsce!

                                     naszywka1.3                                                                

                                                        Молитвами святых отец наших,

                                  Господи Иисусе Христе Сыне Божий, помилуй нас!!!

 

   Nasze Prawosławno-Monarchistyczne Bractwo Ikony Miłościwego Chrystusa Zbawcy Православно-Монархическое Братство во имя Нерукотворного образа Всемилостивого Спаса powstało rok temu w maju 2014 roku. Jest nas wystarczająco wielu i jesteśmy starszymi ludźmi z pewnym doświadczeniem duchowym w prawosławiu oraz bagażem wszystkiego co zachodzi na naszych oczach, aby trochę więcej wymagać od naszej Cerkwi w Polsce jak i od siebie samych. Z niepokojem patrzymy na wydarzenia w otaczającym nas świecie, a w szczególności dotyczącym prawosławia, szczególnie w Polsce. Bractwo powstało z myślą o skupieniu ludzi i informowaniu innych o tym co się dzieje w prawosławiu na świecie i zagrożeniach, o którym nasza cerkiew w Polsce nas nie informuje ani też nie przygotowuje wiernych tak jak to czynią cerkwie w Rosji czy Grecji do przeciwdziałania zagrożeniom idącym naprzeciw ortodoksji. Wybraliśmy jako na nasz znak Ikonę Nierukotworną Chrystusa Zbawcy, która jest też znakiem Wiary i jedności słowiańskiej. Obecnie chorągwie z w/w ikoną pojawiły się też nad Sławiańskiem, Ługańskiem, Kramatorskiem. Na chorągwiach widnieje oblicze Zbawiciela i słowa: „Za trójjedyną Ruś”. To jest starożytna chorągiew kijowskiej i moskiewskiej Rusi. Pod tą chorągwią walczyły ruskie drużyny od czasów kijowskich kniaziów aż do pierwszych rosyjskich carów z dynastii Rurykowiczów i Romanowych. Łopotała ona na Kulikowym Polu podczas pierwszego, powszechnego boju o odrodzenie zjednoczonej Rusi.

Naszymi patronami są Św.Spirydion, Św.Nifont(biesoprogonitiel), Św. Męczennik Atanazy Brzeski, Św. Męczennik Młodzieniec Gabriel. Dzisiaj musimy się zebrać pod Ikoną Spasa Nierukotwornogo oraz wyżej wymienionych patronów do modlitwy dla zachowania naszej Prawosławnej Wiary niszczonej i atakowanej z różnych stron w podstępny sposób. Cierpi cały naród prawosławny na Ukrainie zarówno Rosjanie i Ukraińcy. Podstępnie są wykorzystywani wszyscy w imię różnych ideologii do wzajemnego mordowania się. Brat przeciw bratu. Ktoś może zapytać -Kto z kim walczy?

   Otóż moi drodzy wojna nie toczy się między Rosją i Ukrainą. Nie toczy się również między Rosją i Stanami Zjednoczonymi. I oczywiście nie toczy się między Polską i Rosją. Toczy się ona między światową oligarchią finansową z jednej strony i narodami z drugiej strony. Kontrolowane przez oligarchię państwa, rządy, instytucje są wystawiane i zagrzewane do wojny.

Bractwa powstawały zazwyczaj gdy Cerkiew Prawosławna stawała naprzeciw takich zagrożeń jak np. unia z rzymskim papiestwem kosztem zdrady prawosławia tak jak za czasów Unii Brzeskiej. Obecnie w dobie apostazji i chorych ekumenicznych dążeń jest również czas na powołanie takiego bractwa, które przynajmniej będzie informować wiernych o tym co zachodzi w prawosławiu na naszych oczach. Wszystkich, którym leży na sercu dobro prawosławia zapraszamy do współpracy i proszę pisać na adres:

   Wierzymy, że oprócz nas są jeszcze ludzie , którzy są jednomyślni z nami i nie będziemy sami w naszych działaniach w obronie prawosławia przed ekumenicznymi i innymi heretyckimi zakusami. Na przykład „Nasi duchowni przyzwyczaili już nas do takich „spędów” typu opłatek, modlitwy ekumeniczne, itp., dlatego nie powinniśmy popadać w zdumienie. Dużo takich „ciekawych” imprez można spotkać w naszym Ordynariacie i nie tylko. Zjeżdża się wtedy „nieznanego pochodzenia generalicja”, która w cerkwi nie potrafi się zachować. Rozstawiane są dla nich krzesełka z przodu cerkwi, oni siadają, zakładają „nóżka na nóżkę” i tak się „modlą. Patrząc na „wyczyny” niektórych kapelanów, można dojść do wniosku, że wbito naszej Cerkwi, nie tylko nóż ale i siekierę w plecy. Przepraszam, ale takie mam odczucia. Niestety w pewnych kwestiach te „instytucje” nawzajem się wykluczają. Pojawiają się pytania typu: w jakim stroju duchowny powinien się modlić cerkiewnym czy wojskowym, w jakim nakryciu głowy, czy przed krzyżem zdjąć to nakrycie czy też nie, itp. Odpowiedź jest prosta. Przede wszystkim są oni „żołnierzami Chrystusa” i tego należy się trzymać.

   Jeżeli chodzi o nauczanie w Cerkwi to jest ono na niewysokim poziomie. Przeważnie jest to tłumaczenie Ewangelii i jak są większe święta to tłumaczony jest ich sens. Pomijam jakiego poziomu są lekcje religii prowadzone przez niektórych katechetów (nie wszystkich!).

   Często jednak bywa tak, że kazania sprowadzają się do stwierdzeń „bez Boha nie do poroha”, „sława Bohu za wsio” i „poza Cerkwią spasienia niet”. Na pewno wierni z takich pouczeń dużo wyniosą. Nie dziwmy się więc, że jak zajedziemy do monasteru za naszą wschodnią granicą i powiemy, że jesteśmy z Polski, to możemy zostać potraktowani jak dzieci „specjalnej troski”, „sieroty” lub prawosławni kategorii „Ę” – bo oni niestety mają o nas takie zdanie i o takich przypadkach słyszałem osobiście. Brak jest nauczania jak zachować się w Cerkwi, jak godnie przystąpić do spowiedzi i Eucharystii. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że podchodząc do tych sakramentów bez odpowiedniego przygotowania i pokajania nie będą one przez Boga przyjęte. Zasada jest taka: byłem, odbębniłem i sława Bogu. Wyjdę z Cerkwi, będę dalej robił swoje, po drodze wpadnę do szeptuchy bo tylko ona może mi pomóc – nie Bóg – , a za parę miesięcy przyjdę do spowiedzi, duchowny pobłogosławi i będzie w porządku – Bóg mi wybaczy. W większości przypadków bycie prawosławnym sprowadza się do przyjścia do Cerkwi w niedziele na liturgię i to nie zawsze bo poprzedniego dnia była „dobra” impreza do „białego rana”. Często bywa tak, że myślami jesteśmy „daleko” (np.: co ugotować na obiad, jaki film obejrzeć lub w jaką grę zagrać na komputerze) i znów modlitwa nie została przyjęta, ale byłem, odbębniłem, itp.. Modlitwa w domu w wielu przypadkach nie istnieje. Wielu nie wie jaki jest „ustaw” modlitw porannych, wieczornych, akatystów, kanonów, nie mówiąc już o takiejże modlitwie. Problem w tym, że uważamy się za „wielkich” prawosławnych, bardzo wierzących w Boga i duchowieństwo nas w tej herezji utwierdza, a wielu z nas nawet nie zaczęło być prawosławnymi – owoce są marne. Wystarczy, że każdy z nas policzy ile czasu dziennie poświęca modlitwie i niech to będzie odpowiedzią jak naszego Boga kochamy. A przecież wystarczy prosta modlitwa Jezusowa, którą można w myślach mówić wszędzie. Tematy współczesne w ogóle są przemilczane lub są tematami „tabu”. Do nich należą: aborcja, homoseksualizm, gender, a niedługo eutanazja i „czipowanie”. Polska jest teraz tą ideologią mocno atakowana, a Cerkiew milczy. No bo jak tu potępić partię, która te zboczenia popiera, a do niej należy nasz wybitny poseł? Kiedyś słuchałem kazania, w którym była mowa o ludziach, którzy są „ciepło – chłodni” czyli „letni”. Patrzą na otaczający świat i takim go przyjmują jakim on jest –bez żadnej krytyki. W sprawie aborcji i homoseksualizmu nasz poseł wstrzymał się od głosowania, żeby jak to się sam wyraził „nie drażnić swoich kolegów”. Moim zdaniem zmarnował głos prawosławnych w Polsce. Szatan wraz ze swoimi dziećmi (wszelkiej maści synami ciemności i buntu) atakuje nas z coraz większym impetem, a nasza Cerkiew milczy. Jeżeli wszystkie te ustawy odnośnie aborcji, homoseksualizmu i eutanazji zostaną uchwalone, a my i nasi duchowni będziemy milczeć, to pamiętajmy, że też będziemy za to odpowiedzialni i będziemy mieć „krew na rękach”. Brutalne ale prawdziwe. Teraz bardzo popularna jest zmiana nazwy danej czynności. Słowo „morderstwo” zostało zastąpione słowem „aborcja” i „eutanazja”. Co gorsza jeżeli sami bez przymuszonej woli zgodzimy się na eutanazję, to będzie to już „samobójstwo”, a dla chrześcijanina wiemy co to oznacza. Może i człowiek przeżyje swoje życie po chrześcijańsku to na końcu i tak znajdzie się szatan i powie tylko „podpisz” i wpadniemy w jego sidła. Słowo „pomoc” też jest bardzo popularne. Tylko „podpisz”, a my ci pomożemy (zamordujemy). W szatańskiej Europie Zachodniej jest to na porządku dziennym. A nasi duchowni milczą. Często słyszymy, że „klechy” do rządzenia nie powinny się wtrącać. Moim zdaniem póki Polska jest krajem chrześcijańskim to duchowni powinni mieć jednak trochę do powiedzenia. Bo później „durny” naród wybiera „zboczeńców” typu Palikot i jego świta, których głównym celem jest zdejmowanie krzyży, propagowanie narkotyków i homoseksualistów.

   Niedługo staniemy przed problemem kart czipowych i samego „czopowania”. Cerkiew milczy. Grecja „się postawiła” to załatwili ją kryzysem, ale i tak mogą być z siebie dumni, bo odparli pierwszy atak szatana. Jestem ciekawy co my w tej kwestii zrobimy z naszymi „letnimi” duchownymi? W Rosji wcale nie jest lepiej. W tej sprawie „krzyczą” tylko nieliczni. Śp. patriarcha Aleksiej odnosił się do „czipowania” negatywnie – widział w nim „znamię Antychrysta”. Temat patriarchy Cyryla przemilczę – nie chcę się znaleźć na kardiochirurgii. A cóż mamy teraz? „Guru” Rosyjskiej Cerkwi profesor Osipow zapytany o dane zagadnienie zbulwersował się i poprosił o pokazanie mu gdzie w Ewangelii jest napisane, że „czipowanie” jest „pieczęcią Antychrysta”. Żałosne. I mówi to człowiek, który ma przed swoim nazwiskiem przedrostek i to nie byle jaki (prof.). No bo jakby inaczej. Przecież człowiek żyjący ponad 1900 lat temu powinien wiedzieć, że „znamię Antychrysta” będzie nazywane „czipem”. Może jeszcze powinien znać jego zasadę działania? Problem jest w tym, że ta osoba w większości poglądów ma rację i wierzą mu nie tylko ludzie świeccy ale i duchowni. Dlatego też większość prawosławnych Rosjan może ostateczną walkę przegrać. Na potwierdzenie moich słów dodam, iż Polska Cerkiew tego człowieka nagrodziła. Upadek duchowieństwa dla „obeznanych w temacie” jest bardzo widoczny. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich bo są również kapłani mający powołanie i dużą duchowość. Osoba duchowna nie może żyć tak jak osoba świecka, bo jest wzorem do naśladowania. Polska Autokafeliczna Cerkiew nigdy nie miała ojca duchownego, a tylko „zarządców” mniej lub bardziej uduchowionych i teraz mamy tego efekt. Rygoru nie ma żadnego, a tylko wszędobylskie pobłażanie. Z pokolenia na pokolenie jest coraz gorzej, bo i wróg się umacnia, a jak nie widzimy wroga to jest niedobrze bo nie wiemy z kim walczyć. Seminarzyści są kształceni przez swoich starszych kolegów, ale tylko wiedzy teoretycznej – nie duchowej. Z kolei my uczymy się od nich już tej wiedzy „nijakiej”. Chciałbym zaapelować do naszych kochanych duchownych, aby nie bali się mówić na tematy „trudne”, żeby sami więcej czytali i się dokształcali w temacie otaczającego nas świata i przekazywali tą wiedzę swoim parafianom. Nie oszukujmy się – żyjemy w „czasach ostatecznych”(być może na samym początku) i trzeba to jasno powiedzieć. Młodzież jest bombardowana muzyką, filmami i grami o tematyce satanistycznej. Publicznie jest na scenie niszczona Biblia, a otumaniony naród z „zdeformowanymi mózgami” patrzy i klaszcze. Niech zrobią to z Koranem – zobaczymy co będzie.  Cerkiew Prawosławna jest rozbijana od wewnątrz i zewnątrz i póki jeszcze możemy to powinniśmy walczyć. Jeżeli wejdziemy w fazę końcową to pozostanie tylko ucieczka albo „męczeństwo”. Niestety nasi duchowni tego nie widzą lub nie chcą widzieć. Zbawić nas może tylko silna modlitwa, post i pokajanie. Może poprzez te elementy Bóg nas „oświeci” i pokaże drogę do zbawienia. Musimy w to wierzyć. My ludzie świeccy odpowiadamy za swoją duszę i naszych dzieci. Duchowni natomiast mają pod opieką również dusze swoich parafian i nie chciałbym być w ich „skórze”, gdy zostanie zadane im pytanie: cóż uczyniliście dla mojej trzódki, że tak mało ich się zbawiło?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Męczeństwo Św. Gabriela

   Uczyć się, nauczać i żeby nie było tak jak w przypadku św. Gabriela, że fakty zostały przeinaczone pod wpływem poprawności politycznej, a autor „poczytnego” felietonu prawdopodobnie pod wpływem presji napisał: „Trzeba silnej wiary i rozsądku, by uświadomić sobie, na czym polega problem. U nas, w Polsce, ta kwestia została już wyjaśniona i mamy jasne stanowisko naszego Kościoła, które zabrania obarczania Żydów winą za morderstwo św. Gabriela i odżegnuje się od jakichkolwiek wątków antysemickich w żywocie męczennika z Białostocczyzny. Nie wiemy dokładnie, kto zabił młodzieńca, ale wiemy, że zginął on śmiercią męczeńską i dzięki swojemu życiu i śmierci stał się bliski Bogu. „. Rozumiecie moi drodzy, że zabrania się po 300 latach „ciemnemu’ ludowi Podlasia, mimo iż nie przedstawiono wystarczających dowodów, że mordu rytualnego nie dokonał (kto?) no właśnie kto? Samą polichromię w Zwierkach trzeba byłoby zamalować, bo przecież zabrania się! A przecież na polichromii widać , że to jest rytualny mord i jest on charakterystyczny podobnie jak rany na ciele małego męczennika. Jeżeli kogoś uraziłem to proszę o wybaczenie, gdyż nie było to moją intencją. „Przelałem na papier” tylko moje przemyślenia, bo widzę, że nasza Cerkiew zboczyła „z kursu”.

   W chwili obecnej nikt z PAKP nie informuje o tym jakie dokumenty są przygotowywane na tzw sobór wszechprawosławny, nawet nie ma możliwości zapoznania się z tym co strona polska przygotowuje i co im Patriarcha Bartłomiej zlecił??? Niniejsza strona internetowa ma za zadanie przybliżenie Prawosławnym w Polsce co przyniesie tzw. pan-prawosławny sobór przygotowywany na 2016 rok jak również informowania o zagrożeniach wobec Prawosławia.

STRONY INTERNETOWE NA KTÓRYCH JEST BIEŻĄCE INFO O NADCHODZĄCYM  TZW. PAN PRAWOSŁAWNYM SOBORZE:

http://sobor2016.com/

http://www.sobor8.ru/

http://antimodern.ru/8-sobor/

   My jako wierni możemy modlić się i kajać, aby Bóg oddalił to wszystko od nas i ratował nas i naszych pasterzy od zdrady Prawosławia i jego podmiany:

Молитва о святой Церкви

О Премилосердный, всесильный и человеколюбивейший Господи, Иисусе Христе Боже наш, Церкви Зиждителю и Хранителю. Воззри благосердным оком Твоим на Сию люто обуреваемую напастей бурею. Ты бо рекл еси, Господи: «Созижду Церковь Мою и врата адова не одолеют Ей».Помяни обещание Твое не ложное: «Се, Аз с вами есмь во вся дни до скончания века». Буди с нами неотступно, буди нам милостив, – молит Тя многострадальная Церковь Твоя, –укрепи нас в правоверии и любви к Тебе, благодатию и любовию Твоею заблуждающие обрати, отступльшие вразуми, ожесточенные умягчи. Всякое развращение и жизнь, несогласную христианскому благочестию, исправи. Сотвори, да вси свято и непорочно поживем, и тако спасительная вера укоренится и плодоносна в сердцах наших пребудет. Не отврати лица Твоего от нас, не до конца гневающийся Господи. Воздаждь нам радость спасения Твоего. Всяку нужду и скорбь людей Твоих утоли, огради нас всемогущею силою Твоею от напастей, гонений, изгнаний, заключений и озлоблений, да Тобою спасаеми, достигнем пристанища Твоего небесного и тамо с лики чистейших небесных сил прославим Тебе, Господа и Спасителя нашего со Отцем и Святым Духом во веки веков. Аминь

Молитва старца Гавриила

Господи, молю Тебя, с небес услыши нас, призри на нас, подай милость Свою, с миром отпусти нас, чтобы ходили по Твоему пути, исполняли заповеди Твои и отрекались от зла. Научи нас, Господи, молиться пред Тобою и исполнять Твой святой закон, чтобы сердце наше стало преданным Тебе и всем нам жить по святому закону Твоему.

Modlitwa Starca Gawriiła

Zbawco, proszę Cię, wysłuchaj nas z Nieba, spójrz na nas, daj Łaskę Swoją i pozwól nam odejść w pokoju, abyśmy chodzili Twoją Drogą, wypełniali Twoje Przykazania i wyrzekali się zła. Naucz nas, Zbawco, modlić się przed Tobą i wypełniać Twoje Święte Prawo, aby nasze serca stały się wierne Tobie i abyśmy wszyscy żyli według Twego Świętego Prawa.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

„Спаси и помилуй, Господи Иисусе Христе, Святейшие православные патриархи, со всеми благочестивыми архиереи, и весь освященный чин, и причет церковный и даруй им цело, безмятежно, благоверно, право, по преданию Святых Отец на Вселенских Соборах Духом Святым узаконненому, исправляти слово Твоея истины, Церковь добре управити и вернии овцы Христовы негиблеми соблюсти. Аминь „

Молитва о даровании веры

Милосердый Господи! Да будет воля Твоя, хотящая всем спастись и в разум истины приидти! Спаси и сохрани раба Твоего (имя), приими сию молитву мою, яко вопль любви, заповеданной Тобою! Архангеле Божий Урииле! Умоли Господа нашего Иисуса Христа, Да умягчит сердца недугующих неверием сродников моих, Да просветит их светом спасительного ведения истины! Всемогущими молитвами Твоими, Да придут они к покаянию и познанию веры в Сына Божия. Искупившего Кровию Своею весь род чаловеческий. Аминь      

Prawosławno-Monarchistyczne Bractwo Ikony Miłościwego Chrystusa Zbawcy                                                                                                                                                                          cropped-spas-oko21.gif

Православно-Монархическое Братство во имя Нерукотворного образа Всемилостивого Спаса Niedziela Wszystkich Świętych. Św. św. męczenników Chełmskich i Podlaskich.  Rok 2015

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Categories: INFORMACJA O BRACTWIE, STRONA GŁÓWNA | 1 komentarz

BISKUP LONGIN WZYWA HIERARCHÓW DO POTWIERDZANIA PRAWOSŁAWNEJ WIARY

Żródło: sinodultalharesc.tk, 2 sierpnia 2016 roku

 Greek-Foliate-Header

Najprzewielebniejsi Arcypasterze,

 

z bólem na duszy chciałbym zawezwać wszystkich swoich Braci: stańmy dobrze, stańmy z bojaźnią, bądźmy uważni! Musimy za wszelką cenę uchronić i zachować naszą jedyną prawosławną Wiarę, świętą i zbawienną, abyśmy nie okazali się zdrajcami jak Judasz. Nie ma nic ponad Bożą Prawdę: ani przyjaźń, ani pokój, ani życie, ani cokolwiek innego.

Sobór na Krecie (16-27 czerwca 2016 roku) jest soborem nieprawości, soborem zbójeckim, heretyckim, fałszywym i złym. A Wy, Bracia moi biskupi, jak wrócicie do domu, do Ojczyzny, do Cerkwi, do ludu, do niewinnego Ciała i Krwi Chrystusa, którego zaprzedaliście?

Jak przystąpicie do Chrystusowego Ołtarza? Jak, pozbawieni łaski, będziecie, zdrajcy i zaprzańcy, sprawować Święte Misteria naszej Cerkwi Prawosławnej? Jaki dostęp będziecie mieli do świątyni, do wiary naszego Świętego Prawosławia, do dogmatów, kanonów i postanowień Siedmiu Soborów Powszechnych, ustanowionych jako niezbędne do naszego zbawienia?

Dlaczego zaszła potrzeba [zwołania] Wszechprawosławnego Soboru bez prawosławnych? Służąc w duchu Soboru na Krecie nie służyliście Prawdzie, a duchowi okultystycznej światowości i odcerkiewnienia, torując drogę do nadejścia Antychrysta. Chcieliście tego?

Staliście się zdrajcami [swej] ziemi, ludu i Boga! Jak spojrzycie w oczy Chrystusowi i wiernym naszej Świętej Cerkwi Prawosławnej? Dlaczego nie czerpaliście z doświadczenia ludu prawosławnego – nie ustąpił on przecież ani przed ateistami, ani komunistami, ani heretykami, przeszedł przez wiele trudów i cierpień, ale pozostał wierny Panu! My zaś dzisiaj, jak potępieńcy, zaprzedaliśmy wszystko, co mieliśmy najbardziej świętego – wiarę w Boga. Nie żal Wam ludu, za który będziemy musieli odpowiedzieć przed Bogiem?

Ci z Was, którzy działali na rzecz tego Soboru nieprawości i zgodzili się z nim, złożywszy swój podpis, lecz się w ostatniej chwili opamiętali, niech czynią pokajanie przed Bogiem i Jego Cerkwią, przed Świętymi Ojcami i całym ludem prawosławnym.

Jeśli nie odrzucicie wszystkich motywów tego Soboru, spadnie na Was, czyniących nieprawość, gniew Boży!

Sumienie Was nawet, milczących, nie dręczy? Zdradziliście Boga, gromadząc się z ekumenistami i witając wszystkie herezje z ich naukami.

Wszyscy Wy, uczestniczący w tym Soborze, powróciliście pozbawieni łaski! Kimże w świetle tego jesteście? Lepiej Wam było się nie narodzić, aniżeli stać się zdrajcami Świątyni i zaprzeczyć Świętemu Duchowi!

Czy sumienie nie dręczy Was za to, czego dokonaliśmy? Nie żal, że po dwóch tysiącach lat stajemy się nowymi Annaszami i Kajfaszami i sprzedajemy swoją Świętą Prawdę?

Błagam Was i wzywam: pozostańmy pokornymi i posłusznymi dziećmi Świętej naszej Cerkwi Prawosławnej, Jej kanonom, dogmatom i tradycjom, które znamy, posiadając rękojmię tak wielu wybawionych świętych i całego ludu prawosławnego. Dlaczego chcemy zmienić Świętą Prawdę i podążać wbrew Niej?

W Prawosławiu nic nie jest nieodwracalne, dlatego pokajajcie się i powróćcie do trzody Chrystusowej Owczarni – do Cerkwi Jednej, Świętej, Katolickiej i Apostolskiej.

 

Z braterską miłością w Chrystusie,

+ Biskup Banczeński Longin

 

___________________

 

Na polski tłumaczył PPW

BISKUP LONGIN WZYWA HIERARCHÓW DO POTWIERDZANIA PRAWOSŁAWNEJ WIARY

Categories: APOSTAZJA I POGAŃSTWO, ETYKA CERKIEWNA, HEREZJE, POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW, PRAWOSŁAWIE, SOBÓR w 2016, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Ojciec Aggelos Angelakopoulos – Niedziela po Epifanii

Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego. Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! 
Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, 
i mieszkańcom cienistej krainy śmierci 
światło wzeszło. 

[Mt 4; 15-16]

Pireus 10-01-2016

Ojciec Aggelos Aggelakopulos, gazeta I.N. Święta Paraskiewa Nea Kalipoli Pireus

Krótki, ale straszny fragment zacytowany z Ewangelii Św. Mateusza, którą czytamy dzisiaj, w niedzielę po Epifanii. Chrystus, po trzech pokusach, na pustyni, usłyszawszy, że św. Jan, prekursor i ojciec chrzestny, przyjęty przez Heroda, poszedł do więzienia; opuścił Judeę w Jordanii, opuścił Nazaret, i udał się do Kafarnaum w Galilei, do granic rodu Zabulona i Neftalego, żeby spełnić proroctwo proroka Izajasza. Gdzie poszedł Chrystus? Do „Galilei pogan”. Czym jest „Galilea pogan”? Galilea to północna z czterech prowincji Palestyny. Pozostałe trzy to Samaria, Judea i Perea. Pierwsi mieszkańcy Galilei rodów Isachar, Zabulona, Neftalego i Asir wymieszali się z innym rodami, stąd pogardliwa nazwa „Galilea pogan”. Święty Chryzostom nazywa ją pogańska Galileą. Galilea była krajem, który dzisiaj nazwalibyśmy modelem bardzo wielokulturowym. Zmęczyli nas postępowcy tym wielokulturowym modelem. Wiele kultur, wszystkie kultury, wszystkie narody, wszystkie religie razem „Galilea pogan”. Były tam wszystkie narody: Żydzi, Persowie, Asyryjczycy, Grecy itd. I czym był ten wielokulturowy model? Niech usłyszą klerycy i teolodzy, którzy sprzyjają międzyreligijnym spotkaniom. Wielokulturowym modelem był „lud, który siedział w ciemności”. Ciemność tam była. Zwolennicy dialogu i spotkań twierdzą, że wszystkie religie mają elementy prawdy, że wszystkie mają coś pozytywnego. Dlatego idąc tą logiką w „Galileii pogan” istniało światło. Ewangelia jednak mówi, że byli to „ludzie, którzy siedzieli w ciemności”. I ten „kraj, który siedział w ciemności, zobaczył wielkie światło, i siedzący w tym kraju i cieniu śmierci zobaczył światło zmartwychwstałe do nich.” Światło. Chrystus! Nigdzie indziej nie ma światła. Tylko w Chrystusie. I dzisiaj tam gdzie są wielokulturowe modele i spotkania międzywyznaniowe panuje ciemność.

Podkreślaliśmy wiele razy, że herezja ruchów Ekumenizmu porusza się na dwóch poziomach, pierwszym inter-chrześcijańskim i drugim ekumenicznym. Tak, więc mamy ekumenizm chrześcijański i międzyreligijny, które są dwoma głównymi kierunkami Ekumenizmu. Ekumenizm, biorąc pod uwagę, że we wszystkich religiach istnieją pozytywne elementy, promuje związek między nimi, szczególnie wśród trzech monoteistycznych religii świata – chrześcijaństwa, islamu i judaizmu. W kilku słowach promuje tzw. Pana religii. Zgodnie z zasadą ekumenicznego synkretyzmu międzyreligijnego powinniśmy zobaczyć wspólne teologiczne punkty, które istnieją we wszystkich monoteistycznych religiach, aby budować jedność religijną świata. Nieszczęściem jest, że w ostatnich dziesięcioleciach jesteśmy w bezprecedensowym biegu międzyreligijnego ekumenizmu. Duch Antychrysta ma wpływ na wielu kleryków i świeckich w Kościele Prawosławnym. Aby stało się to, o czym mówimy, aby zrozumieć i stwierdzić co robić, wielkość prawdy Ewangelii i tradycji Świętych Ojców, zwróćmy uwagę na kilka przykładów.

  1. Zapowiedziane wznoszenie międzywyznaniowych świątyń dla chrześcijan, muzułmanów, i żydów w Berlinie, która będzie zwierać kościół, meczet i synagogę.

  2. Udział nieprawidłowych modlitw prawosławnych ekumenistów patriarchatów, arcybiskupów i biskupów w różnego rodzaju ekumenicznych spotkaniach w Asyżu.

  3. Przywrócenie zdrajcy Judasza z ohydnej zbrodni ukrzyżowania Jezusa Chrystusa, która dzieli nawet prawosławnych arcybiskupów ekumenicznych.

  4. Usunięcie z prawosławnych liturgii i śpiewników, zwłaszcza z Epitafium Wielkiego Piątku, wszystkich fragmentów antyżydowskich.

  5. Wkład Koranu zamiast Pisma Świętego od prawosławnych patriarchatów i biskupów do muzułmanów by nie przyjmować klasyfikacji „święty”

  6. Emisja znaczków pocztowych, na których pokazuje się w pozycji siedzącej Trójcę Świętą goszczoną przez Abrahama, chrześcijańskiego kleryka, rabina żydowskiego i muzułmańskiego hodża.

  7. Oferta jako prezent wspólna elegancko wydrukowana szkatułka trzech „świętych” ksiąg tzn, Biblii Hebrajskiej, Świętej Ewangelii i bezbożnego Koranu, które na równi opiera na stole, inspirator Trójcy wspomnianych znaczków pocztowych. Jest to tworzenie mieszanki; komunia światła z ciemnością, ponieważ nie tylko w Koranie ale i w Biblii Hebrajskiej, jeśli ją zobaczyć i zrozumieć bez Chrystusa, w świetle nie Ewangelii ale innych sekretarzy i faryzeuszów, którzy ukrzyżowali Chrystusa, ona też ma miejsce w ciemności, dotyczy też jej „Biada”, którą powiedział Chrystus do Żydów, do których pierwszych przyszło światło, którzy czekali w ciemności „przyszedł do tych, którzy otrzymali… i światło i ciemność, która oświeca, ciemność, która daje zrozumienie”.

  8. Spotkanie międzyreligijne, które odbyło się w dniach 19 i 20 Października 2015 r. w hotelu Interconterial w Atenach, z inicjatywy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Grecji i ministra spraw zagranicznych Nikolasa Kotzia, tematem było: „Religijny i kulturowy pluralizm oraz pokojowe współistnienie na Bliskim Wschodzie”. Prace konferencji ogłosił Prezydent Demokracji p. Prokopis Pawlopulos. Obecna była cała śmietanka ekumenicznego Kościoła Prawosławnego, tj. ekumeniczny patriarcha p. Wartolomeos, patriarcha Aleksandrii p. Theodoros, Antioch p. Joanis i Jerozolima p. Theofilos, arcybiskupi Cypru p. Chrisostomos, Aten i całej Grecji p. Jeronimos B, Albanii p. Anastasios i Ameryki p. Dimitrios i metropolici p. Ilarion, Toronto p. Sotyrios, Francji p. Emanuil i Zimbabwe p. Serafim. Uczestniczyli także monofizyta „katolicki patriarcha” Wielkiego Domu Arama A., wielki mufti Egiptu Abdel Kamil Aram, Naczelny Rabin dr. David Rosen, reprezentujący monofizytów Syrii i Koptów w Egipcie, przywódców religijnych i osobistości świata muzułmańskiego i religii żydowskiej, Sekretarza Generalnego „Światowej Rady Kościołów” a także przedstawicieli krajów arabskich, polityki międzynarodowej, nauki i społeczeństwa obywatelskiego. Udział wziął również sekretarz spraw zagranicznych USA odpowiedzialny za sprawy europejskie, p. Wiktoria Nuland, ministrowie spraw zagranicznych Holandii p. Bert Keders, Egiptu p. Samerch Sukri, Watykanu p. Poul Richard Gallagher i Cypru p. Janakis Kasulidis.

Ateny z wyłączną odpowiedzialnością greckiego przywództwa politycznego i kościelnego, stała się „Galileą pogan”.

  1. Przemiana edukacji religijnej z katechizmów, obligacji i prawosławia na hieroglify, synkretyzm i międzyreligijność.

  2. Propozycja ustanowienia przez Departament, studiów islamskich na wydziale Teologicznym na Uniwersytecie w Tesalonikach.

  3. Zapowiedziana budowa meczetu w Votanikos jak i całej Grecji.

Poprzez wcielenie Syna i Słowa Bożego, świat został oświecony przez prawdziwe poznanie Boga Trójjedynego, ze światłem Trójcy Świętej. Narodziny Chrystusa „róża dla świata, światło wiedzy”. Porzuca wszystkie inne fałszywe religie. Twarze trzech króli, którzy czczą Chrystusa reprezentują wszystkie i przedchrześcijańskie religie ludzkości, która aktualnie uczy czcić Słońce Sprawiedliwości, Pionowy Wschód, Światłość ze Światłości Chrystusa. Rzeka Jordan w czasie Chrztu Chrystusa „ Trójca Święta przejawia adorację”.

W tej chwili nie istnieją inne światła, inne wiary, inne drogi zbawienia. Chrystus jest jedyną drogą zbawienia. Sam Chrystus mówi: „Ja jestem światłością świata”. Kto nie kroczy w środku Jego światła, ten znajduje się w ciemności i nie wie dokąd idzie. Synami światłości są tylko, którzy podążają za Chrystusem i jego naukami. Według Ewangelii Jana, Chrystus jest „światłem prawdy, zawsze oświeca ludzi, którzy przychodzą na świat”. W epoce Świętego Jana, chrztu prekursora, pierwszych Apostołów, prawosławnego kościoła, świętych Apostołów, świętych Ojców i ich następców ma jedną wyjątkową przesyłkę: aby dać świadectwo światłu, aby odsłonić i ujawnić to światło tym, którzy w „ciemności i cieniu śmierci” siedzą, aby poprowadził ich droga zbawiania. Przesyłka ta nigdy nie była przedmiotem zastrzeżeń czy kompensaty, światowa dobroć i wyrównanie, synkretyzm i wymieszanie, dyplomacja i zobowiązania wobec panów wielkich narodów, dla kultu innych bogów, poznania innych bogów i innych religii. Czy dla Żydów, czy dla pogan, czy dla muzułmanów, czy dla ateistów, którzy żądali uznania własnych bogów i szacunku, postawa chrześcijan nie była zastrzeżeniem czy kompensatą, tak jak dzieje się dzisiaj wśród wielu teologów i kleryków na spotkaniach i dialogach międzyreligijnych, ale całkowita i wyraźna. Nigdzie indziej, żadnego innego boga czy przestrzegania, nie istnieje tak silne zbawienie. Przed władzą żydowską, apostołowie Piotr i Jan, nie powiedział im, ze mamy tą samą wiarę, że wierzymy w tego samego boga, ale z odwagą zarzucił im zaprzeczenie i krzyżowanie Chrystusa, który przesyła jedyną drogę i nadzieję zbawienia. Są to prawdziwe spotkanie i dialogi międzyreligijne. W ciągu dwóch tysięcy lat boskiego światła, narody, ludy i osoby oświecone połączone z Ciałem Chrystusa, z Jednym, Powszechnym i Apostolskim Prawosławnym Kościołem. Spotykamy miliony wiernych na eucharystycznym spotkaniu i społeczeństwie, ciągle i bez przerwy, prawie codziennie, i nie życzymy tylko „pokoju na całym świecie”, aby wyeliminować jakiekolwiek spotkanie wyznań, ale również głosi, że „widzieliśmy prawdziwe światło, otrzymaliśmy ducha niebieskiego, odnaleźliśmy prawdziwą wiarę, wielbić niepodzielna Trójcę” rzecz, której nie mogą zrobić spotkania międzyreligijne, ponieważ tam istnieje wiele narodów i ludów, którzy wierzą w innych bogów i nie odkryli prawdziwej wiary.

Z tej strony przeprowadzanie międzynarodowych spotkań jest cofnięciem się, prowadzi nas do czasów przedchrześcijańskich, jest Galileą pogan, ziemią Zabulona i Neftalima, gdzie w Ewangelii spotykało się wiele wiar i kultur, wieloreligijny i wielokulturowy model, jak ten, który budują dzisiaj przywódcy antychrysta „New Age” i „Nowy Porządek Rzeczy”, głównie przez Watykan i światowy przewodniczący papież. Ale jednocześnie w tej Galilei pogan, nauka Chrystusa pomogła „lud siedzący w ciemności, ujrzał wielkie światło i siedzący w ciemności i cieniu śmierci zmartwychwstał do nich”, w Nowej Galilei pogan i międzyreligijnych spotkaniach, ciemność czeka, narodu i ludy prezentują modły do własnych bogów i nie słuchają nauczania Jana Chrzciciela i Chrystusa.

http://www.impantokratoros.gr/E7BB5596.el.aspx

Categories: ETYKA CERKIEWNA, POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Kalendarz Juliański zachowuje dla nas święty wymiar czasu.

Diakon Władimir Wasilik o 430 rocznicy przejścia cerkwi zachodniej na kalendarz gregoriański ….
W październiku 2012 roku upłynęło 430 lat od dnia wprowadzenia kalendarza gregoriańskiego. Dany kalendarz został wprowadzony przez papieża Grzegorza XIII w państwach katolickich 4 października 1582 roku zamiast kalendarza juliańskiego: następnego dnia po czwartku 4 października u katolików nastał piątek 15 października.
Poprosiliśmy znanego teologa profesora filologii docenta Sankt Petersburskiego Państwowego Uniwersytetu diakona Władimira Wasilika o wypowiedzenie własnej opinii o znaczeniu tego wydarzenia dla chrześcijańskiego świata i o tym, dlaczego osoba prawosławna powinna twardo trzymać się kalendarza juliańskiego.

Wprowadzenie przez papieża Grzegorza XIII kalendarza, który otrzymał jego imię, początkowo spowodowało w Europie wielki szok. Komuś może się to wydać dziwne lecz na początku nie tylko prawosławie ale i protestantyzm wystąpił przeciw kalendarzowi gregoriańskiemu uważając go papieski wymysł, potrzebną do rozpowszechnienia papizmu w całej Europie i na całym świecie. 
Następnie stopniowo w okresie XVII – XVIII wieków, Europa przeszła na ten kalendarz z racji jego pozornej astronomicznej wygody. Nie trzeba dodawać, że papież Grzegorz nikogo się nie radził, decyzję podjął sam, autorytarnie. Nie tylko bez żadnych konsultacji z ludźmi prawosławnymi, których w tym czasie uważano za schizmatyków ale i także bez opinii Soboru. Ściśle mówiąc, wprowadzenie nowego kalendarza było charakterystyczne dla ducha Kontrreformacji Trydenckiej, dla agresywnego triumfalizmu kościoła rzymsko-katolickiego. (Zauważmy, że to ten sam papież Grzegorz XIII, który ustanowił medale w cześć Nocy św Bartłomieja. )
Cerkiew Prawosławna nie przyjęła tego kalendarza nie z powodu wojowniczego antyłacinizmu ale dlatego, że nie odpowiada on jego celom, w części dla świętowania Paschy. Dla kalendarza narusza się wiele wymogów, w tym także ten, według którego data prawosławnego święta Paschy nie może wypadać razem z Paschą żydowską jak również nie może być przed nią. Na pierwszym Soborze Powszechnym wyraźnie zakazano świętowania Paschy razem z żydami, jak i przed żydowską paschą. Ustanowiono świętowanie Paschy na pierwszą pełnię księżyca po równonocy wiosennej. I chociaż kalendarz juliański może być niedoskonały dla spraw cywilnych, to dla spraw cerkiewnych pasuje idealnie. 
Nie należy podchodzić do cerkwi z kryteriami podchodzącymi do centrum biznesowego, tak jak na dzwonnicę wiedzie drabina a nie schody ruchome. Dziwnie wyglądają te zachodnie świątynie, gdzie Carskie Wrota otwierają się i zamykają automatycznie. To samo tyczy się także kalendarza juliańskiego. On zachowuje dla nas ten święty wymiar czasu, który znali i którym żyli Święci Ojcowie zaczynając od epoki Pierwszego Soboru Powszechnego. Ten kalendarz, w skrajnej mierze, w jego paschalnej części, łączy cały prawosławny świat. A pełnym wyglądzie- Rosyjski, Serbski, Gruziński i Jerozolimski Patriarchat. 
Wprowadzenie nowego stylu w swoim czasie było związane z bardzo ciemnymi i wątpliwymi osobistościami takimi jak Patriarchy Konstantynopolitańskiego Meletija (Metaksakisa) którego nie bezpodstawnie podejrzewano o kontakty z masonerią w latach dwudziestych XX wieku. Ono łączyło się z poważną przemocą nad grupą wiernych tak jak to się stało z monahami Vałaamskogo Monastyra w 20-е lata ХХ wieku. Zostało powiedziane: ,,Po owocach poznacie ich” (Ew. Św.Mateusza) Dlatego mamy nadzieję że nasza Cerkiew nigdy nie zmieni korzystnego,ustanowionego świętymi Ojcami Juliańskiego Kalendarza.

cyt za: 
cerkiewnykalendarz.blogspot.com
Categories: ETYKA CERKIEWNA, PRAWOSŁAWIE, STARY STYL KALENDARZOWY, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Prawosławny kult Maryi, Bożej Rodzicielki

10806465_483734781765597_5955069774470558756_n

Wstęp

Wstęp do czwartego wydania

To nowe wydanie traktatu o Maryi, Bożej Rodzicielce, napisanego przez niedawno kanonizowanego św. Jana Maksymowicza, przetłumaczonego przez ojca Seraphima Rose na angielski, wychodzi naprzeciw nadziejom, że pobudzi anglojęzycznych czytelników do głębszego oddawania czci Bogurodzicy, która zdolna jest wspomagać słabych chrześcijan, którzy obecnie muszą stawiać czoła bezprecedensowemu pomieszaniu pojęć. To całe zamieszanie pochodzi oczywiście od złego. Jednak przyczyną tak strasznego pomieszania jest również utrata przez prawosławnych chrześcijan umiłowania Prawdy, a to automatycznie wywołuje w nich lęk przed potęgą tego świata. Umiłowanie Prawdy stanowi kamień węgielny życia duchowego, jak również pewność naszego duchowego przetrwania w czasach, gdy świadomość społeczeństwa łączy się z siłami ducha tego świata.

Św. Jan Maksymowicza był prześladowany za życia, włącznie z umieszczeniem jak kryminalisty w więzieniu, właściwie z powodu jego bezkompromisowej wierności Prawdzie. Jego pisma stały się tekstami patrystycznymi wieku współczesnego, gdyż posiadają tę samą wymowę, co dzieła starożytnych świętych Ojców. Właśnie ponadczasowy charakter tych pism popchnął późniejszego ojca Seraphima do podjęcia ich tłumaczenia, aby stały się one dostępne dla współczesnych prawosławnych.

Ikona na okładce została napisana przez znanego ikonografa Pimena M. Sofronowa na zlecenie Arcybiskupa Jana Maksymowicza. Umieszczona była w ikonostasie w katedrze w San Francisco, gdzie św. Jan celebrował Liturgię aż do swojego odejścia w 1966 roku. Kilka lat po śmierci Arcybiskupa ikona została przekazana do cerkwi monasterskiej św. Hermana z Alaski, gdzie umieszczono ją w ikonostasie. Przed nią odbyły się zarówno święcenia ojca Seraphima jak też nabożeństwo pogrzebowe po jego śmierci.

Dobrze pamiętamy jak Arcybiskup Jan modlił się przed tą ikoną, jak często stał tuż przy niej podczas głoszenia homilii w ostatnich latach jego życia na ziemi. Ponieważ ikona ta przypomina nam zarówno autora tej pracy, św. Jana Maksymowicza jak i tłumacza i wydawcę, ojca Seraphima, przedstawiamy to nowe wydanie z nadzieją, że prawosławni chrześcijanie pomnożą swoje modlitwy do Bogurodzicy.

Prawosławna teologia Arcybiskupa Jana Maksymowicza

Nie tak dawno temu przełożona monasteru Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, bardzo pobożna niewiasta, głosiła naukę w cerkwi swojego monasteru podczas święta Zaśnięcia Przeczystej Bogurodzicy. Ze łzami usilnie prosiła swoje mniszki i pielgrzymów, którzy przybyli na święto, żeby w pełni i z otwartym sercem przyjmować wszystko, co Cerkiew przekazuje nam poprzez stulecia, ponosząc ogromne cierpienia, aby przechować świętą tradycję poprzez wszystkie wieki, oraz aby nie wybierać sobie z niej tego, co nam się wydaje „ważne”, a odrzucać to, co „zbędne”, gdyż przez uważanie siebie za mądrzejszych od tradycji możemy tę tradycję w końcu utracić. Tak więc gdy Cerkiew mówi nam w swoich hymnach i ikonach, że Apostołowie zostali cudownie zebrani z krańców ziemi, aby byli obecni przy Zaśnięciu i na pogrzebie Matki Bożej, my jako prawosławni chrześcijanie nie możemy w to wątpić, albo jakoś inaczej interpretować, ale musimy wierzyć tak, jak Cerkiew nam to podaje, w prostocie serca.

Młody konwertyta z Zachodu, który nauczył się rosyjskiego, był obecny i słuchał tej nauki. Sam wcześniej rozmyślał o tym problemie patrząc na ikony, pisane w tradycyjnym stylu, przedstawiające Apostołów niesionych na obłokach, aby mogli ujrzeć Zaśnięcie Bogurodzicy; zadawał też sobie pytanie: Czy powinniśmy rozumieć to dosłownie, jako wydarzenie cudowne, czy jest to tylko „poetyczny” sposób przedstawienia przybywających Apostołów na to wydarzenie… albo też twórcze, czy nawet „doskonałe” przedstawienie tego wydarzenia, które tak naprawdę nigdy nie miało miejsca? (Rzeczywiście, są to problemy, którymi obecnie zajmują się „prawosławni teolodzy”). Dlatego słowa pobożnej przełożonej zapadły głęboko w jego serce, zrozumiał, że w odbiorze i rozumieniu Prawosławia jest coś dużo głębszego niż tylko to, co możemy odczuć czy zrozumieć. W tym właśnie momencie tradycja została mu przekazana, nie poprzez książki, ale poprzez żywe naczynie, które ją w sobie skrywało; objawiła się nie poprzez rozum czy uczucia, ale przede wszystkim poprzez serce, które w ten sposób zaczęło zanurzać się w głębi prawosławnej nauki.

Później ten młody konwertyta spotkał wielu ludzi, osobiście lub czytając ich książki, którzy studiowali teologię prawosławną. Byli oni teologami naszych czasów, którzy uczęszczali do prawosławnych szkół i stali się teologicznymi „ekspertami”. Zazwyczaj bardzo chętnie wypowiadali się o tym, co jest prawosławne a co nie, co jest ważne a co jest drugorzędne w Prawosławiu; wielu z nich szczyciło się swoim „konserwatyzmem” czy też „tradycjonalizmem” w wierze. Ale w żadnym z nich nie dostrzegł ów młody człowiek autorytetu prostej przełożonej, która mówiła prosto do jego serca, które tak jak ona było nieskażone współczesną „teologią”.

Serce tego konwertyty, który wciąż raczkował w Prawosławiu, zapragnęło dowiedzieć się jak wierzyć, co również oznacza komu wierzyć. Za bardzo był człowiekiem swoich czasów, zbyt przywiązany do swoich przekonań, aby móc zwyczajnie zaprzeczyć potędze własnego rozumowania i ślepo uwierzyć we wszystko, co usłyszał; oczywiste jest, że Prawosławie w ogóle nie oczekuje tego od nikogo, pisma świętych Ojców są żywym dowodem pracy ludzkiego rozumu oświeconego łaską Boga. Ale jest także oczywiste, że współczesnym „teologom” czegoś brakuje, gdyż pomimo całej swojej logiki i znajomości tekstów patrystycznych nie przekazują oni tego czucia, a także smaku Prawosławia tak jak ta prosta, niewykształcona mniszka.

Nasz konwertyta poszukiwał prawdziwej, żywej prawosławnej tradycji, i w końcu odnalazł ją w osobie Arcybiskupa Jana Maksymowicza. Znalazł w nim kogoś, kto pobierał nauki w „starych” szkołach a równocześnie świadomy był wszelkich krytyk tej teologii, które formułowali teologiczni krytycy naszego wieku, który był w stanie używać swojej wielkiej inteligencji by znaleźć prawdę tam, gdzie była poddawana w wątpliwość. Jednak posiadał coś więcej niż wszyscy pozostali teologowie zdawali się sobą prezentować, mianowicie tę samą prostotę i autorytet, które pobożna mniszka przekazała prosto do serca młodego poszukiwacza Boga. Jego serce i umysł zostały zwyciężone; nie dlatego, że Arcybiskup Jan stał się jego „nieomylnym ekspertem”, gdyż Cerkiew Chrystusa nie zna takich rzeczy, ale dlatego, że zobaczył w tym świętym duszpasterzu uosobienie Prawosławia, prawdziwego teologa, którego teologia wyrastała ze świętego życia i całkowitego zakorzenienia w prawosławnej tradycji. Kiedy przemawiał, można było zaufać jego słowom, mimo że starannie oddzielał nauczanie Cerkwi, które jest pewne, od swoich osobistych opinii, które mogły być błędne, i których nikomu nie zalecał. Nasz młody konwertyta odkrył, że mimo całej intelektualnej przenikliwości i zdolności krytycznych Arcybiskupa Jana, jego słowa dużo częściej zgadzały się ze słowami prostej mniszki, niż ze słowami tych, którzy byli wykształconymi teologami naszych czasów.

Pisma teologiczne Arcybiskupa Jana nie należą do jakiejś specyficznej „szkoły”, nie wykazują jakiegoś szczególnego „wpływu” jakiegoś niedawno żyjącego teologa. Prawda jest taka, że Arcybiskup Jan został zachęcony do uprawiania teologii, tak jak i do przyjęcia stanu mniszego i uczęszczania na nabożeństwa cerkiewne, przez swojego wielkiego nauczyciela, metropolitę Antoniego Krapowickiego; prawdą jest również to, że uczeń przyswoił sobie ogromny nacisk swojego nauczyciela na „powrót do świętych Ojców” oraz na to, by teologię blisko wiązać z życiem duchowym i moralnym, a nie z akademią. Jednak pisma teologiczne metropolity Antoniego są odmienne w swoim wyrazie, intencjach i zawartości; był on bardzo zaangażowany w świat teologii akademickiej w środowisku inteligencji tamtych czasów i dużo jego pism poświęconych było argumentom i polemikom, które kierował do znanych sobie środowisk, które doskonale rozumiały ten język. Z drugiej strony pisma Arcybiskupa Jana są pozbawione tego apologetycznego i polemicznego aspektu. On z nikim się nie kłóci, on po prostu przedstawia naukę prawosławną, a kiedy jest konieczne odrzucenie fałszywych doktryn, zwłaszcza w jego dwóch długich artykułach na temat sofiologii Bułhakowa, jego słowa są przekonywujące nie poprzez moc logicznych argumentów, ale raczej przez moc przedstawionego nauczania patrystycznego w jego oryginalnym brzmieniu. Nie przemawia on do wyedukowanego, akademickiego świata, ale do nieskażonego prawosławnego umysłu; nie nawołuje też do „powrotu do Ojców”, ponieważ to, co sam pisze jest po prostu przekazywaniem tradycji patrystycznej, w formie czystej, bez zbędnych komentarzy.

Źródłami teologii Arcybiskupa Jana są po prostu Pismo Święte, święci Ojcowie (zwłaszcza wielcy Ojcowie IV i V wieku) i, co jest bardzo charakterystyczne, nabożeństwa Cerkwi Prawosławnej. To ostatnie źródło, rzadko używane w takim stopniu przez teologów ostatnich wieków, jest kluczowe do praktycznego, nieakademickiego podejścia Arcybiskupa Jana do teologii. Oczywiste jest, że był całkowicie zanurzony w cerkiewny rytm nabożeństw i że jego teologiczne inspiracje pochodziły głównie z tego najważniejszego źródła patrystycznego, które kontemplował nie w wolnym czasie przeznaczonym na uprawianie teologii, ale podczas codziennej praktyki, poprzez bycie obecnym na każdym nabożeństwie. Uczył się teologii jako integralnej części codziennego życia i bez wątpienia dzięki temu, a nie przez formalne studia teologiczne, został teologiem.

Dlatego zrozumiałe jest, że nie można odnaleźć w pismach Arcybiskupa Jana żadnego „sytemu” teologicznego. Ale nigdy też nie protestował przeciwko wielkim dziełom „systematyki teologicznej” ukazującym się w XIX wieku w Rosji, czynił nawet z katechizmów tego okresu użytek podczas swojej pracy misyjnej (podobnie do wielkich hierarchów XIX i XX wieku, którzy zarówno w Grecji jak i Rosji korzystali z nich jako znakomitych pomocy przy szerzeniu Prawosławia wśród ludu); pod tym względem był ponad wszelkimi modami i stronnictwami teologów i studentów, zarówno w przeszłości jak i współczesnych, którzy byli zbyt przywiązani do jakiegoś określonego sposobu przedstawiania teologii prawosławnej. Wykazywał ten sam szacunek dla metropolity Antoniego Krapowickiego z jego zdecydowanie antyzachodnim nastawieniem, co dla metropolity Piotra Mohyły, który pozostawał przypuszczalnie pod przesadnymi wpływami zachodnimi. Kiedy ktoś mówił o błędach któregoś z tych wielkich hierarchów i obrońców Prawosławia, machał ręką i mówił: „Nieważne” – ponieważ zawsze miał przed oczami przede wszystkim świętą tradycję Prawosławia, którą ci teologowie skutecznie przekazywali następnym pokoleniom pomimo swoich błędów. Pod tym względem musiał wiele tłumaczyć młodym teologom naszych czasów, którzy podchodzą do prawosławnej teologii w duchu, który jest zarówno zbyt teoretyczny jak i zbyt polemiczny i stronniczy.

Dla Arcybiskupa Jana teologiczne „kategorie” nawet najmądrzejszych uczonych teologów były również „nieważne”, lub raczej były istotne wyłącznie w takim stopniu, w jakim wyrażały prawdziwe znacznie, a nie stawały się wyłącznie materią rutynowego nauczania. Pewne wydarzenie z czasów szanghajskich jaskrawo pokazuje wolność jego teologicznego ducha. Kiedyś, gdy przeprowadzał ustne egzaminy starszych klas katechetycznych z jego szkoły katedralnej, przerwał jednemu z uczniów absolutnie poprawną recytację wyliczającą proroków mniejszych ze Starego Testamentu raptownym i kategorycznym stwierdzeniem: „Nie ma wcale Proroków mniejszych!” Kapłan-nauczyciel tej klasy był wyraźnie zgorszony tym pozornym dyskredytowaniem jego autorytetu, ale prawdopodobnie do dzisiaj studenci pamiętają to dziwne obalenie normalnych katechizmowych „kategorii”, a możliwe że kilku z nich pojęło przesłanie, które Arcybiskup Jan próbował przekazać: razem z Bogiem wszyscy prorocy są wielcy, wszyscy są „więksi”, i ten fakt jest dużo bardziej istotny niż wszystkie kategorie naszej wiedzy na ich temat, jakkolwiek by nie były przekonywujące same w sobie. W swoich pracach teologicznych oraz w homiliach Arcybiskup Jan często umieszcza zadziwiające zwroty w swoich rozważaniach, ukazując nam wiele niespodziewanych aspektów i głębsze rozumienie poruszanego tematu. Oczywiste jest, że teologia dla niego była nie tylko ludzką, ziemską dyscypliną, której bogactwa poddają się naszym racjonalnym interpretacjom, lub w której możemy stać się samowystarczalnymi „ekspertami”, ale raczej czymś, co wskazuje na niebo i co musi porywać nasze umysły do Boga i do rzeczywistości niebieskich, których nie można pojąć żadnym logicznym systemem myślowym.

Znakomity historyk Cerkwi Rosyjskiej N. Talberg zasugerował (w Kronikach Biskupa Sawy, rozdział 23), że Arcybiskup Jan powinien być uważany przede wszystkim za „szalonego z powodu Chrystusa, który pozostał takim nawet w szatach biskupa”, i pod tym względem porównuje go ze świętym Grzegorzem Teologiem, który także nie pasował, podobnie jak Arcybiskup Jan, do powszechnie przyjętego „wyobrażenia” biskupa. Właśnie to „szaleństwo” (według norm światowych) nadaje charakterystyczny smak pismom teologicznym zarówno św. Grzegorza jak i Arcybiskupa Jana, widać to w niezależności od opinii publicznej, od tego, co „wszyscy myślą”, w nie wiązaniu się z żadnymi „stronnictwami” czy „szkołami”, w podejściu do problemów teologicznych z podniosłego, nieakademickiego punktu widzenia, i w zdrowym unikaniu nieistotnych sporów oraz braku ducha kłótliwości; świeże, niespodziewane zwroty myśli czynią z ich prac teologicznych przede wszystkim niezwykłe źródło inspiracji oraz pozwalają prawdziwie i głęboko rozumieć Boże objawienie.

Być może najbardziej zachwyca nas niezwykła prostota pism Arcybiskupa Jana. Jest oczywiste, że przyjmuje on prawosławną tradycję szczerze i całkowicie, bez żadnych „ale”, na przykład jak dochować wierności tradycji, ale nadal pozostawać „wyrafinowanym” człowiekiem współczesnym. Był świadomy współczesnej „krytyki”, a zapytany podawał solidne powody odrzucania tych krytyk w wielu punktach. Starannie studiował problem „wpływu Zachodu” na Prawosławie w ostatnich wiekach i miał na to dobrze wyważony pogląd, starannie rozróżniając pomiędzy tym, co ma być odrzucone bezsprzecznie jako obce dla Prawosławia, tym co nie jest zalecane bez specjalnego „roztrząsania”, i tym co jest do przyjęcia jako prowadzące do prawosławnego życia i pobożności (to bardzo wyraźnie pokazuje brak u Arcybiskupa Jana „uprzedzeń”; badał wszystko w odniesieniu do świętego Prawosławia). Ale pomimo całej swojej wiedzy i wprawy w krytycznych opiniach, zawsze wierzył w tradycję Prawosławia prosto, tak jak Cerkiew nam to przekazuje. Większość prawosławnych teologów naszych czasów, nawet jeżeli uniknęli najgorszych skutków protestanckich reformatorów mentalności, wciąż patrzą na tradycję oczami środowisk akademickich, w których czują się jak u siebie w domu; jednak Arcybiskup Jan był „u siebie w domu” przede wszystkim w cerkwi podczas nabożeństw, podczas których spędzał codziennie wiele godzin, w ten sposób domieszka racjonalizmu (nie zawsze w znaczeniu pejoratywnym) największych nawet teologów akademickich, była całkowicie obca jego myśli. W jego pismach nie ma „problemów”; jego zazwyczaj liczne przypisy są jedynie informacją, gdzie nauka Cerkwi może być znaleziona. Pod tym względem jest niepodzielnie jednym z „umysłem Ojców”, i ukazuje się nam jako jeden z nich, a nie jedynie jako komentator teologii przeszłości.

Pisma teologiczne Arcybiskupa Jana drukowane w różnych cerkiewnych wydawnictwach przez ostatnie czterdzieści lat, nie zostały dotąd zebrane w jedną całość. Te, które są obecnie dostępne dla Bractwa św. Hermana z Alaski, złożą się na tom o niewiele ponad dwustu stronach objętości. Jego dłuższe pisma zostały napisane w przeważającej części w jego latach wcześniejszych, gdy przebywał jako hieromnich w Jugosławii, gdzie został już zauważony jako wyróżniający się między teologami prawosławnymi. Szczególnie wartościowe są jego dwa artykuły na temat sofiologii Bułhakowa; w jednym wykazuje przekonująco, w sposób bardzo obiektywny, kompletną niekompetencję Bułhakowa jako patrystycznego uczonego, w drugim, jeszcze cenniejszym, daje wykład prawdziwej doktryny patrystycznej na temat Bożej Mądrości. Wśród jego późniejszych pism trzeba wspomnieć artykuł na temat ikonografii prawosławnej (w którym, nawiasem mówiąc, okazał się dużo bardziej świadomy problemów „wpływów zachodnich” na styl ikonografii niż jego nauczyciel, metropolita Antoni), serię homilii zatytułowanych „Trzy ewangeliczne święta”, w których odsłaniał głębsze znaczenie kilku „mniejszych” świąt cerkiewnych, oraz artykuł „Cerkiew: Ciało Chrystusa”. Jego krótkie artykuły i homilie również są głęboko teologiczne. Jedna homilia zaczyna się od „Hymnu do Boga” świętego Grzegorza Teologa i dalej trzyma się tego podniosłego tonu patrystycznego jako natchnione oskarżenie współczesnej bezbożności; inna, wygłoszona w Wielki Piątek 1936 roku, jest wzruszającą mową do leżącego w grobie Chrystusa, w tonie godnym tego samego świętego Ojca.

Zaczynamy tę serię tłumaczeń od klasycznego wykładu Arcybiskupa Jana na temat prawosławnego kultu Bożej Rodzicielki oraz głównych błędów, które ten kult atakowały. Najdłuższy rozdział jest jasnym i dobitnym odrzuceniem łacińskiego dogmatu o „niepokalanym poczęciu”.

 

I. Kult Matki Bożej podczas Jej życia na ziemi

Od czasów Apostolskich aż do naszych czasów wszyscy, którzy prawdziwie miłują Chrystusa oddają cześć Tej, która Go zrodziła, wychowała i chroniła w latach Jego młodości. Jeśli Bóg Ojciec wybrał Ją, Bóg Duch Święty zstąpił na Nią i Bóg Syn zamieszkał w Niej będąc uległym Jej w latach młodości, martwiąc się o Nią wisząc na Krzyżu, w takim razie czy ktoś wyznający Świętą Trójcę nie czciłby Jej?

Jeszcze za dni Jej ziemskiego życia przyjaciele Chrystusa, Apostołowie, okazywali wielką troskę i oddanie Matce Bożej, szczególnie Ewangelista Jan Teolog, który wypełniając wolę Jej Boskiego Syna zabrał Ją do swego domu i opiekował się Nią jak matką, odkąd usłyszał od Zbawiciela na Krzyżu – Oto Matka twoja.

Ewangelista Łukasz namalował liczne Jej wyobrażenia, w tym niektóre razem z Przedwiecznym Synem, a inne bez Niego. Kiedy zebrał je i pokazał Przeczystej Dziewicy, spodobały się Jej i rzekła – Niech im towarzyszy łaska mojego Syna, i zaśpiewała hymn tak jak kiedyś w domu Elżbiety – Wielbi dusza moja Władcę, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.

Jednakże Bogurodzica podczas swojego życia na ziemi unikała chwały należnej Jej jako Matce Zbawiciela. Wolała żyć w ciszy i przygotowywała się na Swoje odejście do życia wiecznego. Do ostatnich dni Swego ziemskiego życia starała się, aby być godną Królestwa Jej Syna, przed Swoją śmiercią modliła się, aby uwolnił Jej duszę od duchów złości, które spotykają dusze w ich drodze na niebiosa i usiłują je pochwycić, aby zabrać ze sobą do piekieł. Chrystus spełnił modlitwy Swojej Matki i w godzinie Jej odejścia z tego świata osobiście zstąpił z nieba z mnóstwem Aniołów, aby wziąć Jej duszę w Swoje ramiona.

Ponieważ Matka Boża modliła się również o to, aby mogła pożegnać się z Apostołami, Chrystus zebrał dla Niej wszystkich Apostołów, z wyjątkiem Tomasza, porwał ich niewidzialną mocą i sprowadził do Jerozolimy ze wszystkich krańców zamieszkanego świata, gdzie głosili Ewangelię, i byli oni obecni przy Jej błogosławionym przejściu do życia wiecznego.

Apostołowie śpiewając święte hymny złożyli Jej Przeczyste Ciało w grobie, a trzeciego dnia razem z Apostołem Tomaszem, który właśnie przybył do Jerozolimy, otworzyli grób, aby jeszcze raz móc oddać chwałę doczesnym szczątkom Bogurodzicy. Jednak nie znaleźli Jej Ciała w grobie i zakłopotani wrócili do domu; nagle, podczas posiłku Bogurodzica pojawiła się przed ich oczami w powietrzu, w blasku niebiańskiego światła, i wyjaśniła im, że Jej Syn objął Swoją chwałą również Jej Ciało, i teraz powstała z martwych stoi przed Jego Tronem. Przyrzekła im wtedy także, że nigdy ich nie opuści.

Apostołowie z wielką radością pozdrowili Matkę Bożą i zaczęli czcić Ją nie tylko jako Matkę ich ukochanego Nauczyciela i Władcy, ale także jako niebieską wspomożycielkę, jako opiekunkę chrześcijan i orędowniczkę całego rodzaju ludzkiego przed Sprawiedliwym Sędzią. I gdziekolwiek głoszona jest Ewangelia Chrystusa, Jego Przeczysta Matka również jest wysławiana.

 

Czytaj dalej

Categories: ETYKA CERKIEWNA, KSIĄŻKI WARTE UWAGI, POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

RÓŻNICE W MYŚLENIU RELIGIJNYM WSCHODU I ZACHODU

Angielski poeta Kipling rozpoczął swój poemat takimi słowami: „Och, Zachód to Zachód, Wschód to Wschód i nigdy ze swoich miejsc oni nie zejdą, dopóki niebo wraz z ziemią nie staną przed Strasznym Sądem Pańskim.” Tutaj, pod pojęciem Wschodu i Zachodu, musimy rozumieć nie części świata, które rozdzielone są geograficznie grzbietami Uralu i Kaukazu.

 

Raczej pod pojęciem Wschodu trzeba rozumieć ten rozległy obszar, który kiedyś zajmowała    wschodnia część Cesarstwa Rzymskiego, a następnie – Bizancjum i kraje Bliskiego Wschodu (można tu włączyć Egipt i Etiopię), a pod pojęciem Zachodu – kraje zachodnioeuropejskie i w ogóle wszystkie państwa kultury zachodnioeuropejskiej.

 

Święci Ojcowie przenośnie mówili: „Światło zaświeciło ze Wschodu”; Wschód symbolicznie oznaczał Raj, Eden, kraj wiecznego Boskiego Światła.

 

Zachód jest młody w kategoriach kulturowych i historycznych, Zachód jest młodzieńczy. Wschód jest stary. Zachód jest aktywny. Wschód kontemplacyjny. Zachód – pełen emocji, pełen ruchu, pełen dynamiki. Wschód natomiast zagłębiony jest w sobie, jakby nie odrywał oczu od skarbów, które posiada. Zachód – w porywie, w poszukiwaniu, w odwadze. Wschód przechowuje.

 

Zachód śni i marzy. Wschód szuka wszędzie wiecznych idei pod osłoną widzialnego. Zachód ubiera    swoich świętych w biało-śnieżne szaty, wieńczy ich głowy wieńcami róż, a Wschód widzi świętość jednakowo i pod szmatami i pod złotem, nie czyni atrybutem świętych ani łachmanów żebraka, ani włosiennicy mnicha, ani purpury królów, on jakby przechodził obok tego, co zewnętrzne.

 

Zachód wysyła pułki krzyżowców do wyzwolenia Grobu Pańskiego. Wschód wysyła mnichów na pustynie Egiptu i do monasterów (klasztorów) na Górze Athos. Zachód wyciąga miecz przeciwko wrogom wiary. Wschód daje duchowych wojowników do walki niewidzialnej z demonami. Zachód, aby powstrzymać zło, stwarza takie instytucje, jak Inkwizycja, a Wschód – wielkie systemy filozoficzne.

 

Szczyt zachodniej teologii – to święty Augustyn, genialny poeta i myśliciel; ale jest on na wskroś psychologiczny. Teologowie wschodni: święci Grzegorz Teolog, Bazyli Wielki, Grzegorz z Nyssy – mistyczni. Augustyn, jego szkoła genialnie pokazała człowieka w jego upadkach i mękach poszukiwania; a teologowie wschodni pokazali człowieka w jego przemienieniu. Zachód ustami swoich świętych wyśpiewał majestatyczny hymn do Boga; Wschód w tajemniczej ciszy kontemplował Boga. Zachód dążył do lazurowych Niebios, a Wschód szukał spotkania z Bogiem w głębinach serca.

 

Zachodni asceci starali się zewnętrznie naśladować Chrystusa; wschodni uważali, że jest tylko jedna droga do naśladowania Chrystusa – poprzez zdobycie Łaski Ducha Świętego: człowiek po zdobyciu Ducha Świętego, tylko poprzez Łaskę, niewidzialnie, upodabnia się do Chrystusa. Zachodni asceci z pieśniami na ustach szli na Golgotę; wschodni – całe swoje życie czynili niewidzialną dla świata Golgotą.

 

Niektórzy z zachodnich ascetów wyobrażali sobie obraz Chrystusa wizualnie tak jasno, że identyfikowali się z Nim; na dłoniach i stopach nóg pojawiały się u nich rany, z których ciekła krew. Stygmatyzacja uważana była przez Katolików za znak świętości. A święci asceci Wschodu starali się zobaczyć tylko jedno – morze swoich grzechów, uważając za straszną pychę porównywanie siebie z Chrystusem.

 

Zachód podobny był do młodego wojownika, który wydobył swój miecz, Wschód – do starca, ubielonego siwiznami mądrości. Zachód chciał sprowadzić Królestwo Niebieskie na Ziemię,  zbudować raj na Ziemi, środkami ziemskimi. Wschód zawsze płacił daninę – Cezarowi to, co należy do Cezara – i przygotował drogę do Królestwa Niebieskiego w sercu człowieka, przejście do Królestwa nie ziemskiego, a wiecznego.

 

Dla Zachodu areną walki ze złem była Ziemia, to tymczasowe – ze wszystkimi jego wydarzeniami i perypetiami – życie, a dla Wschodu – ludzkie serce, które on widział głębszym, niż cały świat widzialny.

 

Zachód jest aktywny, ale cała jego działalność skierowana jest na zewnątrz. Wschód skierował    dynamikę ducha do wnętrza siebie. Cywilizacja zachodnia – jest jakby szeroką falą światła, ale światła rozproszonego, światła załamanego przez ziemskie pryzmaty różnych barw. A Wschód – to koncentracja światła w jednym punkcie i dlatego światło to ma szczególną moc przekształcania się w płomień. Zachód kochał Ziemię i na Niebie widział to, co ziemskie. Wschód kochał Niebo i w tym, co ziemskie upatrywał symbole Nieba; w tym, co tymczasowe szukał obrazów wieczności.

 

Już trzeci biskup Rzymu – Święty Klemens, następca Świętego Apostoła Piotra, porównywał Kościół     z armią i wzywał Chrześcijan do ścisłej dyscypliny, aby ta armia była zwycięską. A na Wschodzie Ojcowie mówili: „Zwyciężaj samego siebie – to jest największe zwycięstwo„. Ascetyczne nauczanie Ojców Wschodu i jest właśnie strategią tej duchowej walki – walki z demonami, z własnymi namiętnościami. Aby wygrać, armia potrzebuje centralizacji zarządzania, potrzebuje silnej władzy i bezwarunkowego podporządkowania się, dlatego Zachód stworzył strukturę kościelną podobną do monarchii. Do walki z odwiecznym wrogiem ludzkości Wschód szukał innej siły – siły pokory, w której przejawia się prawdziwa moc ducha.

 

Zachód skupiał się na zewnętrznej potędze: ze środków zewnętrznych, stwarzał on różne organizacje, wywierał wpływ na kulturę, wszędzie szukał sojuszników – w świecie sztuki, w literaturze, polityce, socjologii. A Wschód mówił: „Prawdziwe dobro można tworzyć tylko z pomocą Łaski Bożej” i dlatego zawsze odrzucał wątpliwych sojuszników; na zewnątrz wydawał się uboższy, bardziej bezradny, słabszy niż Zachód, jednak nie szukał ani siły, ani potęgi świata, a szukał Chrystusa, Który zwyciężył ten świat.

 

Ascetyzm Zachodu napełnia dusze ascetów zachwytem i uniesieniem, ascetyzm Wschodu – skruchą. Zachód w pięknie świata chce kontemplować piękno Boga. Dla Wschodu Bóg przede wszystkim jest   Niewypowiedzialny, Niepoznawalny i Niewymowny. Bóg dla Wschodu jest niepodobny do nikogo i niczego ze Swego stworzenia, jest On – wieczną tajemnicą. Zachodni asceta może Boga objąć, a wschodni tylko o jedno błaga i szuka tylko jednego – przebaczenia grzechów; szukanie w modlitwie jakichś wyższych stanów – to dla niego jest już grzeszną skłonnością.

 

Zachodni asceta widzi światło, które zstępuje na niego z zewnątrz (jest to wizja Franciszka z Asyżu i innych), a wschodni – Światło, oświetlające jego serce od wewnątrz; jednocześnie drży on przed Łaską Bożą, jako niegodny Jej.

 

Zachodni asceci, demonstrując (!) skruchę, chodzili przez miasta grupami, całymi wspólnotami, które były nazywane „pokutującymi”; na placach i ulicach zrzucali oni z siebie ubrania i bili siebie linami i pasami do krwi przy ogromnym gromadzeniu się ludzi i egzaltowany tłum wysławiał ich jako wielkich błogosławionych, jako bohaterów wiary. Wschodni – w ciszy pustyni przynosili skruchę, niewidzialną dla świata; pewnego razu jeden z wielkich Ojców egipskich głośno westchnął w świątyni podczas modlitwy, ale natychmiast się spostrzegł i zwracając się do stojących obok mnichów, powiedział: „Wybaczcie mi, bracia, – nie jestem jeszcze mnichem” – ponieważ skrucha, podobnie jak i wszystkie inne cnoty, powinna być tajna.

 

Dla Zachodu najważniejsze są uczynki. Uczynki są dla niego wartością samą w sobie: jak dobry uczynek, tak i grzech mają dla niego konkretną, wyraźną formę i cenę. Dla Wschodu najważniejsze – to stan duchowy, a uczynki – tylko jako jego przejaw. Dlatego dla Wschodu nawet mały czyn duchowy może być wielki, jeśli pochodzi z czystego serca i wielki czyn – marny, jeśli nie jest dedykowany Bogu lub został dokonany za pomocą niegodziwych środków. Moralność zachodnich ascetów opiera się na

„zasadzie ilości”: kto najwięcej na zewnątrz zrobił dobrych uczynków, natomiast moralność wschodnich – na czystości serca, znanej Jedynemu Bogu.

 

Zachód dążył do zrealizowania idei Królestwa Bożego na ziemi, ale metody państwa: nagrody, sankcje, intrygi itp. przeniesione do Kościoła, sprofanowały sam cel. „Cel uświęca środki” – to niepisane motto Jezuitów z największą jasnością i pewnością wyraziło uczucia tych, którzy naprawdę byli gotowi budować „raj na ziemi” wszelkim sposobami, za wszelką cenę. Wschodnia Cerkiew natomiast nauczała: czysty cel, czyste środki, czysta rzecz – tak formułował to jeszcze Święty Dionizy Areopagita (ros. – Дионисий Ареопагит).

 

Zachód mówi: „Kochaj i czyń uczynki poświęcenia”, a Wschód przede wszystkim oczyszcza serce bojaźnią Bożą w walce z namiętnościami dla nabycia Łask Ducha Świętego. Na Wschodzie jest tylko jedna reguła monastyczna, jedna idea: mnich wyrzeka się świata i poświęca się modlitwom za niego; mnich – jest jak gwiazda, która wzeszła z Ziemi do Nieba: jest on daleko od wszystkich i świeci wszystkim.

 

Natomiast zachodni mnisi służą ludziom i światu. W ciągu wielu lat „szpitalnicy” opiekowali się pielgrzymami, mnisi z zakonu Franciszka – „Franciszkanie”, wychowywali dzieci. Jezuici zajmowali się polityką, nauczaniem młodzieży i tym podobnym.

 

Pewnego razu zapytano katolickich mnichów, czy czytają oni literaturę ascetyczną. Byli oni zaskoczeni i odpowiedzieli, że u nich z takich książek korzystają tylko profesorowie i nauczyciele historii, a ich sprawa – to podporządkowanie się opatowi (ros. – игумену).

 

Nauczania o Modlitwie Jezusowej i o duchowej kontemplacji na Zachodzie prawie nie ma. Kultura, nauka i samo społeczeństwo nieustannie ulega zmianom, z powodu czego nieustannie zmienia się też i oblicze zachodniego Chrześcijaństwa: panuje tam zasada modernizmu, przyjęte jest tam eklezjologiczne nauczanie o ewolucji, rodzą się nowe dogmaty i spodziewa się nowych objawień.

Z książki „Chrześcijaństwo i modernizm” Archimandryty Rafaela (Karelina)

 

Źródło:

Особенности религиозного мышления Востока и Запада

http://3rm.info/religion/56906-osobennosti-religioznogo-myshleniya-vostoka-i-zapada.html

10 marca 2016 r.

 

 

Tłumaczył Andrzej Leszczyński

25.8.2016 r.

Zapisz

Categories: ETYKA CERKIEWNA, POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

ŹRÓDŁA REFORMY PATRIARCHY NIKONA: KATOLICKIE INTRYGI, HEREZJA LUB SPISEK PROTESTANTÓW?

Nie wiadomo dlaczego uważa się, że w podziale Rosyjskiego Prawosławia, który ostatecznie nastąpił      po Wielkim Moskiewskim Soborze Rosyjskiej Cerkwi (1666-1667), znaczącą rolę odegrały również intrygi Katolików: „Sam Watykan w reformie Cerkwi Prawosławnej również miał swój interes… Paisjusz Ligarides, kontynuując dzieło metropolity Izydora, prowadził w tym czasie negocjacje z katolickim Zachodem o połączeniu Cerkwi Rosyjskiej z Kościołem Rzymskim” [1] .

 

Coś podobnego, w takiej czy innej formie, można znaleźć w wielu publikacjach. Przy czym piszący na ten temat niejako standardowo żalą się na agentów „Kolegium Propagandy„, że zostało zorganizowane ono przez Watykan [2], lub „przesiąkniętych” katolicyzmem mnichów greckich i małorosyjskich, nauczycieli i polityków [1]. Którzy nie tylko „nazjeżdżali się” do Moskwy, ale również patrzyli na Rosjan z jawnym lekceważeniem [3, s. 48].

 

Oczywiście, to wszystko brzmi bardzo nęcąco, ale istnieją również poważne zastrzeżenia przeciwko wersji o złowieszczym „łacińskim” śladzie. Przynajmniej o jej dominującej roli w tych wydarzeniach:

 

*          sytuacja w latach 1666-1667 dla realizacji planów Watykanu była znacznie mniej korzystna niż w 1610 roku, kiedy po obaleniu Cara Wasilija Szujskiego w Moskwie stał polsko-litewski garnizon, a polski królewicz Władysław został uznany za rosyjskiego cara (choć nie koronowanego);

 

*          w 1648 roku zakończyła się Trzydziestoletnia Wojna między europejskimi Katolikami i  Protestantami i która uznawana jest za najkrwawszy konflikt aż do wojen światowych XX wieku [4] . Przy czym to właśnie katolickie kraje ucierpiały najbardziej: na przykład, Niemcy straciły 5 mln ludzi – straty demograficzne w Niemczech zostały uzupełnione dopiero po 100 latach [tamże] . Ponadto katolicka Polska została dodatkowo osłabiona przez bunt Chmielnickiego (1648/54) i wojnę rosyjsko-polską (1654-1667). Wszystko to, oczywiście, zmniejszało możliwość Rzymu dla realizacji jakichkolwiek projektów;

 

*          unifikacja Prawosławia w Rosji i Małorosji nie była w interesie Kurii Rzymskiej, ponieważ obecność rytualnych różnic w różnych gałęziach Prawosławia w pełni umożliwiała Katolikom „granie” na sprzecznościach między nimi;

 

*          jeśliby w wyniku cerkiewnej reformy „Projekt” Patriarchy Nikona, dotyczący przekształcenia Moskwy w rosyjski Watykan – centrum całego światowego prawosławia w jakiś sposób zostałby jednak zrealizowany, to połączona Cerkiew Prawosławna stałaby się silniejsza i Rosja rozszerzyłaby swoje wpływy na inne regiony. Po tym, wszelkie negocjacje w sprawie zjednoczenia Kościoła Zachodniego i Cerkwi Wschodniej pod egidą Papieża Rzymskiego byłyby chyba niemożliwe. I choć na Soborze lat 1666-1667 Nikon został obalony, to jednak jego następcy, w rzeczywistości, kontynuowali jego politykę;

 

*          nie należy również przeceniać prób agentów Watykanu, dotyczących szczucia na siebie Rosji i Turcji pod pretekstem wyzwolenia Chrześcijan Wschodu (natomiast w rzeczywistości – zmniejszenia presji Imperium Osmańskiego na Austro-Węgry). Chociaż młody Car Aleksiej Michajłowicz zapalił się do tej podrzuconej z zewnątrz idei, w końcu bronienie Wiednia przed Turkami (1688) przypadło nie strzelcom jego następcy – Car Iwana V Aleksiejewicza, a skrzydlatej husarii polskiego Króla Jana III Sobieskiego.

 

Powyższa teza nie bez powodu zasługuje na tak szczegółową analizę krytyczną: niestety, teraz tak jak i poprzednio, nadal obserwuje się negatywną tendencję, kiedy bardzo liczne artykuły i książki o wydarzeniach z życia Cerkwi XVII dosłownie naszpikowane są bardzo odległymi od rzeczywistości pseudo-historycznymi ideologicznymi szablonami z przeszłości sowieckiej i mitów z czasów Patriarchy Nikona.

 

Na przykład, w pewnym artykule jako główną przyczynę, wyjaśniającą konieczność przeprowadzenia Sprawy Ksiąg, proponuje się: „korekta błędów w księgach cerkiewnych była konieczna, ponieważ zdarzały się nawet nonsensy, spotykane przy niedbałym przepisywaniu” [5]. I chociaż teoria „zepsucia” staroruskiego obrządku została obalona jeszcze przez profesora Moskiewskiej Akademii Teologicznej Nikołaja Kaptiewa (1847-1917) [6, str.53], to owa wątpliwa teza z „odległych dawnych czasów” nadal jest kultywowana do tej pory.

 

W rzeczywistości, „najmniejsza pomyłka w książce, niedopatrzenie lub błąd uważane były za wielki grzech. Pobożni ludzie uważnie śledzili, aby się nie wkradły jakiekolwiek błędy … Oto dlatego  zachowane do naszych czasów liczne rękopisy starych czasów wyróżniają się czystością i pięknem pisma, poprawnością i precyzją tekstu. W starożytnych rękopisach trudno jest spotkać poprawki lub  przekreślenia … Zauważone w poprzednich księgach istotne błędy zostały wyeliminowane jeszcze przed Nikonem, kiedy w Moskwie zaczął działać Pieczatnyj Dwor” (pol.- drukarnia) [7] .

 

I jeszcze jedna hipoteza z tego samego zestawu: „Podział powiększył się dlatego, ponieważ miały na niego wpływ inne siły. W szczególności, egoistyczne bojarstwo (pol.-szlachta) wykorzystało Staroobrzędowców w walce przeciwko wymagającemu Patriarsze Nikonowi i dodało im siły” [5]. I ponownie bardzo nieprzekonująco: „egoistyczne bojarstwo” w przeważającej części popierało właśnie  reformę. Na stronę strażników starej wiary w pełni i bezwarunkowo przeszły tylko bojarowe Fieodosija Morozowa i Jewdokija Urusowa. Tak było, i nie powinno się rozpatrywać ideowych przywódców rodzącego się starowierstwa, protopopa Awwakuma Pietrowa i biskupa Pawła Kołomieńskiego, jako mężów niedojrzałych, którymi manipulowały pewne złe siły.

 

Dlatego oczywiste jest i drugie nieszczęście: wielu współczesnych autorów, piszących na temat rozłamu Rosyjskiego Prawosławia, z jakiegoś powodu zupełnie nie zwraca uwagi na poważne prace naukowe wybitnych specjalistów. Ale przecież w nich zostało zdemaskowane nie tylko nikonjańskie  „dziedzictwo duchowe”, ale także ujawniono niektóre momenty historyczne wielkiego znaczenia. Na przykład w książce historyka Siergieja Zieńkowskiego „Rosyjskie starowierstwo” bardzo przekonująco wyjaśniono powody podziału starowierstwa na popostwo i bezpopostwo. Przy czym podział ten został ustalony na długo przed Sprawą Ksiąg lub Wielkiego Soboru w Moskwie. I to, że wiele wspólnot po rozpoczęciu prześladowań staroobrzędowców utraciło ostatnich kapłanów i jakoś inaczej zostało zmuszonych do organizowania swego życia cerkiewnego – jest tylko tragicznym zbiegiem okoliczności, a nie praprzyczyną.

 

Zieńkowski proponuje zwrócenie uwagi na dramatyczne wydarzenia Czasu Smuty (1598 – 1613), które do podstaw wstrząsnęły podstawami państwa Rosyjskiego (rozdział jego książki pod tytułem „Kryzys Trzeciego Rzymu”). Co nie mogło się nie odbić na nastroju szerokich mas: pojawiły się dwa prądy ideologiczne, które w absolutnie różny sposób ujęły katastrofę, do której o mało co nie doszło.

 

Więc боголюбцы – bogolubcy (pol.- miłujący Boga) lub „obrońcy bogobojności” (ros. – „ревнители благочестия”) byli nastawieni optymistycznie, mając nadzieję, że Rosyjskie Prawosławie przetrwa do Powtórnego Przyjścia” [6, str.45]. To właśnie oni w latach 1630 wszczęli ruch za liturgiczne i moralne odrodzenie, to z ich inicjatywy została ograniczona sprzedaż napojów alkoholowych, zabronione gry hazardowe i występy błaznów [6, str.43] .

 

Natomiast przedstawiciele drugiego potężnego ruchu religijnego – „leśni starcy” (ros.- «лесные старцы») byli pesymistami i „podobnie do wodzów Europejskiej Reformacji spodziewali się końca świata” [6, strona 45.]. Już pod koniec lat 1620 duchowy inspirator ruchu mnich Capito i jego zwolennicy „unikali nawet wchodzenia do cerkwi i przystępowania do Priczasija (Komunii), jawnie uważając kapłanów za zbyt grzesznych i że Sakrament, przygotowany ich niegodnymi rękami – jest bez Łaski” [tamże] .

 

I po rozpoczęciu prześladowań przeciwników reformy Nikona wielu zwolenników „obrońców bogobojności” zostało Staroobrzędowcami – popowcami, a zwolennicy „leśnych starców” – bezpopowcami [6, str.46] .

Kluczowy moment nikonianiaństwa

 

Tak więc, jeśli przyjmiemy ten punkt widzenia, to dla rodzącego się starowierstwa swoistym punktem wyjścia stał się Czas Smuty, jednak to nie jest tak oczywiste w przypadku nikonianizmu. Na przykład, nasuwają się analogie między reformą cerkiewną w Rosji a europejską Reformacją, bo przecież Martin Luther, tak samo jak Nikon, też nalegał do powrotu do „pierwotnego” Chrześcijaństwa. Oczywiście, w „wariancie” katolickim. Jednak ostrość drugiej ważnej dla Europy kwestii monastycznej własności ziemi w Rosji została znacznie zmniejszona w trakcie sporu „Józefitów” (ros.- «иосифлян») ze  „zwolennikami ubóstwa” (ros.- «нестяжателями») (koniec XV w. – początek XVI wieku), co absolutnie „nie pociągało” Reformacji. Innych wyraźnie określonych podobnych cech do porównania w tej kwestii nie było.
Лютер прибивает к церковным дверям петицию со своими 95 тезисами

Luter przybija do drzwi kościoła petycję ze swoimi 95 tezami

 

A przecież według logiki zmian, zachodzących w świecie katolickim, powinny były one w taki czy inny sposób odbić się również na wydarzeniach życia cerkiewnego w Rosji. Ale to, że Symeon Połocki i Paisjusz Ligarides byli wychodźcami ze środowiska katolickiego, daje niewiele: bez poparcia środowiska Cara Aleksieja Michajłowicza (który, jak uważa się, był grekofilem, a nie łacinofilem), ci artyści – goście do współorganizatorów Wielkiego Soboru Moskiewskiego z pewnością by nie weszli. Zresztą czy działali oni przede wszystkim zgodnie z instrukcjami z Watykanu lub prowadzili własną grę – jest to pytanie również otwarte.

 

Moment następny: Staroobrzędowcy nazwali patriarchę za brutalne prześladowania „Nikon -Antychrystem”, a końcowy rezultat jego niestrudzonej działalności – nikoniańskim rozłamem lub  nikoniańską herezją. Ale przecież na Rusi coś podobnego zdarzało się od czasu do czasu i wcześniej.   Przy czym w ten czy inny sposób bez „zgubnego wpływu” z zewnątrz to się nie odbywało. I na tym wszystkim należy zatrzymać się dokładniej.

Czytaj dalej

Categories: Bez kategorii | Dodaj komentarz

UZALEŻNIENIE OD GIER KOMPUTEROWYCH

Żyjemy w czasach niezwykłych, w czasach wielkich odkryć naukowych, wielkiego postępu technicznego. Młode pokolenie nie pamięta jak jeszcze nie tak dawno na  zwykły telefon, a właściwie na podłączenie do sieci telefonicznej, czekało się latami. Wynalezienie telefonii bezprzewodowej i Internetu  zmieniło  świat,   spowodowało, że do lamusa poszły teleksy, faksy, a w dużej mierze i telefony stacjonarne.  Zapomnieliśmy już jak najważniejsze wiadomości przekazywaliśmy za pomocą telegramów. Dziś komunikujemy się ze sobą z każdego miejsca na ziemi.  Za pomocą Skypa mamy łączność wizualną. Nie do uwierzenia jest np. fakt, że gdy otwieram  komputer  pojawia się informacja, że  mój  znajomy w dalekiej Australii ma włączony Skype!

Nie ulega wątpliwości, że wielki postęp techniczny w zakresie telefonii i Internetu zdecydowanie ułatwił życie. Telefony komórkowe posiada już większość społeczeństwa. Na przestrzeni kilku lat znalazł on zastosowanie na całym świecie.   I co ważne, przestał   być wyłącznie telefonem dla kontaktów między ludźmi, ale i pomocą naukową, a także  zabawką.  Niemal wszystkie telefony posiadają  dostęp do Internetu,  a wiadomo jak wielki zakres zarówno wiadomości,  gier a  także wszelakiego brudu, mieści się w Internecie.  Począwszy od dzieci, a skończywszy na  seniorach, wszyscy dziś korzystają ze zdobyczy tej techniki.  Wystarczy wejść do autobusu  czy  tramwaju  aby przekonać się, że większość pasażerów nie rozstaje się z telefonem. Młodzież dodatkowo jest okablowana by słuchać muzyki tworzonej przez maszyny.

Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt naszego uzależnienia od tych zdobyczy cywilizacji. Nie raz obserwowaliśmy jak spędzają wolny czas np. na wczasach   turyści z  innych krajów. Owszem spotykają się jak niegdyś,  ale nie dla rozmów i dyskusji,  lecz  kontynuowania gry na swoich smartfonach.  Analogicznie zachowuje się ich młodsze pokolenie. Wygląda to niemal jak plaga. Zanika życie towarzyskie,     a nawet zostają zachwiane relacje rodzinne.

Przeraża to starsze osoby gdy dziecko, które z rzadka  ich odwiedza,  natychmiast pędzi do komputera by znaleźć się jak najszybciej w wirtualnym świecie.  Świat realistyczny go nie interesuje.  Analogicznie zachowują się dzieci po powrocie ze szkoły. Oprócz zaniku życia rodzinnego, rozmów z rodzicami i rodzeństwem dochodzi jeszcze zmęczenie,  wynikające z przebywania w bezruchu nieraz przez wiele godzin dziennie. Świecący ekran również negatywnie wpływa   na wzrok.

Najgroźniejsze w tym wszystkim jest jednak uzależnienie  od Internetu i ogromu serwowanych w nim przeróżnych gier.  Dotyka ono zarówno naszych dzieci jak i osoby starsze. Jednakże ludzie czynni zawodowo, korzystające z komputerów w pracy,  rzadko  sięgają po nie  w domu.  Plaga uzależnień dotyka głownie osoby nie korzystające z komputerów  zawodowo. Wirtualny świat, w którym wszystko jest możliwe, wojny gwiezdne i naziemne, przeróżne  czary i widowiska, przeraźliwe  monstra. Wszystko to jest tworem nieraz chorej ludzkiej wyobraźni i  jak ktoś powiedział  „rodem z piekła”.  Być może do tego nas przygotowują twórcy tych „arcydzieł”. Napisane bowiem  jest, że  z kim i z czym  przystajesz  za życia z tym będziesz i po śmierci. Większość z nas tego sobie nie uświadamia.

Warto wiedzieć, że zależność od gier komputerowych stanowi jedno z najgroźniejszych zjawisk współczesnego świata.  Wydaje się, że człowiek niczego złego nie czyni, nie upija się, nie zażywa narkotyków, jedynie spędza czas przed ekranem.  Jednakże z jego duszą dzieje się coś  niedobrego – następują ogromne zmiany. Właściwie zależność internetowa jest i pijaństwem i narkotykiem.  Dzieje się tak bowiem dusza ludzka   traci związek z bliskimi ludźmi, zamieniając te  relacje  na wirtualne ogłupienie. Uzależniony człowiek nie może istnieć bez tych gier  jak narkoman bez narkotyków, czy alkoholik bez wódki.  Świadomość takiej osoby koncentruje się wokół świata wirtualnego  w większym stopniu niż życie realne,    które wydaje mu się szare i nudne.   Wirtualny świat  pojmuje  jako życie prawdziwe. Aby przebywać w tym świecie  poświęca  swój wolny czas, swoje zdrowie, zaniedbuje rodzinę i rezygnuje z elementarnej troski o samego siebie.  Jest to już choroba duszy, rozdwojenie jaźni,  pogrążenie w pseudo realność. Gry komputerowe to nic innego jak bezduszne idole,  przez które oddziałują na nas  demony.  Co więc począć ?

Nie łudźmy się, pozbycie się nałogu gier komputerowych nie jest  ani proste, ani łatwe. Okazuje się, że zależność od tych gier jest o wiele silniejsza niż od samego Internetu. Trudności polegają na tym, że zależność ta deformuje naszą osobowość, dla niej życiem stał się świat wirtualny. Człowiek przestaje być panem swojej woli, popada w zniewolenie.   Jeżeli człowiek uświadamia sobie swoje uzależnienie i jest gotów z tym walczyć, sprawa jest do wygrania.  Jednakże gdy uzależnienie  na tyle jest silne, że człowiek    czuje się szczęśliwym przy pokonywaniu kolejnych etapów  doskonalenia  się w tych wirtualnych zajęciach,  sprawa poważna.   Jednym  z wyjść z tej patowej sytuacji jest znalezienie czegoś nowego, silniejszego przeżycia, np. turystyka, poznanie ciekawych ludzi,  praca w organizacjach charytatywnych. Wtedy  wirtualny świat zostaje zastąpiony czymś wyższym, doskonalszym, dającym radość i szczęście.

Walka z uzależnieniem od gier komputerowych jest niemal identyczna jak walka z każdą naszą grzeszną rządzą. Wewnątrz człowiek odczuwa niepokój, rządza wymaga zaspokojenia, dusza niemal pęka, traci swoją aktywność. Rządza podpowiada  spróbuj choć ten jeden raz, nic przecież strasznego. Weź narkotyk, wypij kieliszek wódki. I nałóg wraca ze wzmożoną siłą. Aby temu zapobiec konieczna jest determinacja i siła woli.  Czasami konieczne jest pozbycie się komputera, zajęcie się czymś innym, jakąś pożyteczną sprawą, najlepiej ciężką pracą, po której zmęczeni przestaniemy myśleć o komputerze.

Należy unikać sytuacji, kiedy komputer pozostaje włączony przez cały czas.  Staje się to wielką pokusą, podobnie jak z bufetem, czy lodówką  pełnych alkoholi.  Głównym czynnikiem uzależnień w obu przypadkach jest łatwa dostępność tych rzeczy.   Rady i perswazje innych osób z reguły są mało skuteczne.  Ich pomoc to wyłącznie modlitwa. Jeśli osoba uzależniona była wierząca – konieczna jest,  zarówno jego jak i osób mu bliskich, gorąca modlitwa i post. Kontakt z Bogiem,   z kościołem.  Jest  to fakt ogólnie znany, że ludzie  radykalnie  zmieniają swoje życie po przez zwrócenie się do Boga. Eliminuje się przez to  grzeszne nawyki i przyzwyczajenia i uzyskuje się zupełnie nowe  doświadczenie – doświadczenie odrzucenia grzechu. Wiadomo, zwrócenie się do Boga jest   sprawą osobistą, nie  można nikogo do tego zmusić. Możemy tylko wesprzeć taką osobę  swoją modlitwą.

W ostatnim czasie na  Zachodzie pojawiła się kolejna gra   tzw. pokemony. Jest to wynalazek pochodzenia amerykańskiego. Do gry wykorzystuje się telefony komórkowe.  Media podają, że „pokemony opanowały świat”, lub „pokemon to kieszonkowy potwór”,  lub „świat zwariował na punkcie pokemonów”. Gra tak zniewala,  że grający tracą orientację gdzie są, co z nimi się dzieje.  A zatem następuje kolejna, jeszcze silniejsza faza uzależnienia od gier.

______________________

Oprac. na podst. Prawoslawie.ru

http://janpielgrzym.ucoz.com/publ/inne/uzaleznienie_od_gier_komputerowych/8-1-0-224

Categories: APOSTAZJA I POGAŃSTWO, ETYKA CERKIEWNA, POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

KRWAWY ŚLAD PAPIZMU

 

Rozpatrując fakty historyczne, związane z wydarzeniami rosyjskiego raskołu w 17 wieku, nie można nie zauważyć wyraźnego śladu Watykanu.

 

Jak wiadomo, inspiratorem i organizatorem złodziejskiego Soboru 1666/67 roku, był grecki „metropolita” Paisjusz Ligarid (ros.- Паисий Лигарид).

 

Paisjusz, w życiu świeckim Pantalion, Ligarides urodził się na wyspie Chios, kształcił się w Rzymie pod kierunkiem Jezuitów w tamtejszym kolegium, założonym dla Greków. Po zakończeniu nauki powrócił do domu z myślą o rozprzestrzenianiu rzymskiej wiary, ale wkrótce przeniósł się do Mołdowlachii i został nauczycielem w szkole w Jassach. Tutaj zdołał się spodobać Patriarsze  Jerozolimskiemu Paisjuszowi, przystąpił do jego świty i w 1650 roku brał udział w słynnej „Debacie o wierze z greki” Starca Arsienija Suchanowa. Po powrocie do Jerozolimy Patriarcha Paisjusz Ligarides dokonał postrzyżyn Ligaridesa lub Gordija, 16 listopada 1651 roku w świątyni Zmartwychwstania Chrystusa na mnicha, nazywając go Paisjuszem i oddał go jako nowicjusza do znajdującego się wówczas w Jerozolimie Starca Arseniusza Suchanowa. Ten sam Patriarcha nie omieszkał mianować swego imiennika Ligaridesa Metropolitą Gazy [1] .

 

Na dzień dzisiejszy są wiarygodne dane o tym, że Paisjusz Ligarides był w służbie u Rzymskiego Papieża. Na przykład, Patriarcha Konstantynopola Dionizy tak scharakteryzował Ligaridesa: Paisjusz Ligarides – to winorośl nie z tronu Konstantynopola, nie nazywam go prawosławnym, ponieważ słyszę od wielu, że jest on papistą, przewrotnym człowiekiem. [2]. W Pracach 5-go Zjazdu Organizacji Akademickich za granicą emigracyjny historyk profesor E. Shmurlo opublikował informacje ze źródeł katolickich. Wynika z nich, że Paisjusz został wyświęcony na kapłana przez biskupa unickiego Rafała Korsaka (ros.- Рафаилом Корсаком) w Rzymie dnia 31 grudnia 1639 r. W Rzymie Ligarides zachowywał się przez cały czas jako dobry Unita, za którego też tam go uważano, zresztą przy wstępowaniu do szkoły został on zapisany jako syn rodziców, wyznających Unię wg obrządku greckiego oraz on sam, jako ochrzczony według tego samego rytu (cz. I Prace, s. 537). Na zlecenie Watykanu, udał się na Wschód z celem propagandy Unii. 28 marca 1643 r. pisał do Sekretarza Propagandy Ingoli: „Bóg jest mi świadkiem, z mojej strony zostało zrobione wszystko dla wywyższenia i rozsławienia Kościoła Rzymskiego” (ibid . s.566). W 1644 roku Patriarcha Konstantynopola Parfienij II odłączył (ekskomunikował) Ligaridesa od Cerkwi, do której on nigdy nie należał. Jednak 14 września 1652 roku, Patriarcha Jerozolimy Paisjusz wyświęcił go na godność Metropolity. Tym niemniej, w 1668 roku Jerozolimski Patriarcha Nectarios (ros.- Нектарий) pisał do Cara rosyjskiego: „Dajemy prawdziwą wiadomość, że Paisjusz Ligarides wcale nie jest ani metropolitą, ani biskupem, ani nauczycielem, ani władyką, ani pasterzem, ponieważ po tylu latach, jak opuścił swoją diecezję, zgodnie z regułami Św. Ojców został pozbawiony godności biskupiej. Z Prawosławnymi jest on prawosławnym, Łacinnicy nazywają go swoim, a Papież Rzymski bierze od niego rocznie dwieście talarów holenderskich” [3]

 

W tym czasie Ligarides z fałszywymi listami uwierzytelniającymi przybył do Moskwy. Możemy się tylko domyślać, jakie były jego prawdziwe cele i co go wiązało z Carem Aleksiejem Michajłowiczem. Czy wykonywał on zadanie Watykanu czy też działał z własnej inicjatywy, z wyrachowania? Czy miał Aleksiej Michajłowicz tajne porozumienie polityczne z Papieżem, czy też po prostu nie miał on nikogo, na kim mógłby się oprzeć w walce z Nikonem? Jaki interes miał Watykan w reformie Cerkwi Prawosławnej? Na te pytania na razie nie możemy dać odpowiedzi twierdzącej. W tym przypadku ważnym jest dla nas jest co innego –  Katolik Paisjusz został głową rosyjskich spraw cerkiewnych, a w Moskwie spojrzeli na to przez palce! [4]

 

Temu przebiegłemu i sprytnemu Grekowi została powierzona sprawa Nikona. Oświadczył on, że Nikon „powinien być przeklęty jako heretyk” i że w tym celu należy zwołać w Moskwie wielki Sobór z udziałem patriarchów wschodnich. Dla procesu nad Nikonem i rozpatrywania innych spraw cerkiewnych, związanych z reformą Służby Bożej Car Aleksiej w roku 1666 zwołał Sobór, który był kontynuowany również w następnym, 1667 roku. Na Sobór przybyli wschodni patriarchowie – Paisjusz Aleksandryjski i Makary Antiocheński. Jak się później okazało, zostali oni pozbawieni swoich godności przez Sobór biskupów wschodnich i dlatego nie mieli kanonicznego prawa do decydowania o jakichkolwiek sprawach cerkiewnych, zwłaszcza w obcym kraju.

 

Do Moskwy przyjechało mnóstwo mnichów ukraińskich i greckich, nauczycieli, polityków i różnych handlarzy, kombinatorów (ros.- дельцов; tak zwanych obecnie biznesmenów – A.L.). Wszyscy oni byli w różnym stopniu przesiąknięci katolicyzmem, co nie przeszkodziło im, a wręcz nawet i pomogło, zdobyć duży wpływ na dworze carskim. Paisjusz Ligarides, kontynuując dzieło Metropolity Izydora, prowadził w tym czasie negocjacje z katolickim Zachodem o połączeniu Rosyjskiej Cerkwi z Kościołem Rzymskim. Starał się przekonać do tego również patriarchów wschodnich. Natomiast rosyjscy biskupi, pamiętając o smutnym losie biskupa Pawła z Kołomny i innych członków opozycji, byli we wszystkim posłuszni Carowi. W takiej atmosferze duchowej odbył się Sobór, który odegrał tragiczną rolę w losach Rosyjskiej Cerkwi i narodu rosyjskiego. Po rozprawieniu się z Nikonem, Sobór zaakceptował nowo wydrukowane księgi, zatwierdził nowe obrzędy i stopnie duchowne, oraz nałożył straszne klątwy i anatemy na stare księgi i obrzędy. Żegnanie się dwoma palcami (ros.- двуперстие) Sobór nazwał heretyckim, a trzema palcami (ros.- троеперстие) zatwierdził. Przeklął tych, którzy wyznają w Credo Ducha Świętego za Prawdziwego (csr. истинного). Przeklął również tych, którzy będą sprawować Służbę Bożą według starych ksiąg. W podsumowaniu Sobór orzekł: „Jeśli ktoś nie posłucha nas, albo zacznie przeczyć i sprzeciwiać się nam, to my takiego przeciwnika, jeśli jest on – osobą duchowną wyrzucamy i pozbawiamy wszelkich czynności kapłańskich i łask i przeklinamy; a jeśli będzie to świecki, to takiego odłączamy (ekskomunikujemy) od Trójcy Świętej, Ojca i Syna i Ducha Świętego, przeklinamy i nakładamy anatemę jak na heretyka i nieposłusznego i odcinamy jako zgniłego członka. Natomiast jeśli ktoś aż do śmierci pozostanie niepokorny, to taki i po śmierci niech będzie odłączony (ekskomunikowany), a dusza jego niech będzie z Judaszem – zdrajcą, z heretykiem Ariuszem i innymi przeklętymi heretykami. Prędzej żelazo, kamienie i drzewo będą zniszczone, a ten niech nie będzie rozgrzeszony na wieki wieków. Amen .”

 

Te straszne przekleństwa oburzyły nawet samego Nikona, przyzwyczajonego do przeklinania prawosławnych Chrześcijan. Powiedział, że są one nałożone na cały lud prawosławny i uznał je za nierozsądne, a o osławionym Metropolicie Gazy dał następujące świadectwo: „Mój główny wróg u Cara – to Paisjusz Ligarides; Car go słucha i uważa za proroka Bożego; mówi się, że jest on od Rzymu i wierzy po rzymsku, wyświęcony na diakona i kapłana od Papieża, a gdy był w Polsce u Króla, to służył Mszę Łacińską. Mieszkający u niego w Moskwie duchowni greccy i rosyjscy opowiadają, że zupełnie nie postępuje on zgodnie z godnością biskupią, mięso je i pije nieprzyzwoicie, je i pije, a potem idzie Mszę służyć” [5].

 

Żeby zmusić pobożny lud rosyjski do przyjęcia reformy, Sobór polecił poddawać niepokornych  soborowym ustaleniom najcięższym karom: więzić w więzieniach, skazywać na wygnania, bić ścięgnami wołowymi, odcinać uszy, nosy, wycinać języki, odcinać ręce. Wszystkie te działania oraz ustalenia soborowe wniosły jeszcze więcej zamieszania do umysłów Rosjan i pogłębiły rozłam.

 

Współczesna nowoobrzędowa Cerkiew na Soborze Lokalnym w 1971 roku uznała błąd, popełniony przez byłego Patriarchę Nikona i Sobór lat 1666-67, który doprowadził do tragicznego podziału narodu rosyjskiego i zaświadczył, że stare obrzędy są dla niej „jednakowo godne i zbawienne”, a klątwy zostały nałożone „niezgodnie z dobrym rozsądkiem”. I jako wniosek: reformy „nie miały podstaw ani historycznych ani kanonicznych”. Ale, niestety, sam fakt niekanoniczności Soboru lat  1666-67 (w pracach którego brali udział fałszywy metropolita i papista Paisjusz Ligarides i dwaj usunięci patriarchowie) nie był nawet rozpatrywany. A już tym bardziej, nie było nawet mowy o wyrażeniu skruchy za grzech raskołu.

 

Autor: I.N. Nagowicyn

_________________________

 

[1] m. Makary. Historia Cerkwi Rosyjskiej. Tom 5. Część 2, rozdział 2, pkt 1.

 

[2] S. M. Sołowjow. Historia Rosji od czasów starożytnych. Tom 11, rozdział 4

 

[3] S.M. Sołowjow. Historia Rosji od czasów starożytnych. Tom 12, rozdział 5

 

[4] N. I. Kostomarow. Historia Rosji w opisach żywotów jej najgłówniejszych działaczy. Dz.2,  rozdział 4

 

[5] S.M Sołowjow. Historia Rosji od czasów starożytnych. T. 11, rozdział 4.

 

 

 

Źo:

КРОВАВЫЙ СЛЕД ПАПИЗМА

http://www.bratstvo-rdc.narod.ru/txt/page10.htm

 

 

Tłumaczył Andrzej Leszczyński

11.8.2016 r.

Zapisz

Categories: ETYKA CERKIEWNA, PRAWOSŁAWIE, STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

DLACZEGO DNI I LATA TAK SZYBKO PRZELATUJĄ?

Zapewne wielu zauważyło, że w ciągu ostatnich kilku lat wraz z upływem czasu działo się coś niezwykłego. Dni i miesiące przelatywały błyskawicznie, wyprzedzając nasze możliwości i my coraz bardziej nie nadążaliśmy, aby coś zrobić. Wydawałoby się, dopiero dzień się zaczął, a tym czasem patrz: już dobiega końca!

Nie zdążyliśmy „wjechać” w trzecie tysiąclecie, jak przeleciało już dwanaście lat ( a teraz to już 16 lat, 4lata od powstania tego artykułu), a myśmy tego nie zauważyli. Poprzednie tłumaczenie tego zjawiska, że, powiedzmy, im starszym staje się człowiek, tym szybciej leci jego życie, jest już nieaktualne. Obecnie błyskawiczny bieg czasu zauważają nie tylko ludzie dorośli, ale nawet podrostki i młodzieńcy! A więc co się dzieje z czasem?

 

Doby stały się krótsze

 

W prywatnej rozmowie pewien staruszek – kapłan, znany ze szczególnego daru widzenia niewidzialnego, podał robiącą wrażenie informację: czas zaczął się skracać! W porównaniu z tym, co było sto i więcej lat temu, obecna doba stała się krótszą. Według realnego, a nie kalendarzowego przebiegu czasu, jeśli weźmiemy za wzorzec stary, nie zmieniający się od stuleci czas, obecna doba trwa tylko 18 godzin zamiast poprzednich 24.

Okazuje się, że codziennie  mamy brak 6-ciu godzin  i właśnie dlatego ciągle nam nie wystarczy czasu, a dni lecą w przyspieszonym tempie. Szczególnie zauważalne skrócenie doby nastąpiło na przełomie XX i XXI wieku. Można wątpić w przenikliwość kapłana i obiektywność jego wniosków. Ale okazuje się, że istnieją również inne fakty, wskazujące na skracanie czasu.

Na świętej Górze Athos mnisi nawet noce spędzają na modlitwie. Przy czym u Starców Athosu już od dawna wypracowała się specjalna reguła modlitewna: w ustalonym okresie czasu powinni oni przeczytać ustaloną ilość modlitw i tak codziennie, dokładnie według godzin. Poprzednio mnisi nadążali przez noc w pełni wykonać ten „program” i do porannego nabożeństwa mieli nawet trochę czasu na odpoczynek. Ale teraz, przy takiej samej ilości modlitw, Starcom nie wystarcza już nocy, aby zdążyć je zakończyć!

Nie mniej zaskakującego odkrycia dokonali mnisi z Jerozolimy, służący w Ziemi Świętej. Okazuje się, że od kilku lat lampy oliwne przy Grobie Pańskim palą się dłużej niż wcześniej. Przedtem olej do dużych lamp dolewany był w tym samym czasie, w przeddzień Wielkanocy. W ciągu roku olej ten całkowicie się wypalał. Ale teraz, już po raz któryś z rzędu, przed głównym świętem chrześcijańskim pozostaje w lampach jeszcze dużo oleju. Wychodzi na to, że czas wyprzedza nawet fizyczne prawa palenia!

Skrócenie doby miało wpływ i na wydajność pracy. W dawnych czasach, korzystając z najprostszych  narzędzi, ludzie zdążyli zrobić o wiele więcej, niż my dzisiaj. Protojerej Walentin Biriukow wspomina, że w latach 30-tych jego ojciec, po powrocie z zesłania do rodziny, z minimalną liczbą pomocników zdołał w ciągu zaledwie jednego tygodnia zbudować nowy dobry dom. A we wspomnieniach Borisa Sziriajewa o obozie Sołowieckim jest epizod, jak 50-ciu więźniów, z czego prawie połowa była „dochodzących”, zbudowali i oddali do użytku bardzo wielką łaźnię (ros.- баню) w ciągu zaledwie 22 godzin! Budowniczowie wyposażeni byli tylko w piły ręczne i siekiery. Natomiast my dzisiaj, nawet posiadając nowoczesne narzędzia elektryczne, przy najlepszych intencjach nie możemy dorównać robotnikom – twardzielom z przeszłości! I to nie tylko dlatego, że staliśmy się bardziej leniwi i słabsi, ale również dlatego, że brakuje czasu.

Czytaj dalej

Categories: STRONA GŁÓWNA | Dodaj komentarz

Odezwa biskupa Longina Banczeńskiego do Synodu Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej przeciwko Soborowi na Krecie

Teologiczna analiza decyzji „Świętego i Wielkiego Soboru” w przededniu Świętego Synodu Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej

 

W Kiszyniowie, stolicy Mołdawii, w dniu 29 czerwca (12 lipca według nowego stylu), 2016 roku, w święto świętych Apostołów Piotra i Pawła, zostało zorganizowane posiedzenie Okrągłego Stołu z okazji niedawno zakończonego Soboru Kreteńskiego. Zostały przedstawione następujące wnioski:

 

 

.

  1. „Święty i Wielki Sobór Cerkwi Prawosławnej”, który odbył się na Krecie w dniach od 16 do 27 czerwca 2016 roku, nie odpowiada swojej nazwie i nie spełnił oczekiwań zdrowej pełni Cerkwi.

 

  1. Sobór nie odpowiada swojej nazwie, ponieważ z teologicznego punktu widzenia nie jest on ani soborem, ani świętym, ani wielkim. Sobór ten nie jest prawosławny, ponieważ nie spełnia kryteriów i parametrów prawdziwych soborów, znanych w historii Cerkwi Prawosławnej: narusza on tradycje przeprowadzania soborów prawosławnych, nie jest ich kontynuacją i stanowi przewrót w soborowym układzie i bezprecedensową innowację. Jak zauważył z satysfakcją jeden z przywódców arcybiskup Albański Anastasios – to był „Sobór nowego typu”. Sobór ery New Age, sobór ekumeniczny.

 

  1. Ten sobór nie jest „święty” ani z punktu widzenia jego regulaminu, ani z punktu widzenia kanonów, ani ze swojej istoty, ponieważ zostały na nim podjęte decyzje, sprzeczne z decyzjami Świętych Apostołów i Świętych Ojców w stosunku do herezji; nie „szedł on w ślad za Świętymi Ojcami”. Pomimo faktu, że stosunki między Jedną i Jedyną Cerkwią Prawosławną z innowiercami stały się głównym tematem Soboru, na omawianie których stracono mnóstwo czasu i wysiłku w napiętych dyskusjach, po raz pierwszy w historii Cerkwi Sobór z tak wielkimi ambicjami nie nazwał w odpowiedni sposób i nie potępił heretyków.

 

W żadnym dokumencie Soboru nie ma słowa „herezja”. Wręcz przeciwnie, herezje monofizytyzmu, papizmu i protestantyzmu nazwano „cerkwiami/kościołami”: dokumenty dialogów teologicznych, z których niektóre są przepełnione eklezjologiczną herezją, takie jak dokumenty, podpisane w Balamand (1993), Porto Alegre (2006), Ravenna (2007) oraz Pusanie (2013 ), otrzymały pozytywną ocenę. Sobór chwali wszech-heretycką „Światową Radę Cerkwi/Kościołów (WCC)” i zaleca, aby kontynuować nasz udział w niej, co jest upokarzające dla naszej Cerkwi i przyrównujące Ją do tzw. cerkwi/kościołów protestanckich.

 

W ten sposób legalizuje się nasz udział w Dialogach, które nie są prowadzone w należyty sposób, przemilcza się zdradę wiary ze strony przedstawicieli prawosławnych; jednocześnie ukrywając fakt, że do tej pory nie było widać najmniejszego teologicznego postępu na drodze do Prawdy na żadnym z dotąd odbytych Dialogów Teologicznych. Ponadto, po raz pierwszy w historii Cerkwi na Sobór w charakterze obserwatorów zostali zaproszeni heretycy, z którymi odbywały się wspólne modlitwy.

 

W przeciwieństwie do powyższego, dzisiaj, w święto św. Paisjusza z Góry Athos († 1994), w naszych sercach brzmią nadal jego aktualne słowa: „Każdy Prawosławny Chrześcijanin jest zobowiązany do budzenia u innowierców dobrego niepokoju, aby zrozumieli, że są w błędzie, żeby nie uspokajali siebie na próżno i żeby nie utracili zarówno w tym życiu bogatych błogosławieństw Prawosławia, jak i w przyszłym życiu wielkich i wiecznych Błogosławieństw Bożych.”1

 

  1. Soboru Kreteńskiego nie można nazwać też „wielkim”, ponieważ do udziału w nim nie zostali zaproszeni wszyscy biskupi, a zatem nie była reprezentowana większość pełni Cerkwi. Również i wybór nielicznych zaproszonych nie odbywał się zwyczajnym kanonicznym sposobem. Wybrani uczestnicy Soboru nie mieli prawa głosu, a ich prawo do swobody wypowiadania się zostało ograniczone w czasie.

 

Spośród wszystkich biskupów Cerkwi Prawosławnej, których ilość w sumie stanowi około 800, prawo głosu miało tylko 14 Zwierzchników Cerkwi, a ponieważ 4 z nich nie było obecnych, to w sumie zagłosowało tylko 10 osób, czyli jedna osiemdziesiąta (1/80) wszystkich biskupów, którzy powinni byli być obecni i powinni głosować na Soborze. Ten akt jest bezprecedensowym w historii naszej Cerkwi i arbitralnym, ponieważ narusza eklezjologię Soborów Prawosławnych, które zakładają równość wszystkich biskupów, co przejawia się w równości ich głosów.

 

W istocie, takie naruszenie równości biskupów i wspomniana wyżej elitarność nowego typu prowadzi do pojawienia się tak zwanego „kolektywnego papieża” – organu, składającego się ze Zwierzchników (ros.- Предстоятелей), którzy nie są pierwszymi wśród równych („primi inter pares”), a są pierwszymi bez równych („primi sine paribus»).

 

Na najwyższym poziomie cerkiewnym brak czterech Cerkwi: Antiocheńskiej, Rosyjskiej, Bułgarskiej i Gruzińskiej (z których pierwsza jest członkiem starożytnej Pentarchii*), stanowiących około 70% wszystkich wierzących prawosławnych, co jeszcze bardziej świadczy o tym, że ten Sobór nie był wielki, a mały, oraz, oczywiście, nie Wszech-prawosławnym, ale zaledwie „poszerzonym między-prawosławnym zgromadzeniem.”

 

*/

Pentarchia – Пентархия 

Czytaj dalej

Categories: APOSTAZJA I POGAŃSTWO, ETYKA CERKIEWNA, HEREZJE, PRAWOSŁAWIE, PRZECIW EKUMENIZMOWI, SOBÓR w 2016, STRONA GŁÓWNA | 1 komentarz

Blog na WordPress.com.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.